środa, 8 maja 2013

"DOM NA SZCZYCIE KLIFU" HANNAH RICHELL

Pandora nie wydaje się odpowiednim imieniem dla dziecka, a jednak Helen i Robert tak właśnie nazywają swoją drugą córkę. Po dramatycznych wydarzeniach, jakie spotkają rodzinę Tide'ów, dziewczyna zwana Dorą, zacznie się zastanawiać, czy nieszczęście jakie ich spotkało nie było wynikiem ponurego proroctwa zawartego w tym imieniu.

Ale zacznijmy od początku. Dwudziestoparoletnia Dora jest na pierwszy rzut oka szczęśliwą młodą kobietą. Żyje w dobrze dobranym związku, jej partner jest świetnie zapowiadającym się rzeźbiarzem, właśnie kupili duże, modne mieszkanie, a Dora odkryła, że jest w ciąży. Wydaje się, że sen z powiek może tej dwójce zganiać tylko konieczność remontu wymarzonego lokum. Ale wiadomość, która powinna być tą najszczęśliwszą w życiu kobiety, wzbudza w niej panikę i rosnącą obawę o przyszłość. Całkiem zrozumiałe myśli o tym, czy nadaje się na matkę, w jej przypadku nie są naturalnie pojawiającymi się rozterkami przyszłej mamy, a echem wypadków z przeszłości, które położyły się cieniem na życiu wszystkich członków jej rodziny.
Dora postanawia wyjechać do rodzinnego domu, by oczyścić atmosferę niedomówień i wzajemnych pretensji, jaka od lat panuje między nią, a jej matką.

Ich źródło tkwi w pewnym letnim dniu, kiedy to Helen zostawiła pod opieką swoich dwóch córek ich młodszego brata - Alfie'ego. Cassandra i Dora miały nie spuszczać trzyletniego chłopca z oka, ale był ostatni dzień wakacji, który dziewczyny chciały spędzić na plaży. Wspólna wyprawa kończy się tragicznie. Chłopiec ginie, a poszukiwania policji nie przynoszą rezultatu. W końcu wszyscy uznają, że Alfie utonął. 

Śmierć małego chłopca burzy egzystencję całej rodziny. Helen i jej mąż pogrążają się w żałobie. Żadne z nich nie zauważa oznak, że Cassie pogrąża się w depresji, a Dora staje się coraz bardziej samotna. Wyrzuty sumienia, poczucie żalu i wzajemne oskarżenia, czynią życie we wspólnym domu koszmarem, z którego nie można uciec. Cassandra decyduje się odciąć od rodziny i rozpoczyna życie na własny rachunek, wkrótce potem odchodzi również Robert.

Autorka opowiada historię poprzez relacje Helen, Cassandry i Dory, bo każda z nich jest cegiełką składającą się na większą całość. Liczne retrospekcje pozwalają nam spojrzeć głębiej w problemy tych kobiet, dając obraz rodziny, która była szczęśliwa, ale to nie potrafiła tego docenić. Brakło otwartości, szczerych rozmów, zamiast tego pojawiły się tajemnice i poczucie krzywdy.
Śmierć Alfie'go to nie tylko skutek nieodpowiedzialnych czynów dwóch młodych dziewczyn, ale i rezultat poczucia niezrozumienia przez drugą osobę. Nieprzemyślane, impulsywne decyzje prowadzą to prób zaspokojenia tego uczucia, które jednak na końcu okazuje się tylko przejawem samolubnej chęci spełnienia swoich planów.

Wyzwolenie jest możliwe tylko poprzez konfrontację z przeszłością i jej sekretami. Swoista spowiedź, którą odbywają bohaterowie tej powieści jest konieczna, by pogodzić się z tym co się stało i iść dalej. Dora przekonuje się, że jeden błąd nie definiuje człowieka na całe życie, a wina może nie leżeć tylko po jednej stronie.

Proza Hannah Richell to bardzo dobra powieść obyczajowa, która nie operuje skrajnymi emocjami, a jej siła tkwi w subtelnych rysach. To przykład książki zaangażowanej w trudne tematy, która nie skupia się na efektownym rozwoju wydarzeń, każącym nieraz sięgać po takie elementy jak żmudne policyjne śledztwo, czy  batalia sądowa. W tym wypadku jest dużo skromnie, bohaterowie sami muszą sobie poradzić z złem, które ich spotkało i zaakceptować to, że być może każde z nich jest w pewnym stopniu winne śmierci małego chłopca.
Takie podejście do trudnego tematu, daje w rezultacie poczucie, że mamy do czynienia z powieścią, która zawiera w sobie nie tylko literacką fikcję, a pewną dozę prawdy, co sprawia, że lektura tą odbiera się bardzo emocjonalnie. "Dom na szczycie klifu" pochłania się błyskawicznie, zresztą objętość tej powieści jest trochę złudna, bo środek wypełniony jest naprawdę sporą czcionką, ale moja irytacja, że mam do czynienia z dużo krótszą powieścią, niż tego oczekiwałam, była tylko chwilowa.

5 komentarzy:

  1. Witam Ciebie bardzo serdecznie i wiosennie.Miło i przyjemnie tu u Ciebie.Jeśli pozwolisz rozgoszczę się na dłużej.Ciebie w wolnej chwili zapraszam w odwiedziny do Dobrych Czasów.Pozdrawiam majowo i kolorowo.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam. Chętnie zajrzę. :)

      Usuń
  2. Lubię takie historie. Pełne tajemnic z przeszłości, które odbijają się na teraźniejszości. Tej autorki jeszcze nie znam, ale zamierzam to zmienić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Richell kojarzy mi się z Kate Morton i to nie tylko przez fakt, że obie są Australijkami:)

      Usuń
    2. Moim zdaniem to jednak trochę inny klimat niż u Morton, która bawi się nawiązaniami literackimi w swoich powieściach.
      Też lubię kiedy w książkach łączy się teraźniejszość z przeszłością. To jeden z moich ulubionych motywów.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...