piątek, 23 marca 2012

"NIEMIECKA JESIEŃ. Reportaż z podróży po Niemczech" STIG DAGERMAN

Stig Dagerman to szwedzki pisarz żyjący w latach 1923 - 1954. Zadebiutował powieścią "Otchłań", o czasach II wojny światowej, wydaną w 1945 roku.
O wojnie, a właściwie o jej skutkach jest też zbiór reportaży "Niemiecka jesień. Reportaż z podróży po Niemczech.

Sięgnęłam po tę książkę z ciekawością. Dla mnie osobiście wojna jest czymś nieowyobrażalnym, prywatnym wielkim lękiem. Zniszczenia, atmosfera ciągłego strachu i poczucie końca społeczeństwa, to moje skojarzenia. A jednak mam w sobie jakąś niewytłumaczalną ciekawość tamtych czasów i czytałam już różne książki o tym okresie. Od czysto dokumentalych, po przygodowe. Do "Niemieckiej jesieni" przyciągnęła mnie niecodzienna perspektywa. Stig Dagerman opisał Niemcy po klęsce.
To skromna, bo licząca tylko 104 strony właśiwego tekstu niesie w sobie treść, wobec której nie można przejść obojetnie.

Czy na dawnego agresora, bezlitosnego okupanta można spojrzeć z litością? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Szczególnie dla Polaków. Ale przyjrzyjmy się opisom Dagermana.
Niemcy po zakończeniu wojny są narodem przegranym. Ludzie żyją w piwnicach, wagonach pociągów w przerobionych ubikacjach. Starają się jak najcieniej obierać ziemniaki, żeby więcej zostało do jedzenia. Szerzy się kombinatorstwo, kradzieże i prostytucja. I wszystko to jest po cichu akceptowane, bo przecież czasy są ciężkie.
Jednocześnie ta szarzyzna ma mimo wszystko wiele odcieni. Bo przegrana w wojnie nie zniszczyła podziałów społecznych. W tych realiach lepiej odnaleźć się ludziom, którzy dorobili się na nazizmie. Oni mimo wszystko mają pieniądze. Biedota nie. Bywa, że byli naziści, tacy ze średniego szczebla łatwo bronią się w procesach. Wystraczy paru przekupionych świadków i oświadczenie, że słuchali zachodniego radia. Najbardziej przegrani są ci, którzy nigdy Hitlera nie popierali. Widzą zbyt wiele śladów skrywanych poglądów nazistowskich, nie popierają aliantów, uważając ich za bardzo ustępliwych, a wreszcie żyją w przeświadczeniu, że dla reszty świata, nie różnią się niczym od reszty narodu, który dał się uwieść Hitlerowi.
Gdzie nie spojrzeć panuje rozgoryczenie, mające różne źródła, ale wieczne rozgoryczenie. A obok tego niepewność prostego człowieka o jutro. Cały świat chce, żeby Niemcy natychmiast uznały swoje błędy, a oni są obojętni wobec wyborów, wobec procesów w Norymberdze. Bo dla zwykłego człowieka liczy się przede wszystkim to, żeby nie być głodnym.

Niemcy stają się narodem straconych pokoleń. Rządzą starsi, bo młodsi wychowali się w dobie nazizmu. Ale tak naprawdę nikt do końca nie może dla siebie znaleźć miejsca.


Dagerman nie operuje językiem emocjonalnym. Po prostu pisze, że w obliczu tej wojny Niemcy też straciły. I tu zaczyna się mój problem z tą książką. Bo przywołując mój rozsądek wiem, że ci zwykli ludzie też cierpieli. Wiem to i żal mi ich.
Ale nie potrafię się oprzeć myśli, co by było gdyby wojna skończyła się jednak inaczej. Nie potrafię wyrzucić ze swojej głowy myśli, że skutki wojny w Niemczech były jednak mniej dotkliwe niż za Odrą. Nie potrafię podejść do tych cierpień w sposób indywidualny. I tak bije się we mnie współczucie i myśli mniej chrześcijańskie.


Niemniej uważam, że książka jest warta przeczytania.  Myślę, że koniecznie trzeba po nią sięgnąć, jeśli jesteśmy zainteresowani tematyką wojenną. Faktycznie zmiania perspektywę i po jej przeczytaniu zostaje potrzeba refleksji, być może przewartościowania pewnych poglądów. Poza tym "Niemiecka jesień" Stiga Dagermana posiada niezaprzeczlane walory językowe. Jest po prostu świetnie napisana.


Stig Dagerman
"Niemiecka jesień. Reportaż z podróży po Niemczech"
Wydawnicto Czarne
Wołowiec 2012




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...