środa, 27 lutego 2013

"NAD WIELKĄ RZEKĄ" PATRICIA SHAW

Kończę i sięgam po zaległości. Przede mną jeszcze dwie książki z biblioteki, które już drugi raz przedłużyłam. Do tego "Niedokończone opowieści" Tolkiena, które też podczytuję tylko fragmentami i opracowanie Guido Knoppa "Holokaust", także dawkowane, ale tutaj przerwy w lekturze dyktuje tematyka.

Po ostatnich kryminałach, których klimat daleki był od optymizmu, naturalnym wydawało mi się sięgnięcie po coś lżejszego. Lubię wieczorem usiąść z herbatą i poczytać nieraz coś, co zapewnia czystą rozrywkę. Oczywiście stos biblioteczny wywołuje największe wyrzuty sumienia, na własne nieprzeczytane książki przecież kiedyś przyjdzie czas, za biblioteczne trzeba się zabrać od razu. Kolejne kryminały odłożyłam na później, "Córkę markizy" - generalnie chwaloną na blogach, zabrała mama. Została więc powieść "Nad wielką rzeką" Patricii Shaw. Widziałam na bibliotecznej półce sporo jej książek, egzemplarze nosiły ślady czytania, pomyślałam, że spróbuję i ja.

Powieść zabrała mnie do Australii, w XIX wiek, a ja uwielbiam takie podróże w czasie. Czasy, które dawno minęły, całkiem egzotyczne dla mnie miejsca, potrafią sprawić, że zapomnę o wszystkim, że lektura mnie pochłonie. Zaczęło się jak w romansie. Młoda dziewczyna poznaje mężczyznę, czuje, że spotkała kogoś z kim może spędzić życie. Niestety okazuje się, że jest już żonaty, może nie układa się to małżeństwo idealnie, ale Paul nie daje jej żadnej nadziei na wspólną przyszłość. Wkrótce potem Laura dowiaduje się, że ojciec wybrał już dla niej przyszłego męża, a jej nie pozostaje nic innego, jak tylko przystać na tą decyzję.
Tak zawiązany wątek romansowy, zostaje zepchnięty na bardzo daleki plan, czytelnik zaś obserwuje proces kształtowania się środowiska politycznego Australii. Ścierają się różne opcje, pilnie trzeba ustabilizować finanse, niektóre ze stanów dążą do samodzielnego funkcjonowania. Jednym słowem, panuje bałagan, który trzeba uporządkować. Jednak taka sytuacja sprzyja osobom, chcącym powiększyć swoje wpływy. Swoją szansę na karierę widzi również ojciec Laury - Fowler Maskey , członek stanowego parlamentu, któremu po piętach depcze bardzo ambitny konkurent Boyd Roberts. Obaj nie zawahają się przed niczym, by osiągnąć swój cel.
Ale książka Patricii Shaw skupia się nie tylko na walce o władzę. Autorka dużo miejsca poświęca również ludziom, którzy zdecydowali się żyć na tych trudnych terenach, w ciężkich warunkach, gdzie odległości pomiędzy sąsiadującymi ze sobą farmami, były nierzadko ogromne. Paul MacNamara jest takim własnie osadnikiem, przekonanym, że jednym sposobem na życie w Australii jest pokojowe ułożenie stosunków z Aborygenami i akceptacja ich prawa do własnego porządku. Jego poglądów nie podziela wielu, w tym również jego żona, która na widok Aborygena, sięga po broń. Losy tej grupy ludzi ciągle się krzyżują, ich interesy wzajemnie się wykluczają co prowadzi do spięć i serii dramatycznych wydarzeń.

Z początku byłam trochę zdziwiona rozwojem wydarzeń, nie mogę powiedzieć, że historia opowiadana przez autorkę mnie zafascynowała. Raczej spokojnie odwracałam stronę po stronie, nie czułam chęci zajrzenia na koniec, by zaspokoić swoją ciekawość, bo nie towarzyszyło mi zbyt silnie to uczucie podczas czytania "Nad wielką rzeką". Stało się tak może dlatego, że nie polubiłam właściwie żadnego z bohaterów. Trudno przywiązać się do chciwych karierowiczów, kobiet ślepo posłusznych mężom, dzieciom, które pilnują tylko, by postawić na swoim. Laura, która mogłaby taką sympatię wzbudzić, jest ciągle w tle opowieści, nie ma właściwie wpływu na rozwój wydarzeń i kiedy znika z nam z oczu, nie mamy nawet okazji za nią zatęsknić.
Mimo to czas z powieścią, nie był czasem straconym. Zdecydowało o tym miejsce akcji. Można czerpać przyjemność z obcowania z książką, w której czuje się, że opisywane wydarzenia, sytuacje są wiarygodne. Zawsze lubiłam, kiedy autor opisuje miejsce mi nieznane, ale tutaj czułam, że Patricia Shaw wie o czym pisze i chyba tym razem otoczenie było nieco ważniejsze od fabuły.
Dopiero później doczytałam, że autorka zajmowała się publicystyką, a jej specjalność to właśnie początki osadnictwa w Australii. Swoją wiedzę najpierw zawarła w dwóch książkach z zakresu literatury faktu, ale "Nad wielką rzeką" jest przykładem, że zainteresowania te wykorzystuje również tworząc powieści, a ja jestem ciekawa jak na tym tle wyglądają jej inne dzieła. 
Jest więc to moje pierwsze spotkanie z autorką, ale na pewno nie ostatnie, choć mam nadzieję, że jej następnych bohaterów obdarzę cieplejszymi uczuciami, a i fabuła jeszcze bardziej mnie zainteresuje.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...