wtorek, 3 września 2013

"BEZCENNY" ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI

Spodziewałam się, że wszyscy będą czytać "Bezcennego", czyli nową powieść Zygmunta Miłoszewskiego. Wiedziałam też, że ja też będę czytała. Podobały mi się wcześniejsze książki tego autora, a na dodatek w jakimś wywiadzie czytałam, że Miłoszewski chciał napisać coś, co by nawiązywało do powieści Arturo Perez-Reverte. A ja uwielbiam prawie wszystko, co wyszło spod pióra tego pisarza. Nie było więc praktycznie żadnych wątpliwości i "Bezcenny" został zamówiony, jak tylko pojawił się w zapowiedziach. 

Tytułowy Bezcenny to obraz kiedyś znajdujący się w zbiorach Rzeczpospolitej. Najcenniejsze dobro narodowe obok "Damy z gronostajem" Leonarda da Vinci i "Krajobrazu z miłosiernym Samarytaninem" Rembrandta. Kiedyś zresztą wisiały obok siebie, razem przypatrując się zmianom w otaczających im świecie. Niestety przyszła II wojna światowa, a wraz z nią obok wielu ludzkich dramatów, grabieże sztuki, którą naziści wywozili i ukrywali nieraz, żeby mieć jakieś zabezpieczenie po zakończeniu panowania III Rzeszy, co wraz z upływem czasu stawało się przecież coraz bardziej nieuchronne. 

Mamy czasy współczesne. Do gabinetu premiera zostaje zaproszona dr Zofia Lorentz, zajmująca się odzyskiwaniem, zagrabionych Polsce dzieł sztuki. Dowiaduje się, że obraz zlokalizowano, ale nie można go odzyskać legalnymi drogami. Krótko mówiąc, pozostaje tylko zuchwała kradzież na terenie innego państwa, z prywatnej posesji. Lorentz nie zastanawia się długo i zgadza się spróbować przywieźć obraz do Polski. W skład grupy mającej odbić bezcennego Młodzieńca wchodzi były komandos Anatol Gmitruk, bezczelna złodziejka światowej klasy Lisa Tolgfors i Karol Bozanański wpływowy marszand, którego z Zofią łączy wspólna, trudna przeszłość, czyli nieudany związek.
Ta czwórka, starannie przygotowana, wylatuje za ocean, by tam podjąć się misji prawie niemożliwej. Na miejscu okazuje się jednak, że rzeczywistość jest całkiem inna od informacji pochodzących z gabinetu premiera i wszyscy muszą sobie radzić sami. Szybko okazuje się też, że "Rafael" to tylko wierzchołek większej afery, z którą przyjdzie im się zmierzyć. 

"Bezcenny" to rodzaj powieści, z którym rzadko mam do czynienia, bo bardzo rzadko sięgam po literaturę sensacyjną. Ale Miłoszewski dobrze się czuje i w tej konwencji, może dlatego, że szukanie obrazu ma w sobie mimo wszystko trochę z kryminału. Tutaj też bohaterowie idą po poszlakach, szukają powiązań, "przesłuchują" tych, którzy mogą coś więcej wiedzieć o zaginionym dziele sztuki i ludziach, którzy przez lata mogli mieć z nim do czynienia. Jeśli dodamy do tego szereg nagłych zwrotów akcji, atmosferę ciągłego zagrożenia życia, z którą muszą się zmagać nasi poszukiwacze, to powstanie bardzo wciągająca mieszanka. Powieść pochłania się bardzo sprawnie, trudno ją odłożyć na dłuższy czas i przez kilka dni nosiłam ją w torebce, by w wolnej chwili śledzić kolejne poczynania dr Lorentz i reszty.

A w książce dzieje się sporo. Grupa poszukiwaczy rozbija się niemal po całej Europie, zderzają się różne temperamenty, różne spojrzenia na świat i tak naprawdę do końca nie wiadomo, czy wszyscy wiedzą o co grają. Może troszkę przeszkadzała mi widoczna do samego końca chęć zaskoczenia czytelnika i niektóre zwroty akcji, były moim zdaniem doklejone nieco na siłę, tak by nie dać czytającemu ani na chwilę odpocząć od ciągłej akcji. Ale możliwe, że takie wrażenie mam ja, bo sensacja to jednak nie do końca mój gatunek.

Myli się jednak też ten, kto uważa, że Miłoszewski pisząc taką powieść uciekł od współczesnej Polski. Nie da się ukryć, że autor ma cięty język i zastanawiałam się nieraz w trakcie lektury, czy nasz premier czytał tę powieść, a jeśli tak, to jakie są jego wrażenia.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...