środa, 22 lutego 2012

"BEZDUSZNA" GAIL CARRIGER

Mimo, że ostatnio chodzę do bliblioteki z listą książek, które chcę przeczytać, jeszcze nigdy nie ograniczyłam się tylko do zapisanych tytułów. Zawsze nawinie się coś jeszcze. Tym razem wyszłam z "Bezduszną" Gail Carriger. Coś tam mi się plątało po głowie na temat tej książki, ale raczej mgliście. Pamiętałam tylko, że wrażenia czytelników były raczej pochlebne.

Zacznijmy może od tego, że raczej nie odczułam na własnej skórze natłoku literatury nawiązującej do "Zmierzchu" Stephenie Meyer. Owszem, przeczytałam cały cykl z umiarkowaną ciekawością, ale fanką to ja raczej nie zostanę. Ale jestem zwolenniczka literatury fantasy. Kiedy więc na okładce przeczytałam, że będziemy mieli do czynienia z wilkołakami, wampirami i innymi nadprzyrodzonymi w czasach królowej Wiktorii, wiedziałam, że muszę sprawdzić, czy mi się to spodoba osobiście.

Z przyjemnością piszę, że się spodobało.

Alexia Tarabotti jest starą panną. Właściwie utrapieniem dla swojej rodziny. Oczywiście kochają ją, ale całkowicie nie rozumieją. No, bo jak rozumieć kogoś, kto interesuje się nauką i kocha książki. Jej uroda pozostaje w sprzeczności z obowiązującymi kanonami, a zmarły ojciec był Włochem, co samo w sobie jest podobno wystarczająco skandaliczne. Jej matka wychodzi powtórnie za mąż, ma dwie powszechnie uznawane za urocze córki i tylko Alexia burzy spokój rodziny.
Na dodatek nie posiada duszy, a każdy nadprzyrodzony dotykając jej traci swoje "umiejętności". Dlaczego więc na przyjęciu atakuje ją wampir? Przecież jej zdolności są znane wilkołakom i wampirom z Londynu. Panna Tarabotti zmuszona bronić się przed absolutnie niewychowanym krwiopijcą, zabija go swoją parasolką. Okazuje się to jednak, tylko wierzchołkiem góry problemów.
Do rozwiązania zagadki przystępuje lord Maccon, gburowaty, tajemniczy i bardzo przystojny wilkołak.

"Bezduszna" jest pierwszą częścią z czterech zaplanowanych tomów "Protekturatu parasola". Połączenie wampirów, wilkołaków i innych nadprzyrodzonych z wiktoriańską epoką dało naprawdę intrygujący i ciekawy rezultat. Społeczeństwo jest powszechnie zaznajomione z faktem ich istnienia, królowa Wiktoria ma ich nawet w swoim najbliższym otoczeniu, jako cenionych i potrzebnych doradców. Istnieje też BUR, czyli Biuro Ultranaturalnych Rzeczy, które ma pilnować porządku wśród przedstawicieli nieludzi. A wszystko to wśród cudownych, eleganckich strojów. No i te obowiązujące maniery... Wilkołakom czasem trudno się do nich stosować. Alexia też ma z tym problemy...
Szczególnie, że lord Maccon po bliższym poznaniu okazuje się fascynującym osobnikiem.

W pierwszym tomie otrzymujemy mieszankę fantasy, steampunku i romansu. Wszystko w odpowiedznich proporcjach. Dawno już tak dobrze nie bawiłam się przy książce. Polubiłam świetnie zarysowane postacie. Również te drugoplanowe: lokaja, który wie więcej o domownikach, niż oni sami, starego trzymającego się na uboczu ekscentryczny wampira, całkowicie pozbawioną gustu przyjaciółkę głównej bohaterki. Watek romantyczny obfitował w "momenty", ale był opisany tak lekkim i zabawnym językiem, że ani przez chwilę nie poczułam się tym zmęczona. Może przez to wszystko trochę zaginęła główna zagadka powieści, a jej rozwiązanie nie obeszło mnie za szczególnie, ale barwność książki wynagrodziła mi to całkowicie.

W kolejnych tomach Alexię i lorda Maccona czekają inne szalone przygody, a ja już wiem, że na pewno o nich przeczytam.

"KSIĘŻNICZKA Z LODU" CAMILLA LÄCKBERG

Czas na kryminał. Nie będę oryginalna pisząc o kryminale skandynawskim. Ale nic nie poradzę na to, że po prostu mi się podobają. Po Larssonie i Mankellu przyszła kolej na Camillę Lackberg i jej cykl powieści o Erice Falck i Patricku Hedströmie.

Erica Falck wraca do rodzinnego domu, żeby uporządkować rzeczy zmarłych rodziców. Próbuje również skupić się na napisaniu kolejnej książki biograficznej. Czuje jednak, że traci zapał do tego zajęcia. Dni upływają jej na oglądaniu pamiątek i wspominaniu dzieciństwa. W spokojnym miasteczku niewiele się dzieje. Fjallbacka tętni życiem w sezonie letnim. Zimą raczej nie dzieje się nic ciekawego.

Senną atmosferę przerywa śmierć młodej, pięknej kobiety. Początkowo policja podejrzewa samobójstwo, ale szybko akazuje się to pomyłką. Zamordowana jest dawną koleżanką Erici. W dzieciństwie były sobie bardzo bliskie, ale kontakt nagle się urwał. Zaintrygowana Erica zgadza się, na prośbę rodziców, by napisać wspomnienie o ich córce. Zbierając materiały dowiaduje się kilku interesujących rzeczy i dzieli się nimi z prowadzącym śledztwo Patrickiem. Razem odsłaniają tajermnice sprzed lat.

Poza watkiem kryminalnym autorka przedstawia również tło zdarzenia. Poznajemy mieszkańców miasteczka i ich czasem niecodzienne marzenia. Siostra Erici boryka się z problemem przemocy w rodzinie. Wszystko to daje nam obraz jakiejś społeczności. Zagadka kryminalna nie jest oderwana od rzeczywistości.
Uważam jednak, że "Księżniczka z lodu" jest powieścią głównie dla kobiet. A to, z powodu silnego wątku romansowego między Patrickiem a Ericą. Nie przeszkadzał mi, ale chwilami miałam wrażenie, że jest trochę za bardzo wyeksponowany i kryminał schodzi na dużo dalszy plan.

Rozwiązanie całej zagadki satysfakcjonuje mnie na tyle, że sięgnę po następne ksiązki z cyklu.. Dostałam odpowiednią dozę tajemnic z przeszłości i mam nadzieję, że w nastepnych tomach będzie podobnie. Poza tym jestem trochę ciekawa jak dalej rozwinie się wspólne zycie Erici i Patrica. I jak ze swoimi rozterkami poradzi sobie Anna.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...