środa, 5 grudnia 2012

"ALTANA" MARY NICHOLS

Wojna to bardzo dobre tło dla wszelkiego rodzaju powieści. Można wpleść w bieg fabuły więcej dramatyzmu, bo przecież wszystko wtedy było trudniejsze. Prawie każdy miał kogoś bliskiego na froncie, z niecierpliwością oczekiwano na listonosza, bo może akurat przyniesie długo oczekiwany list. Z biciem serca czytano doniesienia z frontów. Każdy chciał mieć swój wkład w zwycięstwo, choćby najmniejszy, a żołnierzy traktowano z szacunkiem.
 
Lady Helen Barstairs to arystokratka, wychowywana pod kloszem. Posłuszna rodzicom, wychodzi za mąż, za przyjaciela swojego brata. Mąż wkrótce wraca na front, a młoda kobieta powoli orientuje się, że poślubiła obcego człowieka. Ich listy są przyjazne, ale bardzo oficjalne. I pewnie małżeństwo skończyłoby się, jak wiele innych zawieranych pośpiesznie związków. Z racji swojego pochodzenie, pewnie by żyli obok siebie do końca życia. Ale wszystko potoczyło się inaczej.
Wśród młodych żołnierzy, których ojciec Helen zaprasza do swojej posiadłości, by w miłej atmosferze odpoczeli przed powrotem na wojnę, kobieta znajduje kogoś, kto zdaje się ją rozumieć bardzo dobrze.
Dwadzieścia lat później inna dziewczyna przygotowuje się do skromnego, z racji wojny, ślubu. Jest szczęśliwa, planuje przyszłość. Niestety, tragiczna wiadomość wszystko przekreśla.
 
"Altana" to historia pogmatwanych ludzkich losów w czasach wojny. Same działania wojenne są tylko dalekim tłem dla opisywanych wydarzeń. To nie kronika dat i bitew, to obraz życia zwykłych mieszkańców wielkich miast i małych miasteczek, którym przyszło zmierzyć się z trudnymi czasami.
Ta powieść to dwa zasadnicze wątki. Jeden z nich, typowo romansowy, to opowieść o tym jak schodzą i rozchodzą się drogi kilku osób i komplikacje jakie z tego wynikają.
Dużo w nim scen mających wzbudzić wzruszenie i na pewno wrażliwsze czytelniczki znajdą w nich wiele zadowolenia. Ja niestety chyba do nich nie należę, bo romans mimo, że momentami tragiczny mnie znudził. Niestety był przewidywalny do bólu.
 
Jednak drugi wątek mnie zaciekawił i pozwolił dotrwać do końca. Otóż widać, że Mary Nichols poświęciła dużo czasu, by wiernie przedstawić realia życia w Anglii, w czasie II wojny światowej. Naloty na Londyn, nocne spotkania w bunkrach, niepewność, co do tego, czy po wyjściu cały dorobek życia, bedzie jeszcze istniał. Trudności w zdobywaniu najpotrzebniejszych artykułów żywnościowych i nie tylko. Te problemy, bardzo wyraźnie, ale nie nachalnie są obecne na kartach powieści.
Z drugiej strony poznajemy też trudy życia mieszkańców małych miasteczek i wsi. Konieczność oddawania wojsku płodów rolnych, sprawiała, że i tam niczego nie było pod dostatkiem. Mimo to wieś była idealnym miejscem dla dzieci z dużych miast, zagrożonych bombardowaniem. I tak obserwujemy psoty i troski dwójki chłopców przesiedlonych na prowincję i ich tęsknotę za rodzicami.
W tej drugie warstwie, bardziej obyczajowej, książka podobała mi się dużo bardziej.
 
Ogólnie, ta powieść wydaje mi się dużo lepsza na drugim planie. Wydarzenia dotyczące głownych bohaterów przyjmowałam raczej obojętnie, ze względu na bardzo melodramatyczny i zwłaszcza w końcówce, niebezpiecznie zbliżający się w okolice telenoweli klimat. W pewnym momencie zastanawiałam się, czy to już naprawdę wszystkie tajemnice wyszły na jaw, czy może autorka czymś jeszcze zaskoczy nas na ostatniej stronie.
Natomiast drugi plan był moim zdaniem wypełniony bardzo barwnymi, a zarazem realistycznymi postaciami. Czy była to kochająca matka, przygarnijąca dwójkę niechcianych dzieci, czy cwaniczek próbujący wykombinować dla siebie jakieś korzyści, sprzedając różności na boku, czy wreszcie wojenne małżeństwo zawarte trochę z miłości, trochę z rozsądku, to wszstko miało w sobie urok, podszyty sporą dozą realizmu. Dzięki temu całość wydała mi się dużo bardziej prawdopodobna.
 
Polecam wszystkim romantyczkom, choć i wielbicielki powieści obyczajowej z pewnością znajdą w "Altanie" coś dla siebie.
 
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...