sobota, 8 czerwca 2013

ANDRZEJ SAPKOWSKI I WIEDŹMIN

Co mnie ostatnio wciągnęło? Powtórki same. Na tapecie Wiedźmin, Ciri, Yennefer i cała reszta. Kiedy kilka lat temu kończyłam pisanie pracy magisterskiej, gdzie między innymi nawiązywałam do powieści Andrzeja Sapkowskiego, myślałam, że bardzo długo nie zajrzę do Sagi. I faktycznie długo nie wracałam. Spojrzałam na półkę i normalnie mnie odrzucało. Już się bałam, że tak mi zostanie na zawsze, ale szczęśliwie po jakichś 2-3 latach okazało się, że czytanie tych siedmiu tomów sprawia mi nadal wariacką przyjemność. Teraz czytam ponownie, to znaczy już któryś tam raz z kolei i nadal jest świetnie.

Od Sapkowskiego właśnie zaczęłam swoją przygodę z fantasy. Wcześniej czytałam "Władcę Pierścieni" i choć Tolkien jest dla mnie mistrzem, to jednak dla mnie jest to pisarz, którego osiągnięcia się uznaje, rozumie fascynację innych, wręcz jej zazdrości, ale niestety jej nie podziela. Nie pytajcie mnie dlaczego, bo nie wiem tego, po prostu tak jest. A "Wiedźmina" poznałam w czasach licealnych, kiedy wydawało mi się, że nigdy nie polubię gatunku, który jak to stwierdził mój kolega, czyta się świetnie i w żadnym razie nie należy się zrażać okładkami. Ja długi czas się zrażałam. Ale nagle wszyscy w klasie zaczęli czytać Sapkowskiego. Szczęśliwa koleżanka dostała wszystkie części pod choinkę. Pożyczyła jedną, a później ustawiła się kolejka.
Za pierwszym razem czytałam zachłannie, pochłonięta właściwie tylko jednym wątkiem Wiedźmina i Yennefer i generalnie przeoczyła masę rzeczy. Potem odkryłam, że swoje egzemplarze ma też moja biblioteka. Szał już trochę ucichł, można było je spokojnie wypożyczyć wszystkie i wtedy przeczytałam Sagę ponownie. I wtedy zakochałam się na dobre. 

Na "Wiedźmina" wydałam pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze na studiach. Nabyłam od razu cały komplet plus pierwszy tom trylogii husyckiej. Do dzisiaj pamiętam jak szybko szłam do kasy w empiku, żeby się tylko po drodze nie rozmyślić, bo przecież prawie 300 złotych w studenckim budżecie to niemały wyłom, ale nigdy kupna nie żałowała. Moje egzemplarze były czytane przez współlokatorki z akademika, dużo w nich podkreśleń i notatek z czasów pisania pracy magisterskiej, ale takie właśnie je lubię. Kiedy kilka lat temu dwa pierwsze tomy zgubiła osoba, której je pożyczyłam, odkupione nowe wydania w ich miejsce nie mają już tego uroku.

Nie będę tu pisać za co lubię "Wiedźmina", bo choć dostrzegam wady, a przy końcówce mam ochotę rzucić książką o ścianę, to jednak zalety przeważają. A do końcówki na razie daleko. Czekam na pojawienie się Regisa. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...