środa, 17 października 2012

"WZGÓRZE DZIKICH KWIATÓW" KIMBERLEY FREEMAN

Jesień za oknem stała się faktem. Kiedy siedzę wieczorem w moim pokoju coraz częściej słyszę padający deszcz, czy wiejący wiatr. Coraz wcześniej robi się ciemno, a kiedy budzę się rano o siódmej, to mam ochotę raczej obrócić się na drugi bok, niż raźno wstawać. Na takie dni przydają się naprawdę wciągające książki, a już idealne są czytadła. Kiedy więc niedawno przeglądałam nowości, w poszukiwaniu inspiracji, mój wzrok przyciągnęły powieści o takim charakterze, a ich dodatkowym atutem były wyjątkowo "letnie" okładki, przywołujące w pamięci niedawną porę.
 
"Wzgórze Dzikich Kwiatów" to kolejna realizacja, bardzo modnego ostatnimi czasy schematu, połączenia dwóch płaszczyzn czasowych. Mamy więc przeszłość i teraźniejszość, dwie bohaterki, które łączą więzy krwi i skrywane tajemnice.
Beattie Baxland to na poczatku powieści młoda i naiwna dziewczyna, która na dodatek zaufała niewłaściwemu mężczyźnie i zaszła z nim w ciążę. Razem z nim wyjeżdża do Australii, gdzie z biegiem czasu coraz bardziej dociera do niej, że aby zapewnić swojej córeczce dostatnie życie, może liczyć tylko na siebie. A w świecie ogarniętym Wielkim Kryzysem naprawdę nie jest to łatwe.
Po wielu latach, w 2009 roku, jej wnuczka jest primaballeriną w Londynie. Taniec stanowi dla Emmy całe życie. Niestety jej karierę kończy wypadek. Załamana i samotna kobieta wraca do rodziców, do Australii i tam dowiaduje się, że odziedziczyła po babce dom na Tasmanii. Postanawia tam pojechać, by uporządkować pamiątki i zastanowić się nad dalszymi planami.
 
Te dwie linie fabularne powinny być jednakowo pociągające, ale w moim odczuciu Autorce udała się tylko część opowieści. Zdecydowane bardziej ciekawiły mnie losy Beattie. Oczywiście była bardzo łatwowierna i  nawiązała romans z żonatym mężczyzną, ale potem nie można odmówić jej odwagi i charakteru. W odpowiednim momencie podejmuje duże ryzyko, by zapewnić sobie i córce godne życie. Ta część powieści to wzruszająca i przejmująca historia kobiety, która podejmuje walkę z otaczającym ją światem.
To również bardzo sugestywny obraz społeczeństwa w czasach przed II wojną światową. Nie da się ukryć, że kobiety miały wtedy bardzo ciężkie życie. Ich moralność była ocaniana w innych kategoriach niż moralność mężczyzn, a jeśli była samotna sprawa przedstawiała się jeszcze gorzej. Kimberley Freeman obdarzyła Beattie siłą, by walczyć z przeciwnościami. Można ją polubić, kibicować jej, trzymać kciuki, by znalazła miłość, a przede wszystkim można zrozumieć jej wybory. Minusem jest jednak zbyt mała ilość szczegółów dotyczących życia w Australii. Otrzymujemy tylko powierzchowny obraz, który stanowi mało zajmujące tło, a mogło być bardzo pasjonująco.
 
Tego wszystkiego niestety zabrało w moim odczuciu w drugiej bohaterce książki. Niestety ta część powieści była od początku, do końca bardzo przewidywalna. I choć nie spodziewałam się wielkich niespodzianek, kiedy sięgałam po "Wzgórze Dzikich Kwiatów", to jednak była za bardzo schematycznie. Nie zabrakło obowiązkowego wątku miłosnego, który mnie absolutnie nie przejął, czy objawienia co do dalszej drogi życia. Nawet zwrot akcji w tym wątku nie był zaskakujący i tylko czekałam kiedy Emma wróci na poprzedni tor.
 
Minęło już kilka dni od lektury i tak szczerze, to nadal do końca nie wiem, jakie mam wrażenia. Powieść czyta się błyskawicznie, mnie zajęło to tylko kilka godzin, ale nie jest to książka, którą się zamyka i wie się, że kiedys się do niej z przyjemnością wróci. Zabrakło mi jakiejś gry ze schematem, próby wyjścia poza ramy.
Jeśli macie ochotę na zajmujące i wciągające czytadło, z którego jednak niewiele zostanie, to ta powieść nadaje się świetnie. Na pewno zajmie czas w długie wieczory. Tylko tyle, albo aż tyle.
 
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...