piątek, 7 grudnia 2012

"PRAWO MATKI" DIANE CHAMBERLAIN

Diane Chamerlain, to nazwisko od jakiegoś czasu pojawia się często na blogach. Spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami o jej twórczości, dlatego też kiedy podczas ostatniej wizyty w bibliotece, zobaczyłam na półce powieść "Prawo matki", nie zastanawiałam się ani chwili i wypożyczyłam.
 
W domu najpierw zabrała się za czytanie mama i widziałam, że bardzo jej się podoba. Od pewnego momentu wręcz z zazdrością obserwowałam, jak z zainteresowaniem odwraca kolejne strony i już nie mogłam się doczekać, kiedy przyjdzie moja kolej.
 
Od razu przyznam, że lekko się rozczarowałam. Autorka podąża moim zdaniem szlakiem wytyczonym przez Jodi Picoult. Trudny temat podany w łatwo przyswajalnej formie powieści obyczajowej. Matka, która jest zmuszona bronić swojego dziecka. Picult udaje się to raz lepiej, raz gorzej. Ponieważ to moja pierwsza książka Chamberlain, nie mogę jej ocenić na tle innych, ale ta wyszła tak sobie.
 
Piętnastoletni Andy cierpi na zespół alkoholowy płodu. Przez rok po narodzinach przebywał pod opieką rodziny zastępczej. Jego matka, Laurel po narodzinach pierwszego dziecka, córeczki, przechodziła depresję poporodową. Nie rozumiejąc tego jak może nie czuć miłości do własnego dziecka, zagłuszała swoje uczucia pijąc. W tym stanie zaszła w drugą ciążę i prawie przez cały jej czas nadużywała alkoholu.
Andy wrócił do rodziny, po tym jak zakończyła leczenie.
 
Laurel staje się nadopiekuńcza, chociaż tutaj akurat to nie powinno dziwić, tym bardziej, że niedługo potem umiera jej mąż. Pewnego dnia daje się jednak namówić córce i pozwala, by syn poszedł na zabawę dla młodzieży, która kończy się pożarem. Wkrótce potem staje się jasne, że pożar był wynikiem podpalenia, a Andy staje się głównym podejrzanym.
 
Akcja ksiązki toczy się na dwóch poziomach czasowych. Z jednej strony poznajemy obecne życie Andy'ego, Maggie, Laurel i jej szwagra, Marcusa. Obserwujemy to jak Maggie tęskni za ojcem, a jednocześnie stara się pomagać matce w opiece nad bratem, którego bardzo kocha. Wiemy, że coś w przeszłości musiało się wydarzyć między Marcusem i Laurel, bo atmosfera między nimi jest napięta. Wreszcie sami zadajemy sobie pytanie, czy Andy, chłopak z sercem na dłoni, którego jednak niektórzy równieśnicy nie akceptują, mógł posunąć się do tego by wywołać taką tragiedię.
 
Z drugiej strony poznajemy wczśniejsze losy Laurel, to jak poznała swojego męża, człowieka wyjątkowego, obdarzonego darem współodczuwania, dla ktorego zrozumienie innych jest wartością podstawową.
 
Książkę czyta się bardzo szybko, lekko i trudna tematyka nie jest tu żadną przeszkodą. W moim odczuciu jest ona jednak trochę niedopracowana. Weźmy na przykład to w jaki sposób autorka konstruuje postać męża Lourel. Jego główną cechą jest empatia w stosunku do innych ludzi, tymczasem rozwój akcji i jego działania temu przeczą. Nie bardzo rozumiem jak człowiek tak scharakteryzowany, mógł się w ten sposób zachować. Ale na tym poprzestanę, bo żeby właściwie wszystko wyjasnić, musiałabym opowiedzieć całą książkę.
 
Ta powieść na pewno nie jest zła, dla mnie była po prostu dobra, a spodziewałam się czegoś więcej. Są zwroty akcji, są zaskoczenia, ale w zakończeniu i całości nie znalazłam niczego nowego. W połowie zorientowałam się, jakie będzie rozwiązanie zagadki, bo podobny chwyt zastosowała w jednej ze swoich książek Picoult, ale myślę, że i bez tego można łatwo natrafić na właściwy trop.
 
 

3 komentarze:

  1. Lubię jej ksiązki nie czytałam jednej, a te ktore czytałam, warte są uwagi :) Jak będziesz miała okazję sięgnij po inne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi także w trakcie czytania tej książki nasuwało się porównanie do Picoult.Ale,że lubię jej książki to i ta mi się podobała:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Picoult zaczyna powoli nudzić, choć z ciekawości i tak zaglądam do każdej kolejnej jej książki.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...