wtorek, 23 kwietnia 2013

"MORDERSTWO NA MOKRADŁACH" SASZA HADY

Urokliwa angielska wieś już kilka razy mnie oczarowała jako tło powieści, szczególnie fajnie wypada w kryminałach. Bardzo miło spędziłam czas przy książkach Marthy Grimes i M.C. Beaton, a kiedy trafiłam na blogach na recenzje "Morderstwa na mokradłach" Saszy Hady, pomyślałam, że chcę to przeczytać. 

Alfred Bendelin, londyński prywatny detektyw, to bohater kilku kryminałów, w których sprawnie rozwiązuje sprawy morderstw, pozostawiając w tyle policję. Do jego drzwi puka pewnego dnia Helen Bradbury, by nakłonić go do przyjazdu na urokliwą, angielską wieś, gdzie niedawno w beczce na dynie znaleziono głowę mężczyzny. Pani Bradbury jest przekonana, że tylko Bendelin jest w stanie znaleźć sprawcę tego morderstwa. Problem tkwi jednak w tym, że osobą, która mieszka pod książkowym adresem detektywa jest Nick Jones, były współlokator autora powieści o Bendelinie, Ruperta Marley'a. 
Nick już nie pierwszy raz został poproszony o pomoc, ale zawsze jakoś udawało mu się przekonać potencjalnych pracodawców, że trafili pod błędny adres. Tym razem jednak, oczarowany urodą siostry Helen Bradbury, przyjmuje zlecenie i wraz z Rupertem wyrusza do małej wioski.

"Morderstwo na mokradłach" jest przykładem książki, która czyta się sama. Już pierwsze rozdziały oddają lekkość fabuły, gdzie makabryczny początek równoważy świetnie uzupełniająca się para prywatnych detektywów z przypadku. 
Nick Jones jest w rzeczywistości funkcjonariuszem policji, troszkę fajtłapowatym młodym człowiekiem, który w kontaktach z kobietami prawie zawsze powie coś nie tak. Rupert to jego przeciwieństwo. Świetnie zarabia na swoich książkach, jest pewny siebie, ale jednocześnie nieco znudzony życiem bez problemów, gdzie największym  dylematem jest wybór odpowiedniego krawata do koszuli. Polubiłam ich od razu. Może nie jest to fascynacja na miarę tej, towarzyszącej poznawaniu Richarda Jury'ego, ale już na początku zdałam sobie sprawę, że będę im kibicować, a ich perypetie nie pozostawią mnie obojętną.
Autorce udało się stworzyć bohaterów, którzy oprócz ogólnych rysów charakteru, są również postaciami z drobnymi wadami, takimi jak np. próżność, a to tylko dodaje im kolorytu.
Jednak prawdziwe wodze fantazji, w dobrym tego słowa znaczeniu, popuściła Sasza Hady przy kreowaniu mieszkańców angielskiej wsi. Znajdziemy tam kobietę kolekcjonująca plotki, jak najcenniejsze klejnoty, rywalizującą na tym polu z chłopcem, którego wszędzie jest pełno. Do tego urocza, budząca powszechną sympatię wdowa z czwórką dzieci, dziewczyna o osobowości dziecka, a także mruk, do którego strach się odezwać.
Pełen wachlarz osobowości. Nick spotyka się z nimi wszystkimi, rozmawia, szuka powiązań z ofiarą, bo przecież każdy z nich tak naprawdę mógł zabić.

Ten kryminał bazuje na świetnie opisanych scenach. Nick niby ma szukać mordercy, ale bardzo szybko Rupert zwraca mu uwagę, że między nim, a mieszkańcami zawiązuje się nić przyjaźni. Na początku miałam wrażenie, że trochę za mało było w tym kryminale typowego śledztwa, znanego choćby z powieści Agathy Christie, ale kiedy poznałam zakończenie, przekonałam się, że każda z postaci jest tu tak samo ważna dla rozwoju fabuły, a samo śledztwo odpowiednio zagmatwane. Dopiero na końcu okazuje się jak bardzo przemyślany był rozwój wypadków, a niektóre błahe z pozoru wydarzenia okazuje się bardzo istotne. 

W stylu pisania Saszy Hady wyczuwalna jest lekkość pióra, doprawiona świetnym poczuciem humoru. Tradycja kryminału spotkała się tutaj z nieco komediowym klimatem, choć to może trochę za ostre słowo, by oddać prawdziwy charakter tej książki, której nie brak momentów napięcia w końcowych fragmentach i umiejętnie dodanych scen okraszonych poczuciem nostalgii w delikatnie zarysowanym wątku romansowym.

Świetny debiut.

A tutaj link do bloga Saszy Hady: http://kuzynka-sasza-poleca.blogspot.com/

11 komentarzy:

  1. Dokładnie, książka która czyta się sama. Świetny kryminał, bardzo w stylu Agathy Christie czy Joe Alexa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joe Alexa jeszcze nie znam, a też dużo dobrego słyszałam. Trzeba będzie kiedyś spróbować. :)

      Usuń
    2. Joe Alex jest świetny - trochę brakuje mi u niego poczucia humoru, ale nadrabia to świetnie skonstruowaną intrygą. Szkoda, że Słomczyński napisał jako Alex tylko kilka książek...

      Usuń
  2. Z ogromną przyjemnością ją przeczytam :D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.:)

      Usuń
  3. Musze zapamietac ten tytul, czasami mam ochote na dobry kryminal. Jako, ze to debiut, to pewnie nie zwrocilabym an ta ksiazke uwagi, gdyby nie ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest świetna książka na długi wieczór. Dobry kryminał, ale bez makabry, za to ze świetnym poczuciem humoru.

      Usuń
  4. Bardzo dziękuję za ciekawą recenzję :-) Pozdrawiam, Sasza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czekam na ciąg dalszy. :)))

      Usuń
    2. Ciąg dalszy już jest, premiera w lecie :-)

      Usuń
    3. Już nie mogę się doczekać. :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...