środa, 19 grudnia 2012

"MORDERSTWO W ŚWIECIE MODY" PATRICIA MOYES

Pożółkłe kartki, niepozorna okładka, a sama książka wciśnięta pomiędzy inne odłożone na bliżej nieokreślony czas. Jak informuje mnie opis to kryminał w stylu Agathy Christie. Cóż, jeszcze niedawno, nie robiło to na mnie większego wrażenia, ale teraz kiedy książek Agathy mi wiecznie mało, taka informacja zrobiła swoje. Tym bardziej, że książka jak najbardziej kwalifikowała się do wyzwania "Z półki".
 
Poniedziałkowe popołudnie upłynęło mi więc, pod znakiem morderstwa w starym stylu. "Morderstwo w świecie mody" zostało wydane w 1963 roku i jest jedną z ponad 15 książek napisanych przez Patricię Moyes. Łączy je osoba inspektora Scotland Yardu, Henry'ego Tibetta. Własnie jemu zostaje powierzone sledztwo w sprawie śmierci jednej z redaktorów poważego pisma o modzie. Helen zostaje znaleziona martwa w swoim biurze po bardzo ciężkiej, pracowitej nocy, podczas której cały zespół czasopisma omawiał numer poświęcony najnowszym paryskim kolekcjom.
Krąg podejrzanych wydaje się zamknięty, ale sprawa nieustannie się komplikuję, a Tibett zaczyna podejrzewać, że pracownicy magazynu coś przed nim ukrywają.
 
Zachęcona porównaniem do twórczości wielkiej Christie, zagłębiłam się w lekturę z nadzieją na kilka godzin w wyrafinowanym świecie, gdzie zbrodnie popełnia się z elegancją, a inspektorzy charakteryzują się dociekliwością, inteligencją i wspaniałymi manierami. I rzeczywiście, to kryminał w starym, dobrym stylu. Tutaj morderstwo oznacza truciznę, a nie litry rozlanej krwi, a prowadzący dochodzenie jest miłym człowiekiem, szczęśliwym w małżeństwie, który zapomina o pracy, kiedy przestąpi próg domu, gdzie ze spokojem może odpocząć w miłej atmosferze.
Przyznacie, że bardzo to miła odmiana, po tych wszystkich pełnych pesymizmu kryminałach skandynawskich. Nie ma to jak angielska powściągliwość. Morderstwo, morderstwem, ale przecież nie można dlatego przerywać pracy.
Ogólne wrażenia są pozytywne, choć paru rzeczy mi zabrakło. Sama intryga jest dość prosta i czytelnik powinien wychwycić kilka wskazówek, choć ich poskładanie wymaga uwagi. Ja wskazówki odczytałam, ale rozwiązania nadal było dla mnie w części zaskakujące.
 
Ocenianie twórczości pisarza po jednej książce nie ma sensu, tym bardziej, że "Mordestwo w świecie mody" jest jednym z początkowych części cyklu, a w Polsce została wydana jeszcze tylko jedna powieść Moyes. Jednak zabrakło mi w tym kryminale pasji. Tak to określę, z braku innego, całkiem odpowidającego mi słowa. Tłem całego śledztwa jest świat mody i choć autorka zapełniła go fotografami, krytykami, modelkami i wreszcie projektantami, to trochę zabrakło mi pełnych charyzmy postaci, z jakimi dla mnie to otoczenie się kojarzy. Pod tym względem było zaskakująco bezbarwnie. Próbowałam sobie to tłumaczyć czasem akcji, ale przecież chyba lata 60-te, choć oczywiście inne, również były bogate w osobowości, szczególnie w tak specyficznej dziedzinie, która graniczy ze sztuką, jaką jest moda.
 
Mam też pewne zastrzeżenia co do Henry'ego Tibetta. Jego zwyczajność sprawia, że nie do końca mogę go zaakceptować. Ale tutaj winię już innych pisarzy i kryminały, które trafiły na moją listę ulubionych. Angielski kryminał trzeba porównywać do innych, w miarę możliwości, podobnych. Porównuję więc do wielokrotnie już przywoływanej Christie i Marthy Grimes, która wprawdzie pochodzi z USA, ale angielski styl i otoczenie "podrabia" bezbłędnie. I na tym tle postać Tibetta wypada blado. Stanowczo inspektor nie ma w sobie uroku Jury'ego, czy genialnego Herculesa Poirota. Zabrakło mi w tym bohaterze jakiejś cechy wyróżniającej go spośród wielu innych. Czegoś, co pozwoliłoby mi go zapamiętać na dłużej, co by mnie zaintrygowało.
Choć lekturę tej książki Moyes, wspominać będę miło, to jednak nie skłoni mnie ona, by poszukiwać jej inny kryminał wydany u nas. Choć jeśli przypadkiem trafi w moje ręce, pewnie go też przeczytam.
 
Książka ta kończy moje wyzwanie "Z półki". :)
 
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...