wtorek, 17 września 2013

"ZAKLINACZ KONI" NICHOLAS EVANS

Czas powtórek oznaczał miedzy innymi ponowne przeczytanie "Zaklinacza koni". Powiedzieć, że mi się podobała te kilkanaście lat temu, to za mało. Bardzo mi się podobała. Tak samo było z kolejną książką Nicholasa Evansa "W pętli". Potem było jednak słabsze "Serce w ogniu", które odebrałam jako do bólu melodramatyczne, wręcz na granicy kiczu. "Przepaść" i "Odważni" były zdecydowanie lepsze, ale nie było w nich magii "Zaklinacza koni". 

Czasem sięgam ponownie po już raz czytane książki, bo chcę wrócić do świata, który znam, odgrzebać uczucia, które kojarzę z daną lekturą. A czasem chce się przekonać, czy nadal odbieram dobrze znaną powieść tak samo. Fakt, grozi to rozczarowaniem, ale nieraz po prostu trzeba się przekonać, czy nadal dobrze zapamiętaną powieść odbiera się tak samo.

W zimowy, piękny poranek dwie dziewczynki wybierają się na konną przejażdżkę. Weekendowe spotkania na wsi są tradycją, dla Grace i jej koleżanki. Dzień zapowiada się wspaniale. Pierwszy tego roku śnieg, konie, śmiech i radość. Ten sam ranek nie zaczął się tak dobrze dla kierowcy ciężarówki. Najpierw został przyłapany przez policję, na przekraczaniu dozwolonego czasu pracy, potem zorientował się, że zapomniał łańcuchów na opony, a trasa do celu podróży to prawie polna droga. W tym własnie miejscu przecinają się szlaki kierowcy i dziewczynek. W wyniku wypadku jedna z nich ginie, Grace traci nogę, a jej koń Pielgrzym zostaje ciężko ranny. Matka Grace, Annie w jakimś przeczuciu wspólnoty łączącej losy córki i konia upiera się, by go nie uśpić. Znajduje człowieka, który zajmuje się, z braku lepszego określenia, leczeniem koni, docieraniem do ich psychiki. Wynajmuje przyczepę, zabiera zbuntowaną przeciwko całemu światu Grace i jedzie do niego, bo ma nadzieję, że Tom Booker sprawi, że Pielgrzym będzie taki jak przed wypadkiem.

"Zaklinacz koni" to powieść o odzyskiwaniu wiary w siebie, o powrotach do korzeni, o tym, że życie czasem układa się całkiem inaczej niż sobie to zaplanowaliśmy i może zaskoczyć w każdej chwili. Podróż matki i córki jest dla nich nowym początkiem. Grace uczy się codzienności w innych warunkach, po raz pierwszy opowiada o wypadku, godzi się z tym co ją spotkało. A do Annie dociera, że jej życie niekoniecznie musi być takie, jak do tej pory. Praca na odległość nie sprawdza się, jej szef ją zwalnia. A ona, do tej pory prawdziwa kobieta sukcesu, rekin branży wydawniczej, godzi się z tym zastanawiająco szybko.
Wiele wspólnego ma z tym Tom, człowiek charyzmatyczny, żyjący blisko natury, przyjmujący życie takim, jakie jest. tych dwoje połączy uczucie mocne i trudne. Annie nie ma nic do zarzucenia swojemu mężowi, który został w domu, chyba tylko to, że jest zbyt stabilny. Z punku widzenia osoby z zewnątrz jest wręcz idealny.

I tu tkwi różnica pomiędzy uczuciami towarzyszącymi czytaniu "Zaklinacza koni" po kilkunastu latach. Za pierwszym razem byłam pochłonięta miłością, jaka rodzi się pomiędzy Tomem a Annie. Wydawało mi się, że rzucenie wszystkiego i podążanie za głosem serca jest najważniejsze. Dzisiaj odbieram tę książkę całkiem inaczej. Wybory, których muszą dokonać bohaterowie przestały być proste i jednoznaczne. Nagle jedno życie okazuje się lepsze, lub gorsze od drugiego, ale porzucenie tego dotychczasowego oznacza ból wielu osób, które w żadnym wypadku na to nie zasłużyły. Czy w takim obliczu, ma się prawo do szczęścia? A może to wcale nie będzie dobry wybór, może po latach okaże się, że jednak trzeba było postąpić inaczej.

Ponowne spotkanie z "Zaklinaczem koni" było ciekawym doświadczeniem i utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto czasem przeczytać coś ponownie.

6 komentarzy:

  1. Czytałam wszystkie książki Evansa i właściwie wszystkie lubię (choć może powinnam napisać "lubiłam", bo te pierwsze czytałam dawno temu i moja dzisiejsza ocena mogłaby kłócić się z ówczesną), ale najważniejsza dla mnie powieść tego autora to "W pętli". Swego czasu byłam zachwycona tą opowieścią.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam film i bardzo mi się podobał. Poszukam i książki chociaż wolę wpierw czytać a później oglądać film..

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ją w planach od jakiegoś czasu, tylko czasu brak ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Musze go sobie zdobyć...film oglądałam, był świetny....

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...