niedziela, 8 września 2013

"STRAŻNIK TAJEMNIC" KATE MORTON

Kate Morton to jedna z moich ulubionych pisarek. Pierwszą z jej książek, "Dom w Riverton" przegapiłam w księgarni, ale na szczęście kilka miesięcy później natrafiłam na nią w bibliotece i bez wahania wyjęłam z półki. Przez następne kilka dni wyrywałam każdą wolną chwilę, w której z przyjemnością zagłębiałam się w wykreowanym przez pisarkę świecie. Następne powieści Morton już kupowałam jak tylko pojawiały się w księgarni. Oczarował mnie "Zapomniany ogród" i "Milczący zamek". Było więc jasne, że nową powieść Kate Morton kupię i zaraz zacznę czytać.

Nastoletnia Lauren jest pewnego dnia świadkiem dramatycznego zdarzenia. Rodzinna uroczystość, wszyscy w wesołych nastrojach, ona sama pogrążona w marzeniach, przeżywająca pierwsze zauroczenie intrygującym chłopakiem, ciepły dzień, wiatr muskający skórę, sielanka. Lauren widzi swoją matkę wychodzącą z domu ze specjalnym nożem do krojenia urodzinowych tortów i podchodzącego do niej mężczyznę. Zszokowana patrzy dalej, kiedy urodzinowy nóż zagłębia się w ciele mężczyzny, zabijając go. 
Dlaczego jej matka odebrała komuś życie? Kim był ten tajemniczy mężczyzna, który wyzwolił w niej najgorsze instynkty? 
Lata później, kiedy Dorothy leży umierająca w szpitalu, a Lauren jest bardzo znaną i cenioną aktorką, kobieta podejmuje starania, by wyjaśnić tajemnicę sprzed lat.

Schemat w ostatnich latach wykorzystywany do bólu i chyba powoli bardzo już oklepany. Lubię takie książki, ale już kilka razy zawiodłam się na reklamowych sloganach o sekrecie wyjawianym po latach i kolejnej wyjątkowej powieści. Po Kate Morton nie spodziewałam się jednak zawodu. Jednak "Strażnikowi tajemnic" brakuje wszystkiego, co czyniło poprzednie dzieła tej autorki, tak pociągającymi.

Każda z książek Morton to niespieszna narracja, a ich urok tkwi w dużej mierze w kreowanym w nich miejscach w o toczeniu, których rozgrywają się wydarzenia. Czy jest to środowisko wyższych sfer i piękne rezydencje z eleganckimi przyjęciami i nieodpowiednimi uczuciami, które rozkwitają pod ich dachami, czy bajkowy klimat tajemniczego ogrodu, Londyn prawie jak z dzieł Dickensa, czy nastrojowo gotyckie zamczysko z przedostatniej książki Morton, wszystkie one przyciągały ulotnym klimatem sekretu, który krył się gdzieś w tle. Siłą poprzednich powieści tej autorki było też skupienie się na przeszłości, która faktycznie pozostawała najważniejsza. Zasadniczej treści nigdy nie przesłaniały współczesne wydumane wątki miłosne. Bohater części rozgrywającej się w teraźniejszości zawsze był na drugim planie, był detektywem, którego zadaniem, było odkryć prawdę.

I ta drugą zasadę można również zaobserwować w "Strażniku tajemnic". Lauren stanowczo nie jest główną bohaterką tej opowieści. Uwaga Morton skupia się na życiu jej matki w czasie wojny, na znajomościach, które wtedy nawiązuje, a które okazują się kluczowe dla całego jej życia. Cała historia skonstruowana jest bardzo sprawnie, chwilami zaskakuje, wciąga na tyle, że chłonęłam ją pozwalając na to, by się nieśpiesznie rozwijała, nie wybiegałam myślami w przód i nie starałam się rozwiązać zagadki przed Lauren. Jednak obiektywnie spoglądając na całość zakończenie może być przewidywalne i to, że skupiłam się na poszczególnych wydarzeniach, można przypisać tylko stylowi Morton, który jest jak zwykle świetny.

Czego więc zabrakło tym razem? Chyba klimatu miejsca, który zawsze był równorzędnym bohaterem powieści Morton. Większość książki dzieje się Londynie, w czasie wojny. A w powieści praktycznie nie wyczuwa się zagrożenia, w tym otoczeniu nie ma niczego niezwykłego, niczego przykuwającego uwagę. To miast nie ma w sobie żadnej tajemnicy i chyba to jest główny zarzut jaki kieruję wobec tej powieści.

Nie ukrywam też, że mam chyba powoli dosyć książek opartych na połączeniu wątków z przeszłości z teraźniejszością. Straciły urok nowości i mam wrażenie, że Morton też nie jest w stanie nic nowego w tym aspekcie stworzyć. Trzymam kciuki, by jej następna powieść była krokiem w przód, bo "Strażnik tajemnic" jest przykładem dobrego odwzorowania czegoś , co się wcześniej stworzyło, ale bez właściwej temu magii. Ot, chyba trochę rzemieślnicza robota, której bra
kuje iskierki nieprzewidywalności.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...