piątek, 21 grudnia 2012

"OSTATNI MOHIKANIN" reż. MICHAEL MANN

Uważam, że adaptacje książek powinno się omawiać, znając pierwowzór. Ale tym razem tak nie będzie. "Ostaniego Mohikanina" Jamesa Fenimora Coopera czytałam już po obejrzeniu filmu. Było to dawno temu i pamiętam tylko, że okropnie męczyłam tą powieść. 
 
Filmweb
Akcja filmu toczy się w 1757 roku. Na kontynencie amerykańskim toczy się wojna o dominację między Anglikami, a Francuzami. Zarówno osadnicy, jak i rdzenni mieszkańcy są zmuszeni wybrać, kogo popierają. Jednak trzej ostatni przedstawiciele plemienia Mohikan są zdania, że  ten konflikt ich nie dotyczy. Zmienia się to kiedy podczas polowania są świadkami ataku na dwie córki angielskiego generała, które pod eskortą znajomego wojskowego i żołnierzy odbywają podróż do fortu William Henry, którego dowódcą jest generał Munro.
Zasadzka zorganizowana została przez Magua z plemienia Huronów, który chce się zemścić na generale za swoje krzywdy i zabić Corę i Alice Munro.
 
Chingachgook wraz z rodzonym synem, Unkasem i adoptowanym, Nathanielem pomagają przedostać się ocalałym z napaści Corze i Alice, a także ich przyjacielowi - Duncanowi. Podczas tej wędrówki ujawnią się różnice w spojrzeniu na otaczającą ich rzeczywistość.
 
"Ostatni Mohikanin" to na pierwszym planie piękna opowieść miłosna. Między Corą i Nathanielem rodzi się uczucie ponad oczekiwaniami otoczenia. Ale o tym napiszę na końcu, bo moim zdaniem film ten przekazuje dużo więcej treści.
 
Weźmy na przykład to, jak są tu ukazane postacie kobiece. Z jednej strony mamy Corę Munro. Grana przez Madeleine Stowe, jest silną osobą o ukształtowanym charakterze i poglądach. Od pierwszych scen widzimy jej zdecydowanie. A poznajemy ją w sytuacji trudnej, bo w czasie, kiedy jest proszona o rękę przez Duncana, przyjaciela, podwładnego jej ojca, osobę, którą jej otoczenie uznaje za człowieka godnego szacunku. Cora podchodzi do tych oświadczyn bardzo sceptycznie, mówi wprost, że nie kocha Duncana i nie jest przekonana do związku opartego tylko na więzach przyjaźni. Kiedy oznajmia to Duncanowi, mężczyzna jest przekonany, że powinna odłożyć swoje obawy na bok i pozwolić zdecydować za siebie i powierzyć decyzję o małżeństwie ojcu, który jest jego zwolennikiem.
Widać tutaj wizję roli kobiety, jako tej podporządkowanej najpierw ojcu, a potem mężowi, bo przecież to mężczyźni są rozsądniejsi i do nich powinno należeć decydujące słowo.
 
Siostra Cory, Alice wydaje się być typowym produktem epoki. Jest w delikatniejsza i mniej wytrzymała. Ale to tylko początkowe wrażenie, bo przeżycia jakie przeszła po ataku i poddaniu fortu Francuzom, sprawiają, że i ona zmienia się i na końcu samodzielnie wybiera swój los.
 
Trzeba też wspominieć i o osadnikach. Życie jakie wybrali zmusza do równego podziału ról. Tutaj kobieta i mężczyna są równi. Niebezpieczeństwa jakim są zmuszeni stawiać czoło, codzienna walka o byt, sprawia, że ich zachowanie przepełnione jest miłością i wzajemnym szacunkiem.
 
 
"Ostani Mohikanin" to film o powstawaniu nowego porządku. Ludzie, którzy zdecydowali się szukać swojego miejsca na nowym kontynencie, widzą swoją przyszłośc w innych kategoriach. Ich pierwszym obowiązkiem jest zadbanie o rodziny. A drugim lojalność wobec Anglii. I tutaj obserwujemy jak ta lojalość powoli przestaje obowiązywać. Osadnicy decydują się dołączyć do walczących żołnierzy dopiero, kiedy zostanie im zagwarantowane prawo do powrotu, gdyby ich domy znalazły się w niebezpieczeństwie.
Duncun obseruje te negocjacje ze zdziwieniem i oburzeniem. A przecież te rodziny nie dostały żadnej pomocy ze strony swojego kraju, kiedy decydowały się na przybycie w to nowe miejsce. Zostali sami ze swoimi problemami, a Korona przypomina sobie o ich istnieniu, kiedy potrzebuje pomocy w bezsensownej wojnie, która tak do końca osadników nie dotyczy. Ich życie się nie zmieni, bez względu na wygraną. Tylko oni sami, ciężką pracą są w stanie zapewnić sobie godne warunki.
Pod tym względem jest to film o kształtowaniu się całkiem nowej społeczności, która w końcu unielzależni się od Anglii.
Duncun jest typowym przedstawicielem społeczeństwa angielskiego, które jeszcze nie rozumie pragnienia wolności i niezależności osadników. Jego życie to obowiązek, poddanie Koronie. I wszystkich innych chce takim kategoriom podporządkować.
Ameryka to jednak Nowy Świat, piękny w swojej dziewiczej przyrodzie, ale to również miejsce, gdzie wszystko trzeba sobie wywalczyć, a każdy nowy dzień przynosi nowe trudności.

Ten film to miłość, zemsta i chciwość, trzy uczucia, które napędzają ludzkość, na ich kanwie można zbudować bardzo widowiskowy film. I to się niewątpliwie udało reżyserowi. Lasy pełne zwierzyny, piękne wodospady, dzikie rzeki i góry. Akcja toczy się w otoczeniu zapierających dech krajobrazach i stanowi świetne tło dla opowiadanej historii.
Uczucie rozkwitające pomiedzy Corą i Nathanielem jest widoczne w spojrzeniach, drobnych gestach, a potem w żarliwych zapewnieniach, które być może brzmią nieco melodramatycznie, ale zarówno Madeleine Stowe, jak i Daniel Day - Lewis są tak dobrymi aktorami, że potrafili udźwignąć ten ładunek emocjonalny, a ich uczyniła go wiarygodnym.

A na koniec fragment z soundtrucku z udziałem Clannad:





The Last of the Mohican
produkcja: USA
premiera: 1992
reżyseria: Michael Mann
Scenariusz: Philip Dunne, Michael Mann, Christopher Crowe, John L. Balderston, Paul Perez, Daniel Moore.

Zdjęcie nr 2: http://modaija.pl/ostatni-mohikanin-i-prywatne-zycie-sherlocka-holmesa/
Zdjęcie nr 3:
http://www.telemagazyn.pl/programtv/3555739117,ostatni_mohikanin,id,t.html
Zdjęcie nr 4: http://kinofilka.blogspot.com/2011/06/dzien-taty.html


 
 
 
 

6 komentarzy:

  1. Jest to rzeczywiście przepiękny film. Osobiście cenię go za wspaniałą grę aktorską i to nie tylko wymienionej przez Ciebie pary, choć niewątpliwie najbardziej urzekła mnie gra Daniela Day-Lewisa. Kocham także cudowną muzykę , która w tym filmie odgrywa niebagatelną rolę, stanowi jedność z przepięknymi krajobrazami i toczącą się akcją.

    Książkę czytałam dawno, dawno temu i nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skupiłam się na najważniejszych dla mnie elementach, bo tak naprawdę można było napisac o tym filmie dużo więcej. Co do aktorów, to tam chyba nie ma złej roli.

      Usuń
  2. Nie znam ani książki (choć mam ją - w tej chwili w którymś z kartonów), ani filmu - przy jakiejś okazji chętnie nadrobię, bo to, co napisałaś o postaciach kobiecych, brzmi dla mnie ogromnie zachęcająco. Zacznę od książki (nie lubię inaczej i też myślę, że to jest najlepsza kolejność poznawania czegokolwiek: najpierw książka, potem film), ciekawe, jakie będą moje wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też staram się zaczynać od książki, choć nie zawsze jest taka możliwośc. Twórczość Elizabeth Gaskell poznałam najpierw na przykładzie filmów i ksiązki tylko mnie utwierdziły we wszelkich pozytywnych wrażeniach. Tu niestety tak nie było.

      Usuń
    2. To rzadka sytuacja (w każdym razie mnie się ona zdarza rzadko), ale rzeczywiście bywa tak, że film jest lepszy od książki (nie mówię o sytuacjach, gdy książka powstaje na podstawie filmu, nie spotkałam się jeszcze z dobrym wynikiem takiego pisania).
      Do Gaskell dopiero się przymierzam, więc dobrze mieć pozytywny sygnał :)

      Usuń
  3. Książka z reguły jest lepsza od filmu, ale nie tym razem. Przy powieści trochę się utrudziłem (a lubię historie o Indianach), za to film należy do moim ulubionych. Zresztą cały pięcioksiąg przygód Sokolego Oka mnie nużył.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...