poniedziałek, 12 sierpnia 2013

"MY Z JEDWABNEGO" ANNA BIKONT

Kiedy zimą wpadł mi w ręce kupon rabatowy do Empiku, wiedziałam od razu na co go spożytkuję. Opasły, zielony tom "My z Jedwabnego" był przecież na mojej czytelniczej liście już od jakiegoś czasu. 
Lekturę "Sąsiadów" Jana Tomasza Grossa, do której Anna Bikont w oczywisty sposób się odwołuje miałam już za sobą. Szczerze powiedziawszy nie pamiętam już wrzawy i lawiny oburzenia wobec autora, jaką wywołała publikacja "Sąsiadów", ale pamiętam te same reakcje w odpowiedzi na późniejsze "Złote żniwa" i film "Pokłosie", który niewątpliwie z historii Jedwabnego czerpie.

"My z Jedwabnego" jest zapisem konfrontacji Anny Bikont z mieszkańcami Jedwabnego, z mitami narosłymi wokół tragedii, która miała tam miejsce podczas wojny. W tym sensie nawiązuje do "Sąsiadów", bo przecież w zasadzie na tym polu zainteresowania Bikont i Grossa się pokrywają. Ale relacja autorki nie ogranicza się tylko do przeszłości, a jest równie mocno, a może nawet bardziej zakorzeniona w teraźniejszości. 
"Sąsiedzi" budzą coś, co mieszkańcy Jedwabnego uważali za dawno pogrzebane. Spalenie mieszkających tam wśród Polaków Żydów, jest czymś o czym się pamięta, ale o czym się głośno nie rozmawia. Przez lata pamięć o tym wydarzeniu obrasta w szczegóły dodane, przez ludzi chcących się usprawiedliwić. W opowiadaniach pojawiają się więc ciężarówki z Niemcami, mającymi pilnować Polaków, strzelający żołnierze i mieszkańcy, z których każdy przecież kogoś uratował z masakry. Tymczasem tych, którzy ratowali można policzyć na palcach jednej ręki i do dzisiaj boją się o tym mówić ze strachu przez sąsiadami. 

Jedwabne staje się na pewien czas środkiem Polski. Każdy czuje się w obowiązku stanąć po jednej ze stron sporu. Czy zrobili to tylko Polacy, czy może Niemcy też brali w tym udział. Ujawnienie prawdy to według niektórych efekt żydowskiego spisku, który ma na celu odebranie opuszczonych domów i majątków. Zawiązują się kolejne komitety obrony dobrego imienia Polski i mieszkańców Jedwabnego. Decyzja o przyjeździe na obchody rocznicy dzieli scenę polityczną i przedstawicieli polskiego kościoła. Dominuje chęć zaprzeczenia. I tylko nieśmiałe głosy niektórych przebijają się, by powiedzieć jak było naprawdę, za co spotyka ich ostracyzm ze strony dawnych sąsiadów.

Anna Bikont w tym czasie przeobraża się w detektywa. Nawiązuje kontakty z tymi, którzy chcą mówić, sumiennie konfrontuje zdobyte informacje, rozmawia, rozmawia i jeszcze raz rozmawia. Chce dotrzeć do każdego, kto ma coś do powiedzenia. Zaczyna od trudnej historii sąsiedztwa Żydów i Polaków na tych terenach. Dzieje antysemityzmu w Polsce to długofalowy proces, który narastał na przestrzeni dziesiątków lat, podsycany przez różne środowiska. 
Refleksje o nastrojach społeczeństwa przed i w czasie wojny, a także współcześnie prowadzą autorkę do próby zweryfikowania swojej tożsamości narodowej, bo państwo, w którym żyje odmawia jej prawa do czucia się jednocześnie Polką i Żydówką. 

"My z Jedwabnego" to opowieść o Żydach, których zamordowano, spalono, próbowano wyrzucić z pamięci, a przynajmniej zafałszować prawdę o ich śmierci. Ale to również opowieść o współczesnych mieszkańcach tego miasteczka, gdzie ludzie nadal żyją w domach, które zostawili ich zamordowani sąsiedzi. Ci ludzie nie chcą się zmierzyć z przeszłością, wolą wierzyć w łatwiejszą wersję wydarzeń. Czasem ich rozumiałam, bo jak trudno musi się być przyznać przed samym sobą, że mój ojciec był wśród morderców, że moja matka rabowała dorobek życia innych. A jednak wśród nich znajdują się i tacy, którzy ratowali, ukrywali, i tacy, którzy po latach chcą mieć pewność, gdzie byli ich rodzice w tamtym dniu. Nieważne jaka byłaby odpowiedź, byle by to była prawda. tych należy podziwiać, bo nie wiem jak zachowałabym się na ich miejscu.


1 komentarz:

  1. Dziękuję za tę recenzję. Z pewnością przeczytam, bo tematyka jest mi bliska. Z kwestią polskiego antysemityzmu w czasie wojny, w dodatku nawiązującą do Jedwabnego, miałam dotąd do czynienia w Łące umarłych Marcina Pilisa, którą nawiasem mówiąc bardzo polecam.
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...