piątek, 11 maja 2012

"POD HUNCWOTEM" MARTHA GRIMES

Jeśli można nazwać kryminał, ze sporą ilością trupów uroczym, to "Pod Huncwotem" z pewnością do takich należy. Co więcej okazał się idealną lekturą na majówkę. A miałam pewne wątpliwości, bo po dobrych recenzjach, na blogach, które cenię, natrafiłam na informację, że autorka jest amerykanką. I poczułam się oszukana. Okazało się, że całkiem niesłusznie.

Boże Narodzenie, spokojna angielska prowincja, zaśnieżone wrzosowiska. Wśród nich piękne domy i prawdziwe rezydencje, zadymione, klimatyczne puby, drobne intrygi, małe skandaliki. Człowiek aż chce spakować walizki i natychmiast wyjechać w takie miejsce. W tej sielskim czasie i krajobrazie zostają popełnione dwa morderstwa, których okoliczności są przynajmniej dziwne. Otóż pierwsza ofiara zostaje znaleziona w piwnicy pubu "Pod Huncwotem" z głową w beczce z piwem. Następna zaś zostaje powieszona przed "Pod Jackiem i Młotem". Wkrótce też na miejsce przybywa Richard Jury ze Scotland Yardu, którego zadaniem jest odnalezienie mordercy, lub morderców.

Inspektor obdarzony jest doskonałym zmysłem obserwacji, towarzyszy mu cierpiący na hipochondrię podwładny, a na miejscu znajduje inteligentnego kompana w osobie Melrose'a Planta. Nie spodziewa się, że oprócz mordercy będzie sobie musiał poradzić również ze wścibskimi, małostkowymi mieszkańcami miasteczka i własnym, nie lepszym, zwierzchnikiem.
Zagadka kryminalna jest odpowiednio wciągająca, ale pozbawiona makabryzmu, bez dużej ilości krwi, a jednak przemyślana i odpowiednio niepasująca swym rozmachem do skromnego otoczenia. Taka w starym stylu, gdzie mordercy należy szukać wśród zamkniętego grona podejrzanych. Dodatkowo dostajemy zaś świetnie nakreśloną warstwę obyczajową.
Wśród mieszkańców Long Piddleton znajdujemy postacie barwne, niektóre całkiem zwyczajne, inne ekscentryczne, a jeszcze inne śmieszne. Skrywają swoje małe tajemnice, grzeszki i grzechy, nierzadko powiązani zdarzeniami z przeszłości. I wszyscy mają swoje teorie o mordercy, do których z pasją próbują przekonać inspektora. Prym wśród nich wiedzie, pragnąca uchodzić za bardziej angielską od prawdziwych anglików ciotka Planta, amerykanka Agatha. Rewelacyjnie irytująca postać, zresztą nie jedyna w tym gronie. Nie będę się zresztą upierać, ale jej zapędy do pisania powieści kryminalnych i żądza odnalezienia sprawcy morderstw, sprawia, że zastanawiam się, czy autorka nie puszcza oka w kierunku swojej znakomitej poprzedniczki na gruncie kryminału. Wszak Christie też było Agatha.

To jest kryminał i co do zagadki nie mam żadnych zastrzeżeń. Jednak jej rozwiązanie mimo, że ciekawiło było, na drugim planie przy wspaniałych, pełnych smaczków opisach społeczności tego małego miasteczka. Co chwila wybuchałam śmiechem przy celnych komentarzach autorki, a już wykład pastora o pochodzeniu nazw poszczególnych pubów wprawił mnie w cudownie dobry nastrój.  Martha Grimes okrasza to  językiem iskrzącym dobrym humorem i ironią. Ten kryminał naprawdę poprawia humor.  Po prostu muszę przeczytać następne części.


Martha Grimes
"Pod Huncwotem"
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2008


Zdjęcie: Lubimy czytać
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...