poniedziałek, 7 maja 2012

"WSZYSTKIE MOJE MATKI" LUIZA PIOTROWICZ

Weronika została adoptowana jako niemowlę. Po latach podczas wizyty w domu, przypadkowo odnajduje list od swojej biologicznej matki. Jej uporządkowane życie nie pozwala na niespodzianki, chwile zwątpienia. Wie, że to kobieta, która ją wychowała jest jej prawdziwą matką, ale z trochę niezrozumiałych dla siebie powodów, można powiedzieć pod wpływem impulsu, decyduje się odwiedzić kobietę, która ją urodziła.
Na miejscu zastaje całkiem inne warunki, do jakich przywykła w mieście. Uprzedzona o tym, że urodziła się podczas pobytu swojej matki w szpitalu psychiatrycznym, ciągle upatruje w niej oznak choroby, zastanawiając się, czy nie odziedziczyła jej i ona sama.

Proza autorki "Wszystkie moje matki" przywodzi mi na myśl twórczość Majgull Axelsson. Potrzeba akceptacji, miłości, pustka rzeczywistości podporządkowanej pracy. Weronika jest wyobcowana w tym świecie, chociaż rozpaczliwie próbuje się dopasować. Robi to trochę nieświadomie, przekonana, że wszystko jest w porządku, ale tak naprawdę brakuje jej pewności siebie, odrzuca możliwość związku z drugim człowiekiem. Żyje w świecie pozbawionym głębszych emocji, wręcz sterylnym. Unika myśli o swojej fizyczności. Kryje się za makijażem i podporządkowuje schematowi nowoczesnej, robiącej karierę kobiety, dla której seks jest tylko zaspokojeniem chwilowej potrzeby, ale absolutnie nie kojarzy się z bliskością.

Weronika poznając świat swojej matki, w którym nadal jest miejsce na stare wierzenia, przesądy, mądrość ludową, doznaje oczyszczenia. Znajduje swoje miejsce w łańcuchu kobiet, które kiedyś nazywano czarownicami. Powoli, buntując się, akceptuje go.

Proza Luizy Piotrowicz przepojona jest magią, opowieściami na wpół legendarnymi, prostą mądrością. Na jej stronach trwa świat, taki jak przed wiekami, w którym dobro nadal walczy ze złem, w którym to co rzeczywiste miesza się z nierzeczywistym, w którym śmierć jest nadal pełnym tajemniczości misterium, a nie pozbawionym uczucia, sterylnym faktem. Mężczyźni są w tym świecie na drugim planie. To kobiety zostały obdarzone wiedzą o odwiecznych prawach natury, demonach, które dręczą ludzi i sposobach na ich pokonanie. Mężczyźni przychodzą i odchodzą.

Nie wszystko mi się w tej powieści podobało. Wydaje mi się, że niektóre postaci pojawiły się tam bez określonego celu. Chwilami miałam też dosyć czytania przemyśleń Weroniki, bo miałam wrażenie, że mimo wszystko za bardzo się nad sobą użala. Ale całość ujęła mnie atmosferą tajemnicy, snu. Przeświadczeniem, że świat trwa od lat niezmieniony, a my pochłonięci codziennością nie zauważamy najważniejszych spraw. Zamykamy się na to, czego do końca nie rozumiemy, bo przecież to nie jest racjonalne. Nie mieści się w naszym życiu. To powieść o akceptacji, do której trzeba dojrzeć. O poznaniu swoich korzeniu i odnalezieniu swojego miejsca. To również powieść o niezwykłych relacjach, jakie potrafią połączyć matkę i córkę. Na szczęście też nie daje łatwych odpowiedzi, nie podaje gotowych rozwiązań i nie epatuje ładnymi, pokrzepiającymi obrazkami.


Luiza Piotrowicz
"Wszystkie moje matki"
Replika
2011

Zdjęcie: Lubimy czytać
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...