poniedziałek, 25 lutego 2013

"JEZIORO" ARNALDUR INDRIDASON

Skandynawskich kryminałów ciąg dalszy. Tym razem sięgnęłam po "Jezioro" Arnaldura Indridasona, islandzkiego pisarza, bardzo popularnego w swoim kraju. Serię powieści kryminalnych, których głównym bohaterem jest Erlendur Sveinsson, zaczęto u nas wydawać od trzeciego tomu, więc nie mamy możliwości poznawać kolejnych części we właściwej chronologii. 
Tak się jednak składa, że rzadko mam okazję poznać kryminalne cykle od pierwszej części do ostatniej. Jeśli na bibliotecznej półce widzę coś, co mnie interesuje, po prostu to wypożyczam, a potem sprawdzam, czy wyrywkowe czytanie się sprawdzi. W przypadku powieści Indradisona nic nie stoi na przeszkodzie, by czytać je według dostępności.

"Jezioro" zaczyna się jak typowy kryminał, od znalezienia ciała. Na dnie zbiornika wodnego, który już od dłuższego czasu się zmniejszał, zostaje odkryty szkielet człowieka z dziurą w czaszce, przywiązany do odbiornika radiowego produkcji radzieckiej.
Erneldur Sveinsson zaczyna szukać rozwiązania zagadki, przeglądając rejestry zaginionych. Od tego czasu jednocześnie śledzimy jego działania, zaś w retrospekcjach poznajemy historię islandzkiego studenta o komunistycznych poglądach, którego partia wysyła na naukę do Niemiec. Jak łatwo się domyślić oba te wątki w pewnym momencie się łączą.

Jak wiecie lubię kryminały, a te skandynawskie pociągają mnie, tak odmiennym od angielskich, amerykańskich, czy francuskich klimatem. Powieści Indridasona są tak pesymistyczne i depresyjne, że ich czasem się zastanawiam, jak właściwie można czerpać przyjemność z takiej lektury. Dodatkowo, moim zdaniem, pod względem intrygi nie są szczególnie skomplikowane. A jednak za każdym razem, kiedy widzę książki tego autora na półce, wyciągam ręce prawie bez zastanowienia, bo wiem, że czeka mnie spotkanie ze świetną literaturą.

Za każdym razem zagłębiam się w kolejną zagadkę, a jednocześnie coraz bliżej poznaję inspektora Sveinssona, stale próbującego pomóc swojej córce uwolnić się od nałogu narkotykowego, podczas gdy on sam ciągle pogrążony jest w traumie, która ma źródło w jego dzieciństwie i miała wpływ na całe jego życie.
Wraz z każdą kolejną częścią zagłębiam się w mrocznych ludzkich uczynkach, chciwości, zawiści, która nigdy się nie kończy. Ponury klimat Islandii, brak słońca, ludzie pogrążeni w letargu, policjanci, dla których jedyną namiastką życia jest praca. Przygnębiające otoczenie, ale jakże bogate w świetnie nakreślone psychologicznie postacie, intrygujące do ostatniej strony powieści. 
I zawsze zastanawiam się, w czym tkwi siła tych kryminałów i co jest ważniejsze: intryga czy klimat powieści? Do tej pory nie znalazłam dobrej odpowiedzi, bo chyba jedno potrzebuje drugiego, by powstała dobra książka.

4 komentarze:

  1. Czytałam na razie W bagnie i Grobową ciszę, bardzo mi się podobały, choć Indridason pisze bardzo ciężkie książki, pełne problemów, patologii, ale mimo to warte przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "W bagnie" oglądałam. Bardzo przygnębiająca adaptacja, świetny film. Do książki niestety nie mam dostępu, ale liczę, że to się zmieni. Polecam również "Głos".

      Usuń
  2. Wbrew pozorom powieści smutne są ciekawsze i sprawiają więcej przyjemności. Uwielbiam literaturę skandynawską, czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce - na przodzie z Axelsson :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też brnięcie w makabrę, sprawia przewrotną przyjemność. Axelsson jest świetna, szczególnie "Kwietniowa czarownica", ale o tym już wiesz. :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...