wtorek, 15 stycznia 2013

"FANABERIE" JOLANTA WROŃSKA

Mogłabym być naprawdę złośliwa wobec tej książki, bo kilka razy miałam ochotę ją odłożyć i nie wracać do niej nigdy więcej, ale pomimo kilku irytujących niezręczności, dotrwałam do końca i nie załuję czasu, który poświęciłam tej lekturze.
Zasadniczym plusem powieści Jolanty Wrońskiej jest biznesowa otoczka, która towarzyszy fabule. Pastelowa okładka z apetyczną babeczką, która zachęca zarówno do jej zjedzenia, jak do podziwania kunsztu plastycznego twórcy wypieków, sugerowała środowisko cukierników, restauratorów i historię obracającą się wokół jedzenia i płynących z tego korzyści. Pomyslałam sobie, że bohaterka na pewno bedzie odkrywać w sobie talenty kulinarne. No i się pomyliłam.
Klara jest zdolną i ambitną bizneswoman, która dzieli czas pomiędzy doskonale zorganizowaną firmą, kilka lat temu z powodzeniem wprowadzoną na giełdę, a domem. W momencie rozpoczęcia powieści sprawy zaczynają się jednak komplikować. Kobieta jest po rozwodzie, mąż układa sobie życie z inną, oczywiście młodszą, ale Klara pewna swojej wartości nie rozpacza po nim. Jej głowę zaprzątają problemy firmowe. Otóż na jej przedsiębiorstwo czycha prawdziwy rekin biznesu, chcący m.in. zemścić się za nieodwazjemnione awanse.
Czarny charakter powieści nie docenia jednak samej Klary, ani tym bardziej jej trójki dzieci, które w penym momencie biorą sprawy rodzicielki w swoje ręce i próbują ocalić dorobek życia matki.
Pierwszy chyba raz w literaturze typowo kobiecej spotkałam się, z tak szerokim wykorzystaniem tematyki opartej na działanich giełdy, czy zasadach obrotu papierów wartościowych, przechodzenia akcji z rąk do rąk. Pomysł moim zdaniem bardzo trafiony, choć ilość informacji, które nawet nie mimochodem, a w postaci prawdziwych wykładów przedstawia autorka, momentami jest przytłaczjąca. Opisy transakcji, sojuszy, regulaminów przysparzały mi sporo problemów. Dodatkowo odgrywają one tak znaczącą rolę w toku akcji, że ich pominęcie, czy choćby tylko pobieżne przeczytanie jest niemożliwe, bo zakłuca odbiór ciągów przyczynowo - skutkowych.
Podobały mi się też bardzo retrospekcje pokazujące dzieciństwo Klary w biednej, ale bardzo porządnej śląskiej rodzinie, która niechacianemu przez matkę dziecku, ofiarowała miłość i akceptację. Te wątki są też bardzo dobrze zilustrowane językowo.
Niemnej jednak całość książki nieodparcie kojarzyła mi się z pewnym typem amerykańskich filmów, w których bystre dzieciaki swoimi brawurowaymi działaniami ratują z opresji dosrosłych, znajdując matce przy okazji, spełnaijącego wszystkie warunki adoratora. Tutaj wprawdzie amanta mama znajduje sobie sama, ale skojarzenie jest jak najbrdziej naturalne, bo i mężczyzna marzeń ma swój aktywny udział w intrydze dzieciaków.
Książka nabrała przez to bardzo familijnego charakteru, sympatycznego, ale trochę naiwnego.
Przeszkadzał mi też nawiązujący do tego daleko idący idealizm postaci. Klara radzi sobie ze wszystkim śpiewająco. Idealna matka, przyjaciółka, kobieta sukcesu działająca uczciwie, spełniona w życiu zawodowym i rodzinnym. Postacie nie spełniące uznanych wartości moralnych mają swoje miejsce tylko na drugim planie.
"Fanaberie" wywarły na mnie nieco mieszane wrażenie, ale może na ich pozytywną w gruncie rzeczy ocenę, wpłynął trudny do określenia nastrój chwili, bo ogólnie przyjemnie mi się tę książkę czytało. Chyba przede wszystkim podobało mi się to, że główna boahterka, choć raz nie była załamana rozstaniem z mężem, czy też nie została porzucona bez pieniędzy i perspektyw, a okazała się w gruncie rzeczy silną kobietą, a że zbyt idealną. Kto wie? Może takie też istnieją. :)

Książka przeczytana w ramach styczniowego wyzwania Trójka e-pik.
Wyzwanie: Polacy nie gęsi i swój język mają.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...