poniedziałek, 20 maja 2013

"ŚWIATŁO MIĘDZY OCEANAMI" M.L. STEDMAN

Wyjątkowo pracowity czas nie sprzyja pisaniu, choć na czytanie i okazyjne obejrzenie jakiegoś filmu, czy wyjście do kina mam jeszcze czas. Cały tydzień jestem pozbawiona internetu, więc kiedy dorwę się do komputera w piątek wieczorem ciężko mi wszystko ogarnąć, tym bardziej że i w domu też jest wiele do zrobienia. 
Swoje wrażenia z lektur opisuję hurtem, zaglądam na Wasze blogi, ale z komentowaniem jest już gorzej. Na Wasze komentarze też niestety odpisuję z opóźnieniem, ale tak już musi być. Byle do jesieni, wtedy czasu dla siebie będzie trochę więcej. 

Po raz pierwszy od bardzo dawna udało mi się w krótkim terminie przeczytać książki prezentowane w ostatnim stosiku. Z jednej strony bardzo się cieszę, z drugiej wiem, że to kwestia przypadku w dużej mierze. Nie miałam czasu na pójście do biblioteki i zaczęłam kopać we własnych zasobach. 

"Światło między oceanami" zwróciło moją uwagę już w zapowiedziach, zamówienie zostało złożone, ale trochę sobie na nie poczekałam, bo razem z inną powieścią, której termin wydania przypadał prawie miesiąc później. W międzyczasie ukazały się recenzje tej książki na blogach, które bardzo cenię. Jedne lepsze, inne trochę gorsze, ale wszystkie utwierdziły mnie w przekonaniu, że "Światło między oceanami" warto przeczytać.

Akcja powieści zaczyna się tuż po I wojnie światowej. Tom jest weteranem wojennym, który po tym czego był świadkiem, teraz pragnie tylko spokoju. Decyduje się na podjęcie pracy latarnika. Sam na małych wysepkach, gdzie życie biegnie w rytm wypełniania kolejnych obowiązków. Początkowo zastępuje innych latarników, którzy są akurat na urlopach, ale po pewnym czasie trafia ja stała na wyspę Janus Rock. Podczas krótkiego pobytu na stałym lądzie poznaje Isabel. Dziewczyna jest urocza, młoda i nie odstrasza jej ani samotność przypisana do zawodu Toma, ani jego skrytość. Początkowo ich wspólne życie przypomina bajkę. Jednak Isabel do całkowitego szczęścia brakuje dziecka. Dwie ciąże kończą się poronieniami, jedno dziecko rodzi się za wcześnie i nie ma szans na przeżycie. Tom próbuje przekonać żonę, że jemu wystarczy tylko ona, ale kobieta jest zrozpaczona. Kiedy więc do brzegu wyspy przybija pewnego dnia łódka z martwym mężczyzną i malutką dziewczynką, Isabel przekonuje Toma, by nie zgłaszali tego incydentu, by przygarnęli dziecko, informując rodzinę, że ostatnia ciąża przebiegła bez komplikacji.

Oczywiście czytając tę historię od początku wiedziałam, że prawda wyjdzie w końcu na jaw, ale to nie jest tutaj najważniejsze. W moim odczuciu jest to opowieść o miłości do drugiego człowieka, która każe posunąć się do niewybaczalnych wręcz rzeczy. Konsekwencją zaś decyzji podjętych w imię uczucia jest wewnętrzne rozdarcie, które nie pozwala Tomowi na zaznanie spokoju. Zatrzymanie dziewczynki oznacza dla Isabel spełnienie marzeń, zaspokojenie wszystkich pragnień, w przeciwieństwie do męża ona wydaje się spokojna i wreszcie szczęśliwa. Lucy staje się dla obojga radością życia. Obserwują jej dorastanie, cieszą się każdym uśmiechem, ale w głowie Toma kołacze się myśl o matce dziewczynki, która może żyje i nie wie co stało się z ich dzieckiem. 
Kiedy oboje odkrywają kto jest matką Lucy, historia zaczyna nabierać coraz bardziej dramatycznego charakteru. To już nie jest anonimowa osoba, to żywy człowiek, którego poznali, i którego cierpienie widzieli. W tym momencie "Światło między oceanami" przerodziło się w powieść o rozdarciu. Każdy z bohaterów musi wybierać między własnym szczęściem, a tym co dyktuje sumienie. Tu nie ma możliwości na dobre zakończenie. Każdy coś straci, będzie musiał się pożegnać z marzeniami, ze złudzeniami, a przyszłość przestanie nieść ze sobą nadzieję, że wszystko się ułoży. Z czasem okaże się, że jedna decyzja może przynieść tyle samo szczęścia co cierpienia, a od miłości do nienawiści i odwrotnie wcale nie jest daleko.

Nie jest to może książka, która pochłania, bo czytałam ją raczej ze spokojnym zaangażowaniem, ale zdecydowanie pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Bardzo podoba mi się sposób pisania Stedman. Język tej powieści nie jest może ascetyczny, ale zdecydowanie daleko mu do wydumanych metafor, pełnych przepychu zdań. Dominuje prostota, która tutaj sprawdza się doskonale, przy powieści, która właściwie składa się z przemyśleń poszczególnych postaci. Z pewnością potęguje to wrażenie, że mamy do czynienia z autentycznymi uczuciami. Czytaniu tek książki towarzyszyło trudne do uchwycenia wrażenie, że mam do czynienia nie z fikcją, a z prawdziwymi zdarzeniami.


4 komentarze:

  1. Mnie opis fabuły uwiódł.Nie wiem czy ja tej książki nie mam przypadkiem... niestety nie, mam z tej serii o podobnej okładce, ale to nie to. A szkoda!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawnictwo Albatros wydaje ogólnie bardzo dobre książki. Ostatnio biorę właściwie w ciemno, bo wiem, że jest duża szansa, że mi się spodoba.

      Usuń
  2. Mam ta ksiazke w planach juz od dawna. Mam nadzieje, ze kiedys do niej wreszcie dotre:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Ci się spodoba. Czekam na recenzję. :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...