środa, 5 września 2012

"RÓŻE" LEILA MEACHAM

Zakup tej książki był czystym impulsem. Autorka nic mi nie mówiła, tytuł też nie. Właściwie jedyną zachętą była promocja w postaci 50 procent upustu i notka na obwolucie, że charakterem przypomina "Przeminęło z wiatrem". Margaret Mittchell. A ja kocham "Przeminęło z wiatrem".
 
Miasto Howbutker w Teksasie założyły trzy rodziny emigrantów z Anglii i Francji. Zarówno jedni jak i drudzy wywodzili się z rodzin szlacheckich. Po latach Toliverowie są włascicielami wielkiej plantacji bawełny, Warwickowie zajmują sie przemysłem drzewnym a rodzina DuMontów zarządza prężnie działającym domem towarowym. Zarówno starsze jak i młode pokolenie łączą więzy przyjaźni. Kiedy jednak coś poróżni przedstawicieli rodzin Toliverów i Worwicków, strona prosząca o wybaczenie wysyła czerwoną różę, przebaczająca zaś odsyła białą.
 
Mary Toliver poznajemy w dniu jej śmierci, kiedy zaczyna wspominać swoje życie. Jej myśli przenoszą się do dnia, kiedy miała 16 lat. Był to dzień, w którym odziedziczyła po zmarłym ojcu plantację bawełny. Staje się to przyczyną niezgody między nią a matką i bratem, bo ci chcieliby raczej sprzedania rodzinnej posiadłości. Mary jest jednak zawzięta i nie odpuszcza. Zaczyna sama zarządzać swoim spadkiem. W trudnych chwilach może liczyć na dobre słowo i pomoc Percy'ego Warwicka i Ollie DuMonta, każdy z nich darzy ją uczuciem, ale tylko jeden z nich jest w stanie sie pogodzić z tym, ile dla dziewczyny znaczy dziedzictwo jej przodków.
 
Leila Meacham kreśli obraz miasta opartego na działalności założycielskich rodzin. Mimo upływu tylu lat to oni są filarami całej społeczności, wyznaczają kierunek rozwoju regionu. Od ich dzieci oczekuje się, że przejmą rodzinne interesy, że będą kontynuować, to co zapoczątkowano kiedyś. Jednak spośród wszystkich potomków Warwicków, Toliverów i DuMontów najbardziej wyróżnia się własnie Mary Toliver. W swym oddaniu ziemi i rodzinnej plantacji bawełny jest bardzo podobna do Scarlett O'Hary i jej miłości do Tary. Tak jak bohaterka "Przeminęło z wiatrem" gotowa jest poświęcić wszystko dla osiągnięcia celu. Jest uparta i dumna, ale gdzieś w głębi serca także bardzo wrażliwa. I może dlatego tak szybko zdobyła moją sympatię.
 
Jej historia to opowieść o dumie, miłości i przeznaczeniu. Porównianie z "Przeminęło z wiatrem" jest może nieco na wyrost. Z pewnością widać podobieństwo w ogolnym klimacie powieści, która opowiada o czasach minionych, o zmaganiach sie z przeciwnościami, o straconych szansach i o uczuciu, które nawet po latach nie przemija. Ale też powieść Mitchell była rozległą panoramą kraju w momencie nieuniknionej zmiany, kiedy dawne tradycje miały już nigdy nie wrócić. Z jej kart przebijało okrucieństwo i bezsens wojny domowej. U Meacham tego nie widzę. Owszem bohaterowie biorą udział zarówno w pierwszej, jak i drugiej wojnie światowej, ale wielkie konflikty mocarstw są gdzieś z tyłu i gruncie rzeczy nie mają wpływu na życie małego miasta w Teksasie.
"Róże" pozostają głównie porywającą historią miłosną Mary i Percy'ego. Ich decyzje wciągają w bieg zdarzeń inne osoby, tworząc sieć przyjaźni, ale i zdrad i wzajemnych oskarżeń. Czerwone i białe róże niejeden raz wędrują między bohaterami tej powieści.
 
Autorka przedstawia nam historię trzech pokoleń tych rodzin. Jednak na pierwszym planie zawsze pozostaje Mary, Percy i Ollie. Losy ich potomków są zdecydowanie mniej zajmujące, a zakończenie naprawdę nie może zakskoczyć czytelnika. Mimo to śledzimy tą opowieść z zapartym tchem. Takich bohaterów i takich animozji w dzisiejszych czsach chyba nie dałoby się wiarygodnie opisać. I tak sobie myslę, jaki cudny miniserial, by powstał na podstawie tej powieści. Ech... Obejrzałabym coś takiego bardzo chętnie.
 
 
"Róże"
Leila Meacham
Wydawnictow Sonia Draga
Katowice 2010
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...