czwartek, 8 listopada 2012

"GWIAZDY NAD AFRYKĄ" ILONA MARIA HILLIGES

Początek XX wieku to nie był łatwy czas dla kobiet. Dopiero zaczynała się walka o prawo do głosowania, o równouprawnienie. Zawsze jednak znajdą się osoby gotowe walczyć o urzeczywistnienie swoich marzeń. Z dwiema takimi kobietami spotykamy się na kartach powieści "Gwiazdy nad Afryką" Ilony Marii Hilliges.
 
 Jedna z nich to Amelia von Freyer, lekarka traktowana z lekceważeniem przez swoich kolegów. Po latach studiów i próbach zdobycia uznania w Berlinie wraca do miejsca sobie bardzo bliskiego, do Afryki. Planuje z pomocą brata, właściciela wielkiej plantacji, zbudować szpital. Na statku poznaje Herminę Doll. Kobieta ciężko choruje i wymaga przetoczenia krwi. Tylko Amelia decyduje się to zrobić i oddaje jej swoją krew. Ten fakt wiąże obie kobiety ze sobą i lekarka zaczyna czuć się odpowiedzialna za swoją pacjentkę.
 
Po dotarciu do celu podróży, Amelia dostaje propozycję uczestniczenia w wyprawie naukowej, mającej na celu zbadanie działania nowego leku na śpiączkę afrykańską. Ekspedycja ta jest wielką pokusą dla młodej lekarki, która stale musi walczyć o uznanie jej praw do wykonywania zawodu. Pomimo wątpliwości co do moralności organizatora badań, Amelia decyduje się dołączyć do karawny. Wraz z nią wkraczamy w dziki, niebezpieczny, ale również piękny świat.
 
Ilona Maria Hilliges porusza w swojej powieści wiele problemów. Obserwujemy trudny proces zmagania się odważnej kobiety z oczekiwaniami, jakie ma wobec niej społeczeństwo. Wykształcona kobieta, mająca aspiracje zawodowe, jest właściwie skazana na porażkę w świecie mężczyzn, nie uznających jej dokonań. Ich poglądy na możliwości płci żeńskiej są wręcz obraźliwe, a jednak powszechnie akceptowane.
Dodatkowym powodem dla lekceważenia osoby Amelii jest jej zachowanie wobec rodowitych Afrykanów. Amelia zamieszkała na Czarnym Ladzie wraz z rodzicami w dzieciństwie i przez innych członków wyprawy określana jest mianem Afrykanki.
Stąd traktuje Autotchonów jak równych sobie ludzi, czego niestety nie można odnieść do jej współtowarzyszy.
 
Biali kolonizatorzy, a obracamy się w strefie niemieckiej, traktują Afrykę jak źródło niewyczerpanych bogactw, którch chcą być jedynymi właścicielami. Afrykanie zaś to jedynie siła robocza, nic niewarta masa, którą można dowolnie wykorzystywać do własnych celów.
 
Autorka sama mieszkała w Afryce. Pewnie stąd tak obrazowy i pociągający opis tego miejsca. Czarny Ląd ma w ujęciu Hilliges drapieżne piękno, afrykańskie noce to bezkres nieba nad głową i miliony gwiazd, ale i niebezpieczeństwo w postaci ataków ze strony drapieżników. Lokalna kultura przedstawiona jest z uznaniem dla jej odmienności. Niektóre fragmenty dotyczące wierzeń uzdrowicieli są wręcz fascynujące. Miałam wrażenie, że podróż Amelii jest swoistą drogą do dojrzałości. Podczas wędrówki spotyka miłość, jest poddawana wielu próbom, a zakończenie ekspedycji nie wydaje się tym upragnionym celem. Czasem spełnienie marzeń ma bardzo gorzki posmak.
 
Podobała mi się ta powieść, w której Afryka jest pełna sprzeczności i możliwości. Jeśli lubicie ksiązki pełne przygód, opisujące inne kultury z pięknym wątkiem o miłości dwóch osób, dzielących te same przekonania i pragnienia, to naprawdę polecam.
 
 
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...