środa, 21 listopada 2012

"ZAPACH DRZEWA SANDAŁOWEGO" LAILA EL OMARI

Pozytywne wpisy na blogach maja wpływ na moje wybory czytelnicze. Czasem próbuję się temu nie poddawać tak łatwo, ale jeśli przeczytam pochlebną opinię u osoby, którą cenię,  to jest tylko kwestią czasu kiedy dana powieść, wreszcie trafi do mych rąk. Ostatnio tak było właśnie z "Monsunowymi dniami" bardzo polecanymi przez Kasiek - klik .
Ten wpis i chęć przeczytania porywającej opowieści z wyraźnym wątkiem romansowym, bardzo kusił, by zapoznać się z jakąś książką Laily El Omari.
"Zapach drzewa sandałowego" był w bibliotece, więc stwierdziłam, że poczekam, aż kiedyś trafię na nią na półce. Jednak za sprawą promocji w Matrasie z rabatem - 50%, powieśc ta stała się moją własnością i poprzedni weekend spędziłam, za jej sprawą, w Indiach.
 
Elisha Legrant to córka zamożnego Anglika parającego się handlem tkaninami w Indiach. Jej rodzina jest jedną z tych, z którymi trzeba się liczyć, nic więc dziwnego, że zamążpójście trzech córek jest kwestią szeroko komentowaną. Związki służą przede wszystkim interesom i umocnieniu pozycji społecznej obu stron.
Kiedy poznajemy trzy panny Legrant, dwie z nich - Elisha i Charlotte są w wieku odpowiednim do małżeństwa. Najmłodsza, May dopiero wkracza w dorosłość.
Siostry prezentują całkiem różne charaktery. Elisha sprawia kłopoty swoim rodzicom, chce się uczyć, poznawać Indie, przeszkadzają jej ciasne ramy, w które wtłacza ją otoczenie. Pozornie najbardziej pogodzona ze swoim losem jest Charlotte, uzależniona od męskiego podziwu i admiracji, godzi się na związek zaaranżowany przez ojca. Ale i ona ma swoje tajemnice. Najspokojniejsza May jest na razie w cieniu swoich sióstr.
W tym czasie wraz z rodziną zamieszkuje Damien, daleki krewny, ambitny lekarz, którego Elisha obdarza natychmiastową sympatią. Pomiędzy tych dwojgiem ludzi rodzi się silne uczucie, które jednak nie może wyjść na jaw, bo Damien jest już zaręczony z kimś innym.
 
Chciałam romansu i to dostałam. Ale nie jest to historia porywająca i angażująca wszystkie nasze myśli. Owszem koleje losów Elishy i Damiena są skomplikowane, przeszkody piętrzą się i cały czas nie bardzo wiadomo, jak rozwiązać wszystkie trudności, które stają im na drodze do szczęścia. Ale wątek ten, mimo że dominujący w książce, prowadzony jest zaskakująco spokojnie. Może dlatego, że same opisy uczucia łączącego tą parę są bardzo subtelne. Jest to w założeniu wątek pierwszoplanowy, ale równie ciekawa byłam losów, wplątanej w ryzykowny romans i aferę szpiegowską Charlotte i zaczynającej nabierać samodzielności May. W moim odczuciu te trzy linie fabularne są ze sobą tak sprawnie splecione, a uwaga im poświęcona tak wyważona, że żaden z tych wątków nie przykuwa naszej całej uwagi. Nie jest to zarzut, bo każda z tych opowieści ma coś do zaoferowania i tak naprawdę z indywidualnych oczekiwań czytelnika wynika, która będzie najważniejsza w powieści.
 
Jest jednak coś co przebija się z chyba każdej strony tej książki i czemu Leila El Omari poświęca bardzo dużo uwagi. Jest to pozycja kobiet w XVIII wieku. Porywczość, której brakuje w romansie odnajdujemy, kiedy fabuła zahacza o możliwości wyboru swojej drogi życia, jaką miała płeć piękna w tamtych czasach. Tej mozliwośći po prostu nie było. Najpierw trzeba było być podporządkowanym swoim ojcu, braciom, matce, a potem mężowi. To ich wola i korzystny wybor przyszłego męża były najwazniejsze. Wszelka niezależność była praktycznie rzecz biorąc prawie tępiona. A jeśli jeszcze panna trafiła na mężczyznę podporządkowanego oczekiwaniom ogółu, jej życie było, z naszej perspektywy, nie do zniesienia. I to momenty obrazujące tą całkowitą zależność, są najbardziej poruszające w powieści.
 
Początkowo przeszkadzał mi taki układ tej książki. Nie da się ukryć, że spodziewałam się czegoś innego - romansu z zapierającymi dech komplikacjami i pięknymi krajobrazami. "Zapach drzewa sandałowego" to chyba bardziej powieść obyczajowa umiejscowiona głównie w angielskim środowisku kolonialnym i w jego realiach. Opisów kolorytu lokalnego jest naprawdę niewiele, ale kiedy już przyzwyczaiłam się do stylu tej opowieści, okazała się ona bardzo zajmująca. Tak mniej więcej od połowy nie mogłam się już od niej oderwać.
 
Teraz przede mną "Monsunowe dni".
 
 
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...