piątek, 23 sierpnia 2013

"POWIEŚĆ W ALTÓWCE" NATASHA SALOMONS

Kolejna świetna książka przeczytana w ostatnim czasie. Jej recenzję czytałam kiedyś na jednym z blogów. Już niestety nie pamiętam którym, ale była tak zachęcająca, że "Powieść w altówce" kupiłam zaraz potem, korzystając z jakiejś promocji w Matrasie.

Jest rok 1938, a Elise Landau mieszka w wraz z rodzicami i starszą, zamężną siostrą w Wiedniu. Jej rodzina, choć nie przestrzega zasad religii jest pochodzenia żydowskiego. I już w tym momencie wiadomo, że kwestią czasu jest, kiedy dziewiętnastoletnia dziewczyna i jej rodzina będzie się musiała zmierzyć z tym, co dla nich oznaczał będzie wybuch II wojny światowej. Mogłoby się wydawać, że status ojca, który jest poważanym i popularnym pisarzem, a także matki - śpiewaczki operowej, pozwoli im na w miarę bezpieczne przeżycie trudnych lat. Nic bardziej mylnego i rodzice Elise wiedzą o tym.
Młoda dziewczyna dotąd rozpieszczana, rodzinna maskotka musi szybko dorosnąć i wyjechać do Anglii, do posiadłości Tyneford, gdzie podejmuje pracę jako pokojówka. Jej siostra bez większych przeszkód emigruje wraz mężem do Ameryki. niestety przyznanie wizy ich rodzicom opóźnia się i oboje zostają w Austrii.

Tytułowa powieść w altówce to ostanie dzieło ojca Elise, które już jest bez szans na wydanie w ojczystym kraju. Stos kartek ukryty w instrumencie staje się dla Elise źródłem pociechy i symbolem pamięci. Listy od rodziców przychodzą rzadko i są coraz bardziej enigmatyczne, ale powieść jest przecież czymś rzeczywistym. Mimo, że nie można jej wydobyć bez zniszczenia instrumentu, to jednak jest symbolem obecności bliskich.
Początki w dworze Tenyford są trudne, dla dziewczyny, która do tej pory sama korzystała z pomocy służącej. Teraz do jej obowiązków należy rozpalanie ognia w pokojach, ścieranie kurzy, usługiwanie przy posiłkach, a przy tym wszystkim należy pamiętać, by być niewidzialną dla właścicieli majątku. To ostatnie jest dla Elise chyba najtrudniejsze, na szczęście Christopher Rivers nie surowym pracodawcą. Inaczej ma się sprawa z zarządzającymi domem kamerdynerem i gospodynią. Dla nich każde wyjście poza ustalony schemat postępowania służby jest nie do przyjęcia.

Kiedy niedawno pisałam Wam o powieści "Ashford Park", wspominałam, że na jej okładce widnieje napis, który przyrównuje jej klimat do tego, który znamy z serialu "Downton Abbey". Podczas czytania "Powieści w altówce" miałam nieustanne wrażenie, że taka reklama bardziej pasuje do tej książki mimo, że jej akcja toczy się ponad 20 lat później. Jak widać pewne rzeczy nie zmieniają się tak szybko. Elise trafia właśnie w świat służby dużego majątku ziemskiego, którego prowadzenie od lat podlega ścisłym regułom, z których nie ma odwrotu. Bardzo sugestywne i szczegółowe przedstawienie funkcjonowania służby w dworze Tenyford jest niewątpliwie zaletą tej książki. Jednak od momentu pojawienia się Elise w Tenyford wszyscy podświadomie czują, że dziewczyna nie pasuje do małej społeczności w nim pracującej.
Christopher Rivers ma wszystkie książki ojca Elise, a jego syn chyba trochę zaintrygowany innością dziewczyny, ofiarowuje się, że będzie jej udzielał lekcji angielskiego.

Ich zażyłość, początkowo przyjacielska sprawia, że Elise, czuje się jeszcze bardziej nie na miejscu w tym otoczeniu, choć jednocześnie zaczyna bardzo kochać otaczające dwór rozległe wzgórza i morze. Znajduje przyjaciół w pobliskiej wiosce, a znajomość z paniczem Kitem zaczyna się przeradzać w coś więcej.
Mimo groźby wojny, która cały czas czai się gdzieś na horyzoncie dla Elise to bardzo szczęśliwy czas. Ale czytając tą książkę nie sposób, nie pomyśleć, że ta beztroska nie potrwa długo. Przecież wiadomo, że wojna wybuchnie, a młodzi ludzie rzucą się nią, nie zważając na nic. Ci, którzy pozostaną w domach będą sobie musieli radzić z niepokojem i tęsknotą, a także tak prozaicznymi sprawami jak przydziały żywności, czy benzyny i brak rąk do pracy. Wojna wszystko zmienia i dawna beztroska odchodzi w przeszłość, a chwile radości są coraz rzadsze.
Elise przyjdzie po raz kolejny ułożyć sobie życie, ale jak potoczą się jej losy, dowiecie się już, jeśli przeczytacie "Powieść w altówce".

Rzadko używam takich określeń, ale jest książka, która mnie oczarowała. Kiedy ją otwierałam i czytałam kolejne zdania, miałam wrażenie, że świat wokół mnie zwalnia, a ja gdzieś z boku towarzyszę Elise w jej życiu w Tenyford. Wraz z nią przeżywałam pierwszą miłość, rozpaczałam, kiedy nie nadchodziły wieści od rodziców i z radością witałam listy od siostry, wiedząc, że przynajmniej ona jest bezpieczna.
"Powieść w altówce" zaskakująco łączy atmosferę beztroskiej młodości z przeświadczeniem końca pewnej epoki. To powieść o tęsknocie, miłości, a przede wszystkim o świadomym budowaniu własnego świata, do którego chce się przynależeć. To powieść o tym, że czasem w ciągu jednego życia takich światów może być kilka w zależności od okoliczności, a przejście do kolejnego zawsze oznacza wyzbycie się części siebie, pewne rozdwojenie, z którym trzeba żyć.

Nie zwlekajcie i przeczytajcie.

3 komentarze:

  1. Nie oceniłam tej powieści aż tak wysoko jak Ty, ale wspominam ją całkiem miło i niecierpliwie czekam na kolejną książkę Solomons. Tytuł intrygujący: "The Gallery of Vanished Husbands". Tym razem Londyn w latach sześćdziesiątych.
    Jeśli nie czytałaś "Listy pana Rosenbluma", też polecam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam wspomnianą wyżej "Listę pana Rosenbluma" i nawet mi się podobało, choć bez zachwytu. Okładka tej książki zresztą przypomina bardzo tę "Listy...". W sumie mogę przeczytać, zwłaszcza, że wspomniałaś "Downton Abbey";)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już czytałam o tej książce i chętnie bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...