środa, 11 grudnia 2013

"ZDOBYWAM ZAMEK" DODIE SMITH

Z czym mi się kojarzy Dodie Smith? Z książką "101 dalmatyńczyków". Swego czasu urządziłam niezłą histerię w księgarnii domagając się kupna owej pozycji. Spokojnie, było to już jakiś czas temu, a babcia ulitowała się i powieśc kupiła. Przez lata wracałam do niej bardzo częśto i nadal od czasu do czasu bierze mnie chęć, by otworzyć ją ponownie.

Kwestią czasu było więc zakupienie innej książki tej autorki, mowa tutaj oczywiście o niedawno wydanym "Zdobywam zamek". Przed lekturą wiedziałam, że w w kraju pisarki jest to powieść kultowa, wznawiana i chętnie czytana przez kolejne pokolenia dziewcząt. Taka książka - pocieszycielka, kiedy za oknem szaro, buro i nijako, a jedyną rozsądną decyzją wydaje się zawinięcie w koc z kubkiem czegoś ciepłego pod ręką. 

Główną bohaterką i zarazem narratorką "Zdobywam zamek" jest siedemnastoletnia Cassandra. Dziewczyna prowadzi regularnie dziennik opisując w nim własne przemyślenia, które dotyczą nie tylko jej samej, ale i w znacznej mierze jej niezwykłej rodziny. Ojciec to pisarz znany z jednej genialnej książki, który już nigdy więcej nic nie napisał. W czasach świetności wynajął zamek i w nim zamieszkał z cała rodziną. Niestety wraz z upływem czasu, zainteresowanie jego twórczością malało, a tym samym znacznie kurczyły się dochody całej rodziny. W chwili gdy poznajemy Cassandrę, ich sytuacja materialna jest wręcz tragiczna. Jedynym zaś wyjściem wydaje się bogate zamążpójście siostry głównej bohaterki - Rose. 
Cudownym zbiegiem okoliczności w sąsiednim domostwie zamieszkuje dwóch bogatych Amerykanów. Początkowe spotkanie obu rodzin nie wydaje się być udane, ale z czasem zaczynają je łączyć coraz bliższe stosunki, a wreszcie Rose faktycznie zaręcza się z jednym z braci. 

"Zdobywam zamek" jest opowieścią typowo dziewczęcą. Wypełniają ją rozterki wieku nastoletniego, rozważania o pierwszych uczuciach, pocałunkach. Ale jest to przy tym też książka wypełniona duchem literatury. Nawiązania do Jane Austen i sióstr Bronte cieszyły mnie wyjątkowo, bo sama jestem wielbicielką twórczości tych pisarek. A, że powieść ukazała się po raz pierwszy w roku 1948 to ma w sobie ten trudny do uchwycenia współczesnym pisarkom, ale bardzo pociągający staroświecki klimat.

Moje uczucia wobec całości są jednak mieszane. Poobała mi się cała historia i jej dosyć nieoczywiste zakończenie. Świetny jest też portret całej rodziny Cassandry. Główna bohaterka z jej romantycznym, a jednocześnie do bólu trzeźwym spojrzeniem na świat jest bardzo oryginalną postacią. Do tego cała galeria postaci drugoplanowych, nurt artystycznej bohemy przewijający się w tle, kilka przygód, na które zareagowałam głośnym wybuchem śmiechu. Wszystko na plus.
Ale jednocześnie bardzo długo musiałam czekać na moment, kiedy poczułam, że chcę się dowiedzieć jak wszystko się skończy, a tak do końca wciągnięta w świat powieści nie byłam niestety do ostatniej strony.

Może winą jest to, że zachwyt takimi pozycjami mam już trochę za sobą i książka przeznaczona jest w domyśle dla młodszych czytelniczek. A może "Błękitny zamek" Lucy Maud Montgomery jest już po prostu nie do zastapienia w tej dziedzinie?
Ciekawa jestem Waszych reakcji. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...