środa, 12 grudnia 2012

"JEŻYNOWA ZIMA" SARAH JIO

Szukam zimowych klimatów. A najchętniej czytałabym o Bożym Narodzeniu. Niestety biblioteczny katalog internetowy nie działa, a biegać miedzy półkami z listą iluś tam książek, by wyłowić może trzy, po prostu mi się nie chce.
Rozczarowało mnie, że nie mają świątecznych zagadek z udziałem Herculesa Poirot. A tak się nastawiłam na czytanie kryminałów w Święta. Trzeba będzie jakoś inaczej skompletować stosik.
 
Za oknem mam śnieg. Pięknie prezentuję się ogródek, a i na całej wsi spokojniej, bo na drogach trzeba bardziej uważać. Ludzie jeżdżą więc mniej, a jeśli już, to dużo wolniej. W takim otoczeniu zaczęła mnie kusić "Jeżynowa zima" Sarah Jio. To moje drugie spotkanie z tą autorką. Pierwsze było raczej udane. Pisałam o tym tutaj.
 
Zimowa aura zapanowała w Seattle. Nie jest to codzienna sytuacja w maju, co skłania szefa Claire, by zlecić jej napisanie artykułu na ten temat. Poczatkowo Claire jest bardzo sceptyczna. Przechodzi trudny czas, jest pogrążona w depresji, jej małżeństwo przechodzi kryzys, a poza tym jaki jest sens pisania o nietypowej śnieżycy?
Z czasem jednak pomysł zaczyną ją intrygować. Okazuje się, że tkie zdarzenie miało już miejsce w latach trzydziestych XX wieku, i że własnie wtedy zaginął chłopiec, którego nigdy nie odnaleziono. Claire postanawia się dowiedzieć, co stało się z tym dzieckiem.
 
W powieści Sarah Jio nie ma własciwie nic odkrywczego. Mamy do czynienia z popularnym od jakiegoś czasu schematem, połączenia teraźniejszości z przeszłością, podziałem narracje między dwie osi czasowe, a centralnym punktem fabuły jest rozwiązanie zagadki, której poświęca się główna bohaterka.  Oczywiście napotkamy tu masę przydatnych zbiegów okoliczności, które pozwolą na wyjasnienie tajemnicy, choć od zdarzenia minęło ponad 70 lat, ale powieść na tyle dobrze skonstruowana, że perypetie Claire i jej problemy osobiste ciekawią.  
 
Zasadniczy problem widzę tutaj nie w powieści, ale w okładce jaką zaproponowało wydawnictwo. Roześmiana dziewczyna, ubrana w żywe kolory na tle śnieżnego krajobrazu, może parku, sugeruje ciepły i bardzo optymistyczny klimat. Nic bardziej błędnego. Nie wiem, kto wymyślił taką okładkę, ale bardzo się pomylił. Książka w dużej części jest bowiem dosyć ponura. Claire przeżyła w swoim zyciu wielką tragedię i śledztwo, którego się podejmuje pełni funkcję swoistej terapii. Niemniej jej nastrój na pewno nie jest radosny. W drugiej zaś warstwie książki przenosimy się w czasy Wielkiego Kryzysu, który autorka opisuje bardzo obrazowo.
Łatwo wyobrazić sobie trudną, a wręcz tragiczną sytuację wielu rodzin w tamtych czasach, poczucie beznadziejności wszelkich działań. Losy Very Ray, żyjącej własnie wtedy są tragiczne i przejmujące.
 
Jeśli jeszcze nie znudziły Wam się tego typu powieści, polecam. Sama zaczynam się zastanawiać ile jeszcze potrwa popularność książek opartych na tajemnicy z przeszłości. Osobiście jeszcze mi się to nie znudziło, choć jedne podobają mi się bardziej, drugie mniej. Większość z nich to jednak jednorazowe czytadła. Pod tym względem do "Jeżynowej zimy" zachęca cena. Powieść została wydana w serii Znaku "Zaczytaj się" w wersji kieszonkowej.
 
 
Nawiązując jeszcze do 6 grudnia. :) Mikołaj przyniósł mi w tym roku tablet, który wykorzystuję jako czytanik. Wiem, że prawidziwy czytnik ma o wiele więcej zalet, ale do tej pory byłam raczej sceptyczna, co do takiej formy czytania. Brak papieru, zapachu, ciężaru książki - to wszystko wydawało mi się przeszkodą nie do przebrnięcia. Ale wypróbowałam i... To wszystko nadal przeszkadza, ale nie tak bardzo jak myślałam. Czytam "Nedzników", bo nic nie pamiętam z poprzedniego spotkania z tą książką, a film, który chcę bardzo zobaczyć już blisko. Czyta się dobrze, nie męczy oczu. Trzyma się lekko i wygodnie.
Reasumując dojrzewam do kupna przwdziwego czytnika i pewnie latem sobie taki sprawię. :)
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...