środa, 13 marca 2013

"WODA DLA SŁONI" SARA GUERN

Może to dziwne, ale nigdy nie lubiłam cyrku. Nawet gdy jako dziecko widziałam plakaty reklamujące przyjazd takiego widowiska do mojego miasta, nie czułam pokusy, by namówić rodziców na wycieczkę. Pamiętam jedno przedstawienie, na którym byłam, ale wiążą się z nim żadne szczególne wspomnienia, czy przeżycia. 

Ale w powieści Sary Guern "Woda dla słoni" cyrk jest dla głównego bohatera miejscem wyjątkowym. Joseph jest studentem weterynarii, po której ukończeniu zamierza dołączyć do praktyki, prowadzonej przez jego ojca. Tuż przed egzaminem końcowym dostaje jednak tragiczną wiadomość, o śmierci rodziców w wypadku samochodowym. Na skutek kłopotów finansowych, bank zajmuje cały majątek, jaki miał przypaść chłopakowi. Wszystkie plany Jacoba stają się nagle nieaktualne.
Na jego drodze staje pociąg wiozący z miasta do miasta cyrk. A weterynarz, nawet bez dyplomu zawsze się  w cyrku przyda. Jacob poznaje życie ludzi związanych z tym interesem od podszewki i przekonuje się, że poza namiotem i samym momentem przedstawienie niewiele w nim magii. 
Dla właściciela to przede wszystkim biznes, w którym aby zarobić, trzeba na wszystkim oszczędzać. Zwierzęta są więc często karmione zepsutym mięsem, ludzie nie zawsze otrzymują wypłaty na czas, a jeśli ktoś zostanie uznany za bezużytecznego, ląduje poza pociągiem, pozostawiony własnemu losowi. 

Dla Jacoba cyrk staje się jednak całym światem, mimo że dostrzega on wszystkie ciemne strony z nim związane. Dla tego młodego człowieka staje się on prawdziwą szkołą życia. Znajduje tam przyjaciół i to co najważniejsze - prawdziwą miłość, o którą musi zawalczyć. 

"Woda dla słoni" jest napisana w formie wspomnień Jacoba, który w podeszłym wieku znajduje się w domu starców. Staruszek wprawdzie nie potrafi podać dokładnie swojego wieku, ale konieczność przebywania w takim miejscu jest dla niego źródłem udręki. Ten pełen życia człowiek tęskni za przeszłością, za przygodą, która była dla niego chlebem codziennym. Uporządkowany rytm dnia w domu opieki obracający się wokół posiłków i leków, drażni go i przypomina o tym, że nikomu jest już niepotrzebny.
Bardzo trafnie oddała autorka nastroje mężczyzny, którego myśli i umysł pozostały młode, a tylko głupie ciało potrzebuje więcej czasu na odpowiednie działanie. 

Tej powieści niewiele można zarzucić. Fabuła jest przemyślana i dobrze skonstruowana, a jej tematyka może zaciekawić. Jest to historia wielkiej miłości, przyjaźni człowieka ze zwierzęciem, z realnym tłem w postaci kraju pogrążonego w kryzysie, gdzie zdobycie pracy było rzeczą graniczącą z cudem. Autorka z wielkim zaangażowaniem kreśli obraz ludzi związanych z wielkim widowiskiem, których społeczeństwo uznaje za wybryki natury. Ci ludzie znajdują tam swój dom, jednak całe życie uczą się, że ich egzystencja naznaczona jest samotnością wynikającą z inności.
Jacob w cyrku odnalazł cel i sens swojego życia, kilkadziesiąt lat później nie żałuje żadnej podjętej przez siebie decyzji. Niewielu ludzi może mieć taką świadomość.

Wiem, że ta powieść ma bardzo wielu zwolenników, ale ja odebrałam ją bardzo spokojnie. Kolejne strony czytałam bez uczucia niepokoju i chociaż mogę zrozumieć zachwyty, które wzbudza w czytelnikach, to jednak ich nie podzielam. Doceniam wszystkie jej zalety: dobrze oddane i sugestywne portrety psychologiczne postaci, oryginalne miejsce akcji, logiczny bieg i prawdopodobny bieg wydarzeń. Wszystko to przemawia na plus, ale ja nie poczułam się niestety zaangażowana w tą opowieść.

3 komentarze:

  1. Czyli bliżej Ci do mnie niż do szalonych zwolenników. Mnie ksiązka po prostu nie zachwyciłą :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nigdy nie lubiłam cyrku, więc niespecjalnie ciągnie mnie do tej książki. Obejrzałabym chętnie film, bo Waltz gra, ale niestety odstrasza mnie Pattinson :(

    OdpowiedzUsuń
  3. i ja nigdy nie lubiłam cyrku, ale książkę czytałam jakiś czas temu i całkiem pozytywnie ją wspominam, chociaż na kolana to mnie nie powaliła :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...