czwartek, 29 sierpnia 2013

CO BĘDĘ OGLĄDAŁA JESIENIĄ....

Wprawdzie do nowego sezonu serialowego jest jeszcze trochę czasu, ale postanowiłam napisać ten post już teraz w nawiązaniu do tego z zeszłego roku. Nie da się ukryć, że bardzo lubię wieczory z pojedynczymi odcinkami, ale i prawdziwe maratony, podczas których nadrabiam kilka odcinków. 

W zeszłym roku zarzuciłam kilka seriali, kilka tytułów zaczęłam oglądać, ale przyciągnęły one mojej uwagi na dłużej. Kilka od dłuższego czasu pozostaje w sferze do obejrzenia i może w tym roku uda mi się je wreszcie nadrobić. Ale, może najpierw zacznę od tych, do których wracać już nie zamierzam.

BONES: dwa pierwsze sezony są dla mnie kultowe. Lubię do nich wracać, ale od trzeciego sezonu, który może nawet do połowy był niezły, zaczął się moim zdaniem spadek formy. Choć oglądałam kolejne odcinki i niektóre sprawy mnie nawet interesowały, choć nie uznałam przeskoku od przyjaźni do miłości głównych bohaterów za zbyt nagły, to jednak "Bones" przestało mnie po prostu interesować. I choć czasem wracam do jakiegoś pojedynczego odcinka w nadziei, że uda mi się wskrzesić sympatię, to jednak za każdym uczucia nie towarzyszą temu żadne uczucia. W tym roku nie zamierzam już wracać do tego tytułu.

CHIRURDZY: Już w zeszłym roku miałam naprawdę mieszane uczucia, co do tego serialu, ale w tym roku na serio mam zamiar go porzucić. Mam dosyć tego wszechobecnego dramatyzmu, schodzenia i rozchodzenia się każdej z par po kilkanaście razy. A przebijanie szokujących zwrotów akcji z poprzednich sezonów uważam za żenujące. W tej chwili ciekawią mnie losy jednej pary, ale wnioskując ze schematów znanych z innych serii, mogę sobie pogdybać, jak sprawy się potoczą i zapewne o wiele się nie pomylę. 

SCANDAL: Pierwszy sezon obejrzałam z wielkim zainteresowaniem. Rozgrywki polityczne, troszkę zahaczająca o stalking miłość, a może nie miłość tylko własnie obsesja, coraz to nowe wychodzące na jaw sekrety bohaterów. Było fajnie. Natomiast w drugim sezonie miałam wrażenie, że twórcy chcą, podbić wszystko to, co zaserwowali nam w pierwszej odsłonie. I wtedy ja serialowi podziękowałam. Zapytacie pewnie dlaczego tak szybko? Bo jedną z twórczyń serialu jest Shonda Rimes. Bałam się drugich "Chirurgów".

Teraz serialowe hity, które nadal będą gościć w moim mieszkaniu.

THE GOOD WIFE : Mimo chwilowego spadku formy w tym sezonie jest to nadal mój ulubiony serial. Uwielbiam wszystkich bohaterów, mogę sobie zrobić maraton i obejrzeć wyrywkowo pojedyncze odcinki. Mam swoje ukochane sceny, a zwrot akcji z ostatniego odcinka, uważam za bardzo udany. 

NASHVILLE: Zaskoczenie poprzedniej zimy. Serial, który spróbowałam oglądać z braku jakiegoś wyraźnego powodu. I od razu powiem, że nie przeszkadza mi w nim potężna dawka telenowelowych rozwiązań. Może dlatego, że dobrze się to komponuje z muzyką country, której w serialu jest naprawdę sporo, a która o dziwo mi się spodobała. Naprawdę ten serial to takie quilty pleasure. Niby wszystko można przewidzieć, a jednak świetnie się ogląda.

ONCE UPON A TIME: Nadal oglądałam z ciekawością i zamierzam śledzić dalej losy baśniowych bohaterów w realnym świecie. Wprawdzie drugi sezony był chyba słabszy, ale zamierzam dać szansę trzeciej serii.

Jak zawsze z niecierpliwością czekam też na DOWNTON ABBEY, choć po prostu nie lubię trzeciej serii. Z przyjemnością wrócę też do HAVEN
No i mam nadzieję na nowe serialowe odkrycia.

Seriale do obejrzenia to nadal HOMELAND i HANNIBAL. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...