piątek, 7 czerwca 2013

"OSTATNIE PROMIENIE SŁOŃCA" GUY GAVRIEL KAY

Ostatnio tęskniłam za fantasy. Na półce nie mam wiele nieprzeczytanych pozycji z tego gatunku, na powtórkę szkoda mi było czasu. Przeglądam blogi i księgarnie internetowe w poszukiwaniu czegoś nowego, ale już dawno nie poświęcałam dużo czasu przeglądaniu nowości z fantasy i generalnie absolutnie się nie orientuję, co warto przeczytać, a co nie. Mam kilka książek na oku, zobaczymy co z tego wyjdzie.

A w międzyczasie postanowiłam sięgnąć po "Ostatnie promienie słońca", która to powieść stała na regale od dłuższego już czasu. Guy Gavriel Kay  zdobył moje czytelnicze zaufanie "Tiganą", a potem było raz lepiej, raz gorzej, ale ogólny bilans mojej przygody z jego twórczością jest bardzo zadowalający. Zdecydowanie polecam "Lwy Al-Rassanu", "Fionavarski gobelin", troszkę mniej podobała mi się "Pieśń dla Arabonne".

"Ostatnie promienie słońca" czerpie inspiracje z powieści historycznej, bo odwołuje się do realiów znanych nam z dziejów świata. Choć bohaterami książki są Erlingowie, Anglcyni i Cyngaelowie, to łatwo w nich odnaleźć rzeczywiste wzorce, jakimi byli Wikingowie, Anglosasi i Walijczycy. Guy Gavriel Kay sięga do czasów, kiedy świat realny mieszał się z tym znanym z podań i legend. Podboje, walki o terytorium i władzę idą równym torem z przemianami duchowymi. Nowa wiara wypiera dawne wierzenia, ale okazuje się, że te nadal mają realny wpływ na wydarzenia.

Początkowo wydaje się, że głównym bohaterem opowieści będzie Bern Thorkellson, syn wygnańca, skazany na życie jako sługa, w trochę spontanicznym akcie sprzeciwu wobec przyszłości jaka go czeka, kradnie konia zmarłego wodza i ucieka do najemników z Jormsviku, by w rezultacie dołączyć do wyprawy na Anglcynów. Jednak zgodnie ze swoim zwyczajem Kay nie poprzestaje na jednej głównej postaci. Właściwie każdej postaci, jaka pojawia się w tej powieści  zostaje oddany w pewnym momencie głos. Poznajemy więc księcia Aluna ab Owyna, który po śmierci brata zyskuje więź ze światem Elfenów, w których można szukać nawiązań do elfów. Ważną postacią jest też Aeldred walczący z najazdem Jarmsviku, budujący nowoczesne królestwo, oparte na sojuszniczych małżeństwach. Wszyscy ci bohaterowie spotykają się by odkryć, że ucieczka od dziedzictwa podań nie jest do końca możliwa, a budowanie nowego świata, zarówno w aspekcie jednostki, jak i całych narodów jest procesem długotrwałym i wymagającym wielu poświęceń.

Guy Gavriel Kay zawsze ujmował mnie swoją umiejętnością do tworzenia postaci, które potrafią skraść serce i historii, które rozgrywają się na pograniczu brutalnej i bezwzględnej rzeczywistości i świata duchowego, magicznego, zawsze mającego wpływ na rozwój opisywanych wydarzeń. Atutem jego powieści jest język, znakomicie oddający wprowadzający w na wpół realny klimat tych powieści. Jego światy są nam znajome, bo tworzone z historycznych realiów, ale to co my znamy jako wytwór wyobraźni, w powieściach Kay'a jest czymś istniejącym, z czym trzeba się liczyć.
"Ostanie promienie słońca" ukazują jednak powolne umieranie świata duchów. Ciągle żywy i obecny, ale jednak wypierany ze świadomości ludzi przez nową religię. Elfy już nie mogą latać, są pozbawione skrzydeł, ze smutkiem, ale i zazdrością przyglądają się krótkiemu życiu ludzi, wypełnionemu namiętnościami, miłością, nienawiścią. Zawieszone na granicy niebytu są zależne od wiary w ich istnienie. Ta idea zapożyczona z "Mgieł Avalonu", gdzie siła świata dawnych wierzeń jest powiązana z siłą wiary, ukazana jest w powieści Kay'a jako ciągła walka świadomości człowieka, który widzi, to czego zdaniem przedstawicieli nowej religii widzieć nie powinien.

W "Ostatnich promieniach słońca" Kay skupia się na decyzjach jednostek, które okazują się początkiem ciągu zdarzeń. Królewskie czyny, bohaterskie walki maja takie same znaczenie jak to, co przydarza się zwykłym, prostym ludziom. Na losy narodu może mieć wpływ i młynarz, i chłopska dziewczyna zamordowana przez najeźdźcę w okrutny sposób. 

I wszystko byłoby bardzo fajnie, bo pomysł świetny, ale wykonanie zawiodło mimo wszystko. Nie wiem, czy jednak miałam chęć na coś innego, czy Kay zaczął mnie nudzić, ale jednak im dalej, tym było gorzej. Podoba mi się całe założenie powieści, ale całość sprawia wrażenie skleconej na szybko kombinacji czegoś, co gdzieś już się wcześniej pojawiło. I nie chodzi tylko o zrobienie z elfów Elfenów, bo akurat takie zagrania lubię. Chodzi raczej o to, że powieść się ciągnie, prawdziwych wydarzeń i akcji w niej mało, a bohaterowie ciągle filozofują. O tym jakie ciężkie mieli życie, i że przeszłość ich ciągle kształtuje. Są świadomi brzemiennych w skutki decyzji, już w chwili ich podjęcia, a wzajemne animozje, czy wręcz przeciwnie wybuchają w pierwszych minutach znajomości, przy czym ich siła zdolna jest powalić prawie wszystko wokół. Znając inne powieści Kay można przewidzieć rozwój wydarzeń niewiele się myląc po drodze. No, naprawdę nie o to mi chodziło, kiedy chciałam powrotu do czegoś co znam i lubię. 

Zdecydowanie słabszy twór Kay'a i aż się boję powtórki innych jego książek, bo co będzie jak się okaże, że ja jednak z nich wyrosłam?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...