środa, 13 lutego 2013

"POZWÓLCIE NAM KRZYCZEĆ" STANISŁAWA FLESZAROWA - MUSKAT

Czasem jedna niewłaściwa decyzja zmienia życie. Nietrudno o takie w czasie wojny, szczególnie kiedy człowiek nie ma wiele możliwości manewru, wszystko w dużej mierze uzależnione jest od innych. A czasem tragiczne wydarzenie jest kwestią przypadku.
Magdalena została złapana przez Niemców przy swoim domu. Zobaczyła ojca w towarzystwie oficera, przestraszyła się i zaczęła uciekać. Parę ulic dalej natknęła się na patrol. Kilka dni później jechała z innymi o Niemiec, gdzie miała pracować.
Dziewczyna najpierw dosyć beznamiętnie opisuje swoją podróż, potem odczuwa coś na kształt satysfakcji, kiedy nikt nie chce jej kupić, bo za pracownika trzeba było zapłacić, wybierano go więc jak towar i dokładnie oglądano. Ale w końcu i Magdalena trafiła do gospodarstwa rolnego. Jednego, potem drugiego, a w końcu zaczyna pracę w fabryce obuwia.
Siłę roboczą fabryki w znacznej części stanowią właśnie robotnicy z kolejnych zajmowanych przez Niemców państw. W nieogrzewanym, pozbawionym łazienek "hotelu" mieszkają ludzie z Polski, Belgii, Francji, Ukrainy. 

Magdalena jest bystrą obserwatorką. Nawiązuje kontakty wśród innych pracowników, choć trudno tu mówić o przyjaźni. Są wśród nich osoby, którym jest lepiej w tym miejscu niż w ojczyźnie. Mają jedzenie, dach nad głową. I to poczucie, że u wroga jest im lepiej, wywołuje głębokie rozgoryczenie i poczucie niesprawiedliwości. Są też osoby wykształcone, które tęsknią za tym czego ich pozbawiono. Szczególnie poruszający jest portret dziewczyny, która wychowywana była w domu, gdzie wszyscy obcowali ze sztuką, a ona sama kocha grać na fortepianie. Niemożność korzystania z instrumentu jest dla niej źródłem nieustannego bólu.
Albo losy niewinnej Marysi, która pod nieobecność współlokatorek pada ofiarą gwałtu, a potem przez długi czas musi sama sobie radzić ze swoimi uczuciami i ciążą.

Jednak w równej mierze jest to książka o zwykłych Niemcach, mieszkańcach wsi i małych miasteczek. To zapis ich poglądów i ich stosunku wobec wojny. I nie powinno być to zaskoczeniem, ale okazuje się, że ludzie są różni, jak wszędzie. Są zagorzali zwolennicy Hitlera, którzy codziennie śledzą postępy niemieckiej armii, a brak postępów przyjmują z poczuciem wielkiej straty. Są i inni, dla których wojna jest właściwie obojętna, najnowsze wieści śledzą tylko ze względu na to, że właściwie każdy ma kogoś bliskiego na froncie. Są i tacy, z którymi Magdalena pewnie mogłaby się zaprzyjaźnić w innych okolicznościach.

Stanisława Fleszarowa - Muskat wiele spraw odsłania krok po kroku. Ta książka poza właściwą fabułą, czyli losami Magdaleny i poznanego w Niemczech Piotra, który po pewnym czasie staje się dla niej kimś bardzo bliskim, to mozaika epizodów, z których nie tyle wyłania się obraz społeczeństwa, co portrety jednostek wobec wojny, którą rozpętała ich ojczyzna. I nawet jeśli właściwie nie rozumieją po co to wszystko, to przecież poczucie obowiązku, wobec państwa, czy wobec walczących bliskich karze im z uwagą śledzić postępy wojsk. 
Jest w tej książce wiele fragmentów, które czytałam z poczuciem niedowierzania, ze ściśniętym gardłem. Nie jest to łatwa powieść, ale na pewno warta przeczytania. 
Autorka operuje pięknym językiem, pisze o sprawach trudnych, ale czyni to z godną podziwu rozwagą. Łatwo tu wpaść w pułapkę oskarżeń, czy drastycznych opisów, a jednak powieść momentami jest bardzo liryczna, szczególnie kiedy czytamy o tęsknocie, poczuciu bezużyteczności, bezsilności i ciągłej niewiedzy, co naprawdę dzieje się poza Niemcami.

Podczas czytania miałam wrażenie, że wszystkie moje odczucia wynikające z opisów życia zwykłych ludzi, przysłoniły mi główną bohaterkę tej powieści, czyli Magdalenę. Ale jest ona raczej spoiwem, dzięki któremu łatwiej nam przyswoić uczucia, jakie musiały targać osobami wywiezionymi w głąb wrogiego państwa, gdzie często byli traktowani jak niewolnicy, niedożywieni, wycieńczeni, ale skwapliwie odsyłani do domu, kiedy stan ich zdrowia znacząco się pogarszał. Bo przecież Rzesza nie mogła być obwiniona o ich śmierć. 
Brak tu patosu, wielkich słów, czy choćby jedynych i słusznych prawd.  Ta powieść to jeden ciągły, niestety przez długi czas niemy krzyk, który wreszcie mógł się przedrzeć do szerszej świadomości. 



6 komentarzy:

  1. Fleszarowa to moja ulubiona pisarka, ale tę i inne jej książki czytałam mnóstwo lat temu stąd już pozacierały mi się w pamięci, a nie wiem czy jeszcze znajdę czas na powrót do nich. Jedną z moich ulubionych była "Zatoka śpiewających traw".)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w planach poznanie twórczości tej pisarki, więc do "Zatoki śpiewających traw" pewnie dotrę. :)

      Usuń
  2. Kiedyś zaczytywałam się w tej autorce, ale tej pozycji jeszcze nie znam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mną ta powieść wstrząsnęła w sposób niezwykły. To w ogóle był mój pierwszy kontakt z Fleszarową-Muskat. Czytałam potem jeszcze dwie kolejne części, też niezłe, ale już nie to. Potem jeszcze, prawem serii, rzuciłam się na 'Tak trzymać" i też jestem zachwycona. Natomiast inne powieści Fleszarowej jakoś tak nie bardzo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to też pierwszy kontakt z ta pisarką, ale na pewno nie ostatni. Po dalsze części też zamierzam sięgnąć.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...