niedziela, 8 kwietnia 2012

"BURSZTYNOWY RYCERZ" KATHERINE JOHN

Katherine John to pseudonim literacki Catrin Collier. Pod własnym nazwiskiem autorki opublikowane zostały w Polsce powieści: "Ostatnie lato" i "Córka Magdy". Przeczytałam je obie i muszę stwierdzić, że lektura ich dostarczyła mi lekkiej rozrywki. Collier pisze powieści historyczne dla kobiet. Bohaterkami obu wspominanych książek są kobiety, których życie zmieniła wojna. Ich treść nie jest zbyt odkrywcza, zahacza o schematyzm, ale czyta się to szybko i bezboleśnie, choć nie obywa się bez zgrzytów. Ale nadal są to takie miłe czytadła, które nie zostają na dłużej w głowie, a pozwalają zagospodarować czas w pociągu, czy w kolejce do lekarza.

I z takim też nastawieniem sięgałam po "Bursztynowego rycerza", ale spotkała mnie duża i raczej niemiła niespodzianka.

Adam Salen jest dyrektorem polskiego oddziału Instytutu Salena w Gdańsku. Pewnego dnia dostaje niezwykła ofertę. Ktoś proponuje mu nabycie części Bursztynowej Komnaty - sarkofagu z zatopionym w bursztynie rycerzem, z którym wiąże się legenda. Badając sprawę Adam dowiaduje się, że oferta trafiła również do innych muzeów. Chcąc potwierdzić autentyczność zabytku rusza wraz ze swoją współpracowniczką, Magdą do Kaliningradu. W drodze powrotnej ściga ich tajemniczy samochód, w całą sprawę angażuje się mafia, zaczynają ginąć ludzie. Czy znalezisko jest autentyczne, czy to wszystko tylko sprawna podróbka?

Jak już wspominałam w książkach Collier próżno szukać realizmu. Szczególnie obraz powojennej Polski pozostawia wiele do życzenia, ale trudno o nagromadzenie takich bzdur, jakie spotykamy w "Bursztynowym rycerzu". Temat był w założeniu fascynujący. Losy Bursztynowej Komnaty są zagadką i sama tematyka może już na wstępie zyskać dla powieści parę punktów na plus. Tak się jednak nie stało. Głównie ze względu na sposób ukształtowania postaci i fabuły. Adam jest dyrektorem muzeum, ale zachowuje się bardziej jak szpieg. Jeżeli ma porozmawiać ze swoim dziadkiem, który stoi na czele Instytutu, zawsze szyfruje swoje połączenia telefoniczne. W skrytce w kuchni przechowuje rewolwer, bo przed przyjazdem do Polski uznał, że po prostu mu się przyda. No i oczywiście nie myli się. "Bursztynowemu rycerzowi" blisko do powieści sensacyjnej, ale niestety w moim odczuciu raczej nieudanej. Za dużo nieprawdopodobnych wymysłów na czele z wąglikiem, wszechobecnymi gangsterami i doczepionym na siłę wątkiem miłosnym. Ja doczytałam do końca tylko ze względu na niewielką objętość.

Czy moje odczucie byłoby inne, gdybym sięgała po książkę bez żadnych oczekiwań? Chyba nie. Po przeczytaniu zostało mi tylko wrażenie mętliku i nic więcej. Stanowczo nie polecam.


Katherine John
"Bursztynowy rycerz"
świat Książki
Warszawa 2010

"EMMA" JANE AUSTEN

Co takiego jest w powieściach Jane Austen, że od lat czytają je nowe pokolenia czytelników, a może bardziej czytelniczek? Ja sama zainteresowałam się nimi dosyć dawno, bo po obejrzeniu w TVP1 serialu "Duma i uprzedzenie". Jakiś czas potem wiedziona ciekawością, kupiłam książkę i wsiąkłam.
Ale dzisiaj ma być o "Emmie", nie o "Dumie i uprzedzeniu".

"Emma" jest inna od pozostałych książek Austen. Bohaterką jest młoda kobieta, Emma Woodhouse - zamożna panna, która nie chce wyjść za mąż. Wcześnie osierocona przez matkę, została wychowana przez guwernantkę pannę Taylor i swojego ojca. Guwernantka zawsze była łagodna i z czasem stała się raczej przyjaciółką niż przewodniczką panny Emmy, a główną troską pana Woodhouse jest jego stan zdrowia. Kiedy jej siostra wychodzi za mąż, Emma staje się panią domu. Wkrótce potem w związek małżeński z panem Westonem wstępuje również panna Taylor. Jej dotychczasowa podopieczna jest przekonana, że to ona ich szczęśliwie wyswatała. Zachęcona tym sukcesem postanawia poszukać innych wyzwań na tym polu. Okazja nadarza się kiedy poznaje byłą uczennicę pobliskiej szkoły dla dziewcząt - Harriet. Emma postanawia znaleźć dla niej odpowiednią partię. Głosem rozsądku może być tylko sąsiad i przyjaciel rodziny - pan Knightley.
Wraz z pojawieniem się w otoczeniu Emmy nowych postaci sytuacja nabiera charakteru komedii omyłek, w której nic nie jest tym, czym wydaje się być.

Emma nie jest bohaterką, którą instynktownie lubimy. Straciła matkę, ale jej chyba nie pamięta. Żyje szczęśliwie, otoczona kochającymi ją ludźmi. Jej ojciec jest bogaty, sama więc nie musi szukać męża, by podnieść swoją pozycję społeczną. Jej rodzina jest powszechnie szanowana. Właściwie można powiedzieć, że robi co chce nie zważając na opinie innych. Rozsądne podpowiedzi pana Knightley'a często sobie lekceważy, jeśli nie pokrywają się z jej planami, chociaż darzy go sympatią i szacunkiem. Emma jest w oczywisty sposób zarozumiała, ale próbując planować życie innym, chce dla nich jak najlepiej. Wiemy, że w gruncie rzeczy ma dobre serce.
Jest inteligentna, ale używa swojego rozumu w niewłaściwy sposób. Na początku nieustannie mnie irytowała. Potem dostrzegłam w niej pewien urok. Może przez to, że nie jest chodzącym ideałem, że ma wady. Może dlatego, że chcąc jak najlepiej, niekoniecznie z właściwych pobudek, jednak czegoś się w końcu uczy. A może dlatego, że mam wrażenie, że zawsze pozostanie odrobinę niepoprawna.

Jak zwykle w swych powieściach obok perypetii miłosnych, Austen opisuje różne warstwy społeczne i to jak przynależność do nich determinuje życie bohaterów. Obserwujemy więc działania poszczególnych postaci, dla których małżeństwo staje się sposobem na wzbogacenie. Bo pieniądze w tym świecie grają jednak dużą rolę. W zależności od ich posiadania lub nie, staropanieństwo może być godne pożałowania lub szacunku. Ich brak karze trzymać zaręczyny w sekrecie. One determinują kontakty towarzyskie i plany na przyszłość.
Mimo tych raczej gorzkich realiów autorka nasyciła "Emmę" dużą dozą pogody i sympatii.  Kolekcja pamiątek Harriet, hipochondryzm panna Wodhouse'a, interesowność pana Eltona, czy śmieszność panny Bates nie wywołuje niechęci. Ich wady potraktowane są z życzliwym dystansem. Nawet dwulicowość jednego z panów nie spotyka się z końcową karą, a wszyscy inni też znajdują osoby im przeznaczone. Postacie potraktowane są z lekkim przymrużeniem oka, a kolejne omyłki Emmy wywołują wyrozumiały uśmiech czytelnika, który wielu rzeczy domyśla się znacznie szybciej, niż bohaterowie. Nie przeszkadza to jednak cieszyć się lekturą.

"Emmę" czyta się jak lekką komedię. Nie ma tu atmosfery potępienia, nawet jeśli postępki niektórych, nie spotykają się z naszą aprobatą. Wady głównej bohaterki wynikają z przecenienia własnych zdolności i niedojrzałości, ale my wiemy, że na końcu wszystko dobrze się ułoży, a ona sama znajdzie uczucie, które było znacznie bliżej, niż kiedykolwiek podejrzewała.
Polecam każdemu bo ta powieść to odzwierciedlenie świetnego zmysłu obserwacji i poczucia humoru, jakie niewątpliwie posiadała Austen. Dobrze, że możemy się nim cieszyć.


Jane Austen
"Emma"
wydawnictwo Pruszyński i S-ka
Warszawa 1998


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...