sobota, 2 marca 2013

"WIELKI BAZAR KOLEJOWY: POCIĄGIEM PRZEZ AZJĘ" PAUL THEROUX

Nieczęsto czytam o podróżach. Jest to chyba jakiś odruch obronny, bo podróżować i poznawać nowe miejsca uwielbiam, a czytając o dalekich miejscach, mam ochotę natychmiast się spakować i wyjechać. Szkoda tylko, że nie zawsze okoliczności pozwalają.

Pociągi od zawsze dla Paula Therouxa były obietnicą przygody, cudownym i trochę magicznym środkiem transportu pozwalającym dotrzeć w miejsca nieznane. Pragnieniem autora było nie tylko odwiedzenie innych krajów, ale i prawdziwe przeżycie podróży samej w sobie. Przemieszczania się z miejsca na miejsce, bez z góry określonego planu. Podróż, w której sposób przebycia drogi z punktu A do punku B, a potem C, D i tak dalej, jest równie, a może i ważniejsza od konkretnych miast na trasie.
Paul Theroux zostawia więc posadę, rodzinę i zaopatrzony w cygara, alkohol i dobre książki wyrusza w drogę. Oczywiście pociągiem. Rozmach przedsięwzięcia jest zaiste imponujący. 

Europa, bliski Wschód, Azja, Syberia oglądane z okien wagonów, w pospiesznych czasem wypadach w miasta, w których przypadają kolejne postoje, czy przesiadki. Czasem autor spędza na przystankach więcej czasu, ma wykład na temat swojej twórczości, bo przecież jakoś na to szaleństwo trzeba zarobić. Głównie jednak poznaje tereny, które przemierza przez ludzi napotkanych w drodze. Staruszek, który nie zdążył przed odjazdem pociągu, kobieta z synem płaczącym, kiedy ktoś zaczyna rozmawiać z jego matką, narkoman, przeróżne kraje, przeróżni ludzie. A wraz z nimi historie, które opowiadają, śmieszne anegdoty, smutki i radości jakie ze sobą wiozą i którymi się dzielą. 
Czasem samotność staje się wyczekiwanym luksusem. Momenty kiedy można się zagłębić w dobrej powieści, z notesem pod ręką, by spokojnie zanotować nasuwające się podczas postojów, czy obserwowania krajobrazów przesuwających się za oknem, refleksji. A warte zapamiętania jest wszystko. Autor poświęca sporo uwagi warunkom życia w Indiach, czy Wietnamie, które to fragmenty zainteresowały mnie najbardziej, ale zwraca też uwagę na to w jakim otoczeniu pokonuje kolejne kilometry, co je, co pije, a poszukiwania wagonu restauracyjnego nieraz zaprzątają wszystkie jego myśli. 

Podróż Therouxa miała miejsce w latach 70-tych. Niektóre realia na pewno się zmieniły, a i sam podróżnik spogląda na odwiedzane miejsca z perspektywy obcego, który patrzy na mijane miejsca z ironią, trochę z góry. Pod koniec tej relacji moja fascynacja i zainteresowanie tym niezwykłym projektem, zmieniła się w znużenie i zniecierpliwienie wywołane zastrzeżeniami autora do towarzyszy podróży, pociągów i całego otocznia. Jednak i sam Theroux przyznaje, że pod koniec odczuwał bardzo tęsknotę za domem, rodziną i pragnął po prostu wrócić. Niesamowite doświadczenie, swoisty eksperyment, którego podjęcie wymagało dużej odwagi i wytrwałości. 
Mnie by jej zabrakło, dobrze więc, że chociaż mogę za pośrednictwem książek, poznać uczucia i wrażenia z tego niecodziennego doświadczenia, którego możemy być świadkami, przewracając stronę za stroną. 

"IMPERIUM WILKÓW" JEAN - CHRISTOPHE GRANGE

Nadal sięgam po zaległości biblioteczne. Tym razem padło na "Imperium wilków" Jeana Christophe Grange. Pisarz ten był mi praktycznie nieznany, jedyny kontakt z jego twórczością miałam za pośrednictwem filmowej adaptacji jego powieści "Purpurowe rzeki". Film oglądałam już jakiś czas temu i nie wszystko mi się w nim podobało, ale wrażenie jakie pozostawił po sobie było na tyle dobre, że postanowiłam się przekonać, czy może książka Grange będzie zachęcała, do sięgnięcia po inne jego powieści.

Od początku obserwujemy działania dwóch osób. Anna Heymes jest żoną urzędnika Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Od jakiegoś czasu miewa dziwne momenty amnezji, podczas których nie poznaje twarzy własnego męża, natomiast obcy człowiek wydaje jej się znajomy. Podczas konsultacji z neurologiem pada z jego strony sugestia biopsji mózgu. Anna jest bardzo przeciwna temu badaniu, nie wiadomo dlaczego czuje się zagrożona i postanawia poszukać pomocy bez wiedzy męża. Odkrywa, że jej twarz została całkowicie zmieniona w wyniku operacji plastycznych, których sama nie pamięta. 
Jednocześnie z tym wątkiem śledzimy działania policjanta, badającego sprawę brutalnych zabójstw trzech kobiet, które przed śmiercią zostały prawdopodobnie poddane torturom. 

Początek jest bardzo intrygujący, autor sprawnie buduje napięcie w dwóch z pozoru nie związanych ze sobą wątkach. Oczywiście czytelnik wie, że w końcu obie sprawy się połączą, bo przecież taki schemat nie jest niczym nowym w literaturze. Tutaj jednak od początku udaje się pisarzowi przerywać akcję w momentach największego zaskoczenia, żeby przejść do drugiego wątku. Dzięki temu niecierpliwie przewracałam kartki by jak najszybciej poznać dalszy tok wydarzeń i rozwiązanie kryzysowej sytuacji, w jakiej zostawiony został dany bohater. To bardzo dobry sposób na utrzymanie uwagi czytelnika. 
Jednak kryje się, w takim podejściu do narracji pewne niebezpieczeństwo. Chcąc ciągle zaskakiwać, trzeba wymyślać kolejne zwroty akcji, łatwo wtedy o otarcie się o nieprawdopodobne sploty wydarzeń. I tutaj właśnie, w drugiej połowie powieści miałam wrażenie oderwania od rzeczywistości, którego szczytem było moim zdaniem zakończenie.

Nie zmienia to faktu, że powieść jest napisana bardzo sprawnie, cały czas trzyma w napięciu, które nie pozwalało mi jej odłożyć na bok, póki nie poznam zakończenia. 
Spotkanie z Grange, było dla mnie okazją by bliżej poznać gatunek, z którym nie mam wiele do czynienia. Zamknięta w obrębie powieści obyczajowej i kryminalnej, czasem zerkam w stronę literatury faktu, fantastyki, czy romansu. "Imperium wilków" jest zaś powieścią sensacyjną, która to przyciąga moją uwagę bardzo rzadko. Obiektywnie patrząc, potrafię uznać zalety takiej formy. 
Rewelacyjnie można nią zapełnić wolne godziny, nie będzie wam się nudzić w kolejce do lekarza, czy podczas podróży, ale ten typ literatury to jednak nie całkiem moja bajka.
Brakowało mi pogłębionych portretów psychologicznych postaci, bo nie da się ukryć, że autor skupił się tu jednak na akcji. Może dlatego też zakończenie wydało mi się naciągane. Postępowanie bohaterów w żaden sposób nie zapowiadało takiego rozwiązania. Drażnił mnie też zasięg kolejnych tropów podejmowanych przez autora. To co zapowiadało się na śledztwo w sprawie psychopatycznego mordercy, rozwinęło się z czasem w międzynarodową akcję przestępczą z eksperymentami medycznymi w tle. Jak dla mnie trochę za dużo grzybów w barszczu.

Kolejna pozycja biblioteczna odhaczona, ale sensacja pozostanie tym gatunkiem, po który sięgam raczej sporadycznie.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...