środa, 4 lipca 2012

"FIONAVARSKI GOBELIN" GUY GAVRIEL KAY

Tak sobie siedzę i myślę, patrząc na to, co ostatnio czytałam, że zakopałam się w obyczajówkach i kryminałach. Nie narzekam na to, po prostu stwierdzam fakt. W czytelniczych zakupach też dominują książki z tych zakresów. Nawet z biblioteki nie przynoszę nic innego, może poza jakimś babskim czytadłem, na które mam nadal ochotę, pomimo częstych rozczarowań.
A wybierając niedawno książkę na wyjazd zatęskiniłam za fantasy. Zatęskniłam za magią, walką dobra ze złem, za atmosferą nieskrępowanej przygody. Poczułam, że mam ochotę znowu odkrywać nieznane Światy, stworzone w wyobraźni autora. I patrząc na półki z książkami z zaskoczeniem stwierdziłam, że w domu czeka na mnie tylko jedna nieprzeczytana książka fantasy. A jest to zakup po bardzo długiej przerwie. Jak to się stało, że przestałam własciwie zaglądać na półki z tą literaturą - naprawdę nie wiem, bo mam wrażenie, że działo się to trochę nieświadomie. Jedno jest pewne, mam parę pozycji wydawniczych do nadrobienia.

A tymczasem wybór padł na "Fionavarski gobelin" Guy'a Gavriela Kay'a.

Piątka młodych ludzi spotyka się na wykładzie poświęconym tematyce celtyckiej, prowadzonym przez Lorenzo Marcusa. Kiedy wykład się kończy Marcus zdradza Kevinowi, Dave'owi, Jennifer, Kim i Paul'owi, że nie chce się udzielać na planowanym potem bankiecie i prosi, żeby studenci zabrali go gdzieś, gdzie będą mogli spokojnie porozmawiać. Ta rozmowa i to, co z niej wyniknie na zawsze odmieni ich życie. Marcus okazuje się bowiem przybyszem z innego Świata, z Fionavaru, który czeka wojna. Swoją rolę w walce musi też odegrać piątka zwykłych ludzi. Kevin i reszta zgadzają sie podążyć z Marcusem do Fionavaru. Odnajdą tam swoje przeznaczenie, zmierzą się ze swoimi problemami, lękami, przeżyją szczęśliwe i trudne chwile. A potem będą musieli zdecydować, czy wrócić.

Nie będę opisywać dalszej treści książki, bo to mija się z celem. Sięgałam po tą powieść z określonym nastawieniem. Lubię Kay'a. Cenię go za "Tiganę", której nie mogłam odłożyć, aż do ostatniej strony. Wiem, że "Lwy Al - Rassanu" mają trochę przeciwników i generalnie podzielam ich zdanie, że epilog trochę psuje całą konstrukcję książki, ale całość zagwarantowała mi kiedyś kilka godzin naprawdę świetniej rozrywki. To samo mogę powiedzieć o "Saraceńskiej mozaice". Może nie całkiem przepadam za to za "Pieśnią dla Arbonne", ale pomysł opacia fabuły na odwołaniach do kultury trubadurów bardzo mi odpowiada.
Tak więc do "Fionabvarskiego gobelinu" podchodziłam, jak do spotkania ze starym, dobrym znajomym. Nie bez znaczenia były tutaj stwierdzenia, że powieść czerpie dużo z dorobku J. R. R. Tolkiena. To było tylko tym większą zachętą. Nie zniechęcał fakt, że był to debiut Kay,a.

Oczekiwania duże, ale zapytacie, co z nich pozostało po lekturze.
Na pewno polubiłam "Fianavarski gobelin" za opisany w nim Świat. To zawsze było to, co mnie pociągało w fantasy. Znajdziemy więc bogate otoczenie, piękne krainy zamieszkane przez ludy, mające odrębne kultury, tradycje i zapatrywania na świat. Bohaterowie zostają przeniesieni w miejsce, gdzie istnieje magia, gdzie można spotkać bogów, gdzie walka Dobra ze Złem jest sprawą pierwszej wagi, wreszcie gdzie to Zło ma bardzo konkretną postać, którą trzeba unicestwić. Jak to też zwykle bywa walka prowadzona jest na dwóch obszarach - tym całkiem relanym, opartym na bitwach wojsk i tym, która rozgrywa się w psychice bohaterów i polega na przekraczaniu przez nich barier, zmierzaniu się z własnymi lękami, uprzedzeniami. Piątka młodych ludzi zostanie postawiona przed rozmaitymi wyborami. W Fionavarze odnajdą jakby swoją drugą tożsamość, znajdą przyjaciół, odkryją wagę prawdziwych związków międzyludzkich, poznają co to bezinteresowne poświęcenie. Przyjdzie im się zmierzyć nie tylko ze Złem w osobie Spruwacza, ale i z bagażem doświadczeń jakie przynieśli ze sobą z ich "rodzinnego" świata.

Przenosząc się w rzeczywistość wykreowaną przez autora doceniłam jej bogactwo. Zdecydowanie podoba mi się atmosfera tej powieści, ale nie obyło się bez zgrzytów. Czytelnicy fantasy znajdą faktycznie wiele odwołań do Tolkiena, choć nie tylko, ale to w gruncie rzeczy nie jest wadą.
Przede wszystkim wydaje mi się, że Kay bardzo dużo czasu poświęcił wymyślaniu niezwykłego otoczenia, ale jakby trochę zapomniał o początku. Piątka studentów decyduje się przenieść do Fionavaru praktycznie bez chwili zastanowienia. Nie ma żadngo rozważania argumentów za i przeciw. Spotyka nieznajomego, ten mówi im w czym problem i po sprawie. Wiarygodności w tym za grosz.
Rozczarowały mnie też nawiązania do legendy arturiańskiej. Moim zdaniem można to było pominąć. Akcja i przesłanie powieści nie straciłyby na ważności, a tak było w moim odczuciu za wiele grzybów w barszczu.
Było też coś, co do końca nie pozwalało mi się zaangażować w opowiadaną historię. Może ogólne wrażenie wtórności, a może rozmycie akcji, która w pewnym momencie zaczyna się rozgałęziać na kilka wątków, które są prowadzone z taką samą pieczołowitością. Imponowały mi szczegóły i pojedyncze sceny, pomysły, ale całośći zabrakło przez to dramatyzmu. Z pewnością miał na to wpływ sposób opisywania Spruwacza, który pozostał dla mnie takim nieokreślonym złym bohaterem. Wiemy, że jego uwolnienie jest niedobre, ale nie wiemy konkretnie dlaczego.

Niewątpliwą zaletą są natomiast wykreowane przez pisarza postacie. Polubiłam zarówno studentów, jak i fionavarczyków. I choć znając późniejsze powieści, zauważamy że autor wraca czasem do pewnych wzorców, np. Ammar ibn Khairan z "Lwów Al - Rassanu" wydaje się bardzo podobny do Diarmiuda, to miało to dla mnie o tyle znaczenie, że poczułam się jakbym wracała do starych przyjaciół. Kay dba o to, by jego postacie były bogate psychologicznie, by miały przeszłość. Lubię ich wielowymiarowość i to poczucie wiarygodnści.

Chwil spędzonych w Fionavarze absolutnie nie uważam za stracone, a powieść polecam wszystkim fanom fantasy.


Guy Gavriel Kay
"Fionavarski gobelin"
Zysk i S-ka
Warszawa 2012

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...