sobota, 5 stycznia 2013

"PIERWSZE DAMY II RZECZPOSPOLITEJ" KAMIL JANICKI

Wracam do blogowego życia. Kilka dni przed Bożym Narodzeniem, w czasie Świąt i trochę po upłynęło mi pod znakiem Harry'ego Pottera. Równolegle z kolejnymi tomami szły adaptacje filmowe i jakoś nie ciągło mnie szczególnie do półki z książkami, ani tymi własnymi, ani z biblioteki.
I dopiero w Nowy Rok zaczęłam świeżą powieść, a wczoraj wyrzuty sumienia wygnały mnie do biblioteki, żeby oddać dawno przeczytane lektury. Miałam nic nie brać, bo po ostatnim przeliczeniu zasobów półkowych, wyszło mi około 50 nieprzeczytanych książek. Wiem, to niewiele w porównaniu z niektórymi bilansami, jakie czytam na blogach, ale ja do niedawna oscylowałam bliżej 20, więc ta liczba jest dla mnie i nowa, i tym bardziej dopingująca, by własne nabytki czytać.
Oczywiście postanowienie, by nie wypożyczać nic nowego absolutnie nie jest dla mnie. Jak tu wyjść z przybytku pełnego tylu kuszących tytułów, jeszcze nie odkryłam. Niestety to samo tyczy się wszelkich miejsc gdzie, żeby wyjść z książką, trzeba zostawić pieniądze. Co tu dużo gadać, słaba jestem pod tym względem. A na dodatek w księgarniach zaistniały wyprzedaże. Dlatego w najbliższym czasie spodziewajcie się stosiku, bo czekam tylko na przyjście kolejnych zamównień.
Przydługi był ten wstęp, ale już przechodzę do rzeczy, czyli do opisania moich wrażeń z książki. którą przeczytałam jeszcze w grudniu.
Dwudziestolecie międzywojenne nigdy mnie szczególnie nie ciekawiło. To nie jest ten czas akcji, który zagwarantuje, że zrobię wszystko, żeby po książkę sięgnąć. Z wiedzą czysto historyczną jest podobnie. Orientuję się tylko z grubsza. Prezydentów tych lat jeszcze bym potrafiła wymienić, ale o ich żonach nic nie wiedziałam.
I tak by zapewne pozostało, gdyby nie lektura "Dziewczyn wojennych" Łukasza Modelskiego. Zapytacie pewnie co opowieść o trudnych losach kobiet podczas II wojny światowej, ma do małżonek polskich prezydentów? Otóż pozycje te zostały wydane w tej samej serii wydawnictwa ZNAK, czyli "Historiach prawdziwych". A "Dziewczyny wojenne" swego czasu zapewniły mi zarwaną noc i dużo świetnej lektury, kiedy więc "Pierwsze damy II Rzeczpospolitej" zobaczyłam na bibliotecznej półce, wiedziałam, że zabrać je do domu po prostu muszę.
Nie będę tu streszczać życia Marii Wojciechowskiej, Michaliny Mościckiej i Marii Mościckiej, bo nie w tym rzecz. Choć życie miały ciekawe. Właściwie wszystkie przeszły od biedy po najwyższe zaszczyty, jakie mogły je spotkać w międzywojennej Polsce.
Kamil Janicki nie pisze szczegółowych biografii. Relacje zawarte w tej książce to szkice, ukazujące najważniejsze momenty z dziejów tych trzech kobiet. Ich treść pozostawia po sobie niedosyt, który motywuje by przyjrzeć się dokladniej ich życiu.
Nie czytałam z wypiekami na twarzy, ale ze spokojnym zainteresowaniem. Zabrakło mi próby głębszego oddania myśli, motywów działań, uczuć bohaterek, ale z drugiej strony, nie taki chyba był cel tej publikacji.
Moim zdaniem "Pierwsze damy II Rzeczpospolitej" mówią tyle samo o żonach prezydentów, jak i o samych prezydentach. Może inaczej się nie dało, bo rzeczywiście ich postrzeganie przez opinię publiczną było nie do rozbicia, nawet jeśli życie prywatne znacznie odbiegało od wizerunku, który się przedostawał do ogólnej wiadomości. I ta rozbieżność funkcji publicznej i zwykłego istnienia jest bardzo ciekawa. Maria Wojciechowska, Michalina Mościcka i Maria Mościcka musiały znaleźć dla siebie odpowiednie zajęcia, by swoje funkcje pełnić z godnością. A było to bardzo trudne, jeśli uświadomimy sobie, że nic nie przygotowało ich do życia pod obstrzałem oczekiwań. Autor sięga do dzieciństwa, do doświadczeń młodości, do pierwszych lat w małżeństwie i to pomaga nam zrozumieć późniejsze decyzje pierwszych dam i ich pomysły na sprawowanie swojej roli w społeczeństwie. Janicki skupia się wprawdzie głównie na osobach żon, ale poprzez nawiązania do wspólnych lat przed objęciem urzędu, sporo można też wyczytać o Stanisławie Wojciechowskim i Ignacym Mościckim.
Autor nie przedstawia ich w oderwaniu od otaczającej rzeczywistości. A działo się wtedy wiele. Elity bawiły się na balach, chodzono na wystawne przyjęcia i przedstawienia teatralne. Ale spora część społeczeństwa żyła w przytłaczającej biedzie, rosła liczba przytułków. A najważniejsze osoby w państwie musiały zaspokoić oczekiwania wszystkich. Łatwo odgadnąć, że nie zawsze się to udawało. A w grę nierzadko wchodziła wielka polityka. Anegdotki z przeróżnych spotkań, wspomnienia współpracowników, czy krążące po Warszawie plotki autor sprawnie wplata pomiędzy opisy funkcjonowania urzędu prezydenckiego i II Rzeczpospolitej, a te potrafią być naprawdę zaskakujące. Szczególnie koszty utrzymania wydają się być dzisiaj, nie do przyjęcia. Obok więc rozbudowanych rysów biograficznych otrzymujemy i obraz pewnej epoki, kiedy to Polska od nowa uczyła się być odrębnym państwem.
A, że nie jest to opis ze wszech miar dokładny, to dla laika, jakim w tym aspekcie jestem, nie było to ważne.
Jedno mi natomiast bardzo przeszkadza, ale to już "zasługa" wydawnictwa. Otóż moim zdaniem zupełnie nietrafiona jest okładka. Naprawdę wolałabym jakieś zdjęcie jednej z bohaterek, a nie modelki, która na dodatek nie oddaje ani powierzchowności, ani charakteru żadnej z opisywanych kobiet.

Wyzwanie: Nie tylko literatura piękna

14 komentarzy:

  1. Co do okładki się zgadzamy, co do meritum... w jakichś częściach... a miała być ostra polemika ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ostrej polemice chyba nic nie wspominałam. ;)
      A częściowo się z Twoją opinią zgadzałam, ale ogólny wniosek mi nie pasował. :)

      Usuń
  2. Bo ja czepliwa jędza jestem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czepliwa to ja będę przy dwóch nastepnych opisywanych ksiazkach, ale teraz mam pasjonującą lekturę. II wojna swiatowa i kulisy dochodzenia Hitlera do władzy. Trudne i wolno idzie, ale coś czuję, że będzie warto. :)

      Usuń
  3. "Wojenne dziewczyny" stoją na półce i czekają, "Damy..." wciąż zatrzymywały mnie przed witryną księgarni, ale wraz z nowym rokiem na zakupy powiedziałam: Pas! Do biblioteki się wybieram, by oddać książki i też: Pas! Stosy wkoło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę stanowczości. Chociaż ja też dzisiaj wyszłam z księgarnii z niczym. Może się ten trend utrzyma. :)

      Usuń
  4. Mam tak samo, po prostu nie umiem wyjść z biblioteki bez niczego:) A co do książki, to trochę nie moja tematyka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zawsze coś sobie na półce znajdę. A czytanie biografii i literatury faktu to moje postanowienie na ten rok.

      Usuń
    2. Ja też zawsze sobie coś znajdę, a czytnie literatury faktu to moje postanowienie na ten rok. :)

      Usuń
  5. W zeszłym roku miałam postanowienie nie kupowania książek, w tym już nie, więc trudniej będzie wychodzić z księgarni bez książek. z biblioteki nigdy mi się to nie udaje. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jakoś nigdy takiego postanowienia nie udało się utrzymać. :)

      Usuń
  6. Lubię ten okres - i literacko, i historycznie - więc chętnie bym się z książką zapoznała (nawet zastanawiałam się, czy nie sprezentować jej mamie, ale ostatecznie wygrała Samozwaniec ze swoimi dotąd niepublikowanymi tekstami).
    Też nie potrafię wyjść z biblioteki bez książki - i bardzo przykro mi wyjść bez zrobienia choćby rundki wśród półek. A w czasie takiej rundki niemal zawsze coś skusi i jedynie zapchane konto może zastopować wypożyczanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samozwaniec jeszcze nie znam i chyba muszę szybko nadrobić to czytelnicze zaniedbanie.
      Ja praktycznie mam nieograniczone możliwości w mojej bibliotece, bo w rodzinie są dwa konta, a limit to 10 książek. :)

      Usuń
  7. Historie kobiet opisanych przez Pana Janickiego czyta sie szybko,dobrze i z zapartym tchem.Autor ukazał ich charaktery,przedstawił wady i zalety postaci...Polecam


    http://czytamtocodobre.blox.pl/2013/07/Pierwsze-damy-II-Rzeczpospolitej-Polskiej-Kamil.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...