środa, 6 marca 2013

"CÓRKA MARKIZY" LAUREL CORONA

Suche daty mówią nam, że oświecenie to czas przypadający na lata 1688 - 1789. Nie ukrywam, że nie jest to mój ulubiony czas w literaturze. Dużo bardziej odpowiada mi wpadający ze skrajności w skrajność romantyzm. Wiek rozumu, wiek filozofów, bieg dążenia do wiedzy zawsze wydawał mi się nieco suchy, pozbawiony emocji i głębszych uczuć. Ale przecież poglądy nie zmieniają się z dnia na dzień. Do każdej idei trzeba dorosnąć, każdą też epokę tworzą żywi ludzie z codziennymi pragnieniami, uczuciami, miłością, chęcią odnalezienia własnego miejsca w świecie i zaznaczenia swojego istnienia.

Laurel Corona opowiada fikcyjne losy Stanislas - Adelaide, zmarłej w niemowlęctwie córki Gabrielle - Emilie le Tonnelier de Breteuil, markizy du Chatlet, wybitnej matematyczki. Życie jakie tworzy dla tej dziewczynki autorka jest całkowicie wymyślone, ale podstawą ku snuciu całej opowieści są dzieje jej matki, które dają historii mocny fundament. Powieść jest zresztą podzielona między dwie bohaterki. Śmierć Gabrielle - Emilie w kilka dni po urodzeniu córki, jest momentem rozpoczęcia narracji, w której na przemian się cofamy, żeby poznać koleje życia matematyczki, a potem wracamy do dziewczynki zwanej Lilii i jej losów.
Choć osierocona, Lilli wyrasta w domu przepełnionym miłością. Ojciec przydziela jej tylko rentę, wystarczającą na pokrycie wydatków związanych z jej wychowaniem, ale opiekę nad nią sprawuje przyjaciółka jej matki. Jest to kobieta niezależna, zmarły mąż pozostawił jej niemały majątek. Przyjaźni się z filozofami, uczonymi, stając się dla dziewczynki wzorem do naśladowania zarówno w kwestii poglądów, jak i urody oraz prezencji. Dodatkowo sama jest matką córki, rówieśniczki Lilli. Bajka powiecie. Rzeczywiście tak to z pozoru wygląda. 
Jednak szczególne pochodzenie Lilli, pogłoski wynikające z wątpliwości co do uczciwości małżeńskiej jej matki, prowadzą do tego, że przez całe życie jest ona poddawana kontroli starszej krewnej, zwolenniczki surowej dyscypliny, która z niechęcią patrzy na wszelkie przejawy indywidualizmu.

Sama fabuła powieści jest prosta. Lilli uczy się, dorasta, przeżywa przedstawienie u dworu. Ucieczką od nielubianych, pełnych intryg i zawiści gierek towarzyskich i rytuałów dworskich są pisane przez nią krótkie powiastki i nauka, której poświęca dużo czasu. Coraz więcej myśli poświęca też swojej matce. Zastanawia się jaka była, jak spędzała czas, co było dla niej ważne. Wreszcie niepokoi ją też całkowity brak zainteresowania, oprócz wypełniania obowiązków finansowych, ojca. 
Mimo to Lilli jest szczęśliwa. Wizyty u baronowej, która próbuje ją uformować według sztywnych reguł i konwenansów rządzących francuską szlachtą, są krótkie, a miłość i akceptacja przybranej rodziny, daje poczucie siły. Przychodzi jednak moment kiedy Lilli musi zawalczyć o własną przyszłość, a ratunek znajdzie powracając do przeszłości  i odkrywając fakty z życia matki.

Autorka wykorzystuje znany motyw tajemnicy z przeszłości, dorastania do poznania sekretów z przeszłości, z tłem w postaci pełnych przepychu domów francuskiej arystokracji. Jednak jest to też książka o odnajdywaniu własnego miejsca wśród społeczeństwa, zapatrzonego w przywileje, jakie dała im przeszłość. Lilli dąży do realizacji własnych zamysłów, spiera się z konserwatywnymi krewnymi ze strony ojca, chce podążać drogą rozumu, ale i prawdziwej miłości, którą spotyka na swojej drodze. Rozmowy z uczonymi, filozofami utwierdzają ją w przekonaniu, że indywidualność to coś, do czego warto zmierzać. 
Dorastanie Lilli to proces odnajdywania w sobie cech, które ją wyróżniają z otoczenia, ale i odkrywanie, że nie jest jako osobowość zawieszona w próżni. Kontynuuje drogę swojej matki, osiągając to, czego jej nie było dane, prawdziwą wolność płynącą z życia według własnych przekonań.

"Córka markizy" jest osadzona w konkretnych latach, które później okazały się przełomowe dla Europy. Rewolucja francuska, która miała swoje źródło m.in w nierównościach społecznych, to efekt wielu lat podczas, których utrzymanie państwa spychane było na barki chłopów i mieszczan. Korzyści jakie czerpały z takiego porządku arystokracja i kler były ogromne. I choć akcja powieści toczy się na klika lat przed rewolucją, to jednak poczucie narastającego niezadowolenia ludności nie jest kwestią dni, czy miesięcy. Rodząca się powoli świadomość wśród nielicznych przedstawicieli szlachty, że coś trzeba zmienić, a z drugiej strony przerażający brak świadomości wśród innych, to kolejne cechy tamtych czasów, które udało się bardzo dobrze oddać autorce. Idealizm Lilli i rozsądek jej przybranej matki trafnie jest skonfrontowany z zakłamaniem i dwulicowością skupionej na podtrzymywaniu swoich przywilejów większości arystokracji, co dodatkowo podkreślone jest opisem procesu wychowania jakiemu poddane są dzieci i młodzież. Jasno określone reguły, szereg umiejętności, które musi pojąć młoda dziewczyna, przed zaprezentowaniem królowej, a potem poszukiwanie małżonka i negocjacje rodzin, to nic innego jak utrwalenie istniejącego stanu i odcięcie się od zmian.

Muszę napisać, że "Córka markizy" była lekturą właściwie bliską ideału. Zajmująca fabuła, lekka, ale jednocześnie posiadająca drugie dno. Zajęła mi kilka godzin podczas, których z radością wędrowałam do Francji XVIII wieku, w czasy nam odległe, ale bardzo fascynujące. Z przyjemnością przeczytam i inne książki Laurel Corony.

2 komentarze:

  1. Wspaniała recenzja, ciekawa książka. Jestem zafascynowana Francją, a XVIII wiek to jeszcze większa zachęta do sięgnięcia po książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie Francja też fascynuje, ale czasy oświecenia raczej mnie nie zachęcają. Tutaj koncepcja autorki nadała całości bardzo interesujący charakter.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...