sobota, 16 lutego 2013

"PERSWAZJE" - EKRANIZACJE

"Perswazje" Jane Austen ekranizowano cztery razy. Dwa razy książkę przeniesiono na ekran jako serial, kolejno w 1960 i 1971 roku. Za każdym razem produkcją zajmowało się BBC. 
Potem nastąpiła duża przerwa i w 1995 roku znowu za sprawą BBC do telewidzów trafił film na podstawie tej powieści. Tą samą formę obrano w 2007 roku.
Przyznam się, że bardzo lubię powieści Jane Austen w wersjach filmowych, czy serialowych. Idealnie się sprawdzają właściwie przy każdym nastroju. Już wielokrotnie przekonałam się, że chyba nie potrafią mi się znudzić. Dlatego też często wracam też do obu filmów na podstawie "Perswazji", choć obie wersje różnią się od siebie. Niestety nie udało mi się do tej pory obejrzeć wcześniejszych serialowych adaptacji, choć myślę, że kiedyś to nadrobię.

Po zakończeniu oglądania "Perswazji" z 1995 roku, byłam przekonana, że żadne nowe podejście do tematu, nie zmieni mojego zdania, że jest to jedna z najlepszych ekranizacji powieści Jane Austen. Twórcy wiernie potraktowali tekst i w każdym ujęciu widać szacunek do twórczości Austen. Ujęło mnie to, że nie próbowano na siłę upiększyć otoczenia, a przede wszystkim głównych bohaterów, dzięki czemu miałam wrażenie, że oglądam prawdziwą, żywą i przejmującą historię, a nie kolorową bajkę. 
Odtwórcy ról Anny i kapitana Wentwortha, Amanda Root i Ciaran Hinds, świetnie sobie poradzili z klimatem książki. Anna w ujęciu Amandy Root jest początkowo dosyć smutną kobietą, która straciła nadzieję na własne szczęście. Ponowne spotkanie z Wentworthem jest dla niej przypomnieniem, że gdyby kiedyś przeciwstawiła się rodzinie, jej życie może wyglądało by dzisiaj całkiem inaczej. Jednak wraz z rozwojem wydarzeń, kiedy Anna przekonuje się, że być może nadal nie jest obojętna Fryderykowi, jej twarz rozkwita nadzieją i nieśmiałym uczuciem radości. 
Początkowo wydawało mi się, że Ciaran Hinds jest nieco za stary do roli Fryderyka Wentwortha, ale potem się przekonałam, do jego udziału w filmie. Przede wszystkim byłam w stanie uwierzyć, że jego postać spędziła dużo czasu na morzu. Nie ma tutaj wrażenia aktorów, odgrywających swoje role. Na ich miejscu są autentyczne postacie. 
Dbałość o wiarygodność widać też, w całym podejściu do tworzenia tego filmu. Wnętrza wyglądają jakby mieszkali w nich prawdziwi ludzie, na stołach widać okruszki, poduszki są niekiedy nierówno ułożone na kanapach. Kiedy bohaterowie wybierają się na spacer, wracają z niego z potarganymi wiatrem włosami, a suknie kobiet mają na sobie ślady błota. Małe szczegóły, które mają duże znaczenie przy odbiorze całości.
W moim odczuciu film idealnie oddaje ducha powieści Austen, zachowując przy tym napięcie towarzyszące odżywającemu uczuciu dwojga ludzi.

Do adaptacji z 2007 roku podeszłam nieco sceptycznie. "Mansfield Park" z tego samego roku,  nie bardzo mi się podobało, ale wizja ponownego spotkania z bohaterami, których się lubi, była bardzo kusząca.
Główne role grają Sally Hawkins i Rupert Penry-Jones. Od początku zauważalne jest, że główny nacisk położony jest na postać Anne. Liczne bliskie ujęcia jej twarzy karzą zwracać szczególną uwagę na rozwój jej postaci, uczucia, które nią targają. Trudne zadania dla aktorki, która jednak poradziła sobie z nim bardzo dobrze. Dobrym wyborem było też, zamieszczenie scen z Anną, która zapisuje swoje odczucia w dzienniku.
Nie mam również zastrzeżeń do postaci kapitana Wentwortha, który jest trochę szorstki, ale szarmancki i uprzejmy wobec Anne i jej rodziny. Jednak pół filmu zastanawiałam się dlaczego nie występuje tutaj w mundurze, który chyba miał obowiązek nosić. 
Całość oglądało się naprawdę dobrze, ale moim zdaniem kilka momentów zepsuło trochę ogólne dobre wrażenie. Przede wszystkim nie rozumiem końcowych scen, w których Anne biegnie po całym Bath, obijając się po ludziach. Bohaterka Jane Austen chyba nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Rozumiem, że zmieniły się oczekiwania widza, który chce więcej dramatyzmu, ale to jest moim zdaniem niewiarygodne.
Tej wersji "Perswazji" bliżej jest do pięknej ilustracji, troszkę wypranej z autentyzmu, choć cienka granica na szczęście nie została przekroczona, a historia opisana przez Austen, broni się sama. 

Myślę, że oba podejścia do powieści Austen znajdą swoich zwolenników. Trzeba po prostu obejrzeć, żeby wyrobić sobie własne zdanie. Ja jednak mam sentyment to starszej wersji, która jest spokojniejsza, ale bardzo prawdziwa i naprawdę wzruszająca. Polecam i jestem ciekawa Waszych wrażeń.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...