poniedziałek, 17 grudnia 2012

"MĘŻCZYZNA W BRĄZOWYM GARNITURZE" AGATHA CHRISTIE

Po kryminały Agathy Christie sięgam bez żadnego wczesniej ustalonego schematu. Z racji tego, że do tej pory czytałam tylko kilka z nich, mogę prawie po omacku wybrać z bibliotecznej półki, pierwszy, który trafi w moje ręce. I tak tez czynię.
Nic więc dziwnego, że trafiam różnie, raz lepiej, raz gorzej.
 
Tym razem główną bohaterką jest młoda dziewczyna, Anna Bedingfeld. Niedawno umarł jej ojciec, naukowiec - pasjonat, niestety bez zdolności pozyskania większego majątku. Sprzedaż całego dobytku, akurat wystarcza na spłatę długów i tyle. Na szczęście Anna zostaje zaproszona przez znajomych do Londynu, gdzie postanawia poszukać pracy. Podczas powrotu ze spotkania jest świadkiem śmierci człowieka. Obdarzona zmysłem obserwatorskim, uważa, że ta śmierć nie było przypadkowa. Tym bardziej, że przy zdarzeniu był obecny człowiek ubrany w brązowy garnitur. Osoba o tym samym rysopisie była widzina w okolicy, gdzie została zamordowana pewna aktorka. Anna postanawia rozwiązać całą zagadkę.
 
Kryminały Christie sa wciągające, są jak narkotyk, jak raz zaczniesz czytać, chcesz więcej i więcej. W tym konkretnym przypadku, powieść ma dużo więcej rozmachu, niż te, które czytałam do tej pory. Wraz z Anną odbywamy podróż stakiem, potem pociągiem, podczas której dziewczyna przeżywa całą masę przygód. Zostaje porwana, więziona, a przy tym ani razu nie traci głowy i konsekwentnie zbiera wskazówki, by rozwiązać tajemnicę śmierci w metrze.
 
Niewątpliwie ta powieść jest nieco naiwna. Bohaterka z każdej opresji wychodzi bez szwanku. Nic nie jest w stanie jej zatrzymać, czy przestraszyć, a pewne rozwiązania fabularne są generalnie rzecz biorąc nieco naciągane. Tyle, że absolutnie mi to nie przeszkadzało, raczej odebrałam to jako niezamierzony być może efekt komediowy, który wyszedł na jaw po latach. Taki kryminał retro, w którym absolutnie nie wierzymy, że historia mogła mieć miejsce, ale co pozwala nam dobrze się bawić podaczas jej czytania. W powieści występuje też cudownie wręcz staroświecki wątek romansowy, z tajemniczym mężczyzną i rozmaitymi przeszkodami na drodze do szczęśliwego zakończenia.
No i tradycyjnie, zagadki morderstwa nie udało mi się rozwiązać.
 
Na początku wydawało mi się, że moja ulubiona biblioteka jest bardzo dobrze zaopatrzona w dzieła Agathy Christie. Teraz już wiem, że tylko tak mi się wydawało. Chyba szykuje się kolejne uzależnienienie, skłaniające do kupna kolejnych pozycji z listy.

2 komentarze:

  1. bardzo lubię ten kryminał - rzeczywiście jest miejscami bardzo naiwny, ale uroczy...

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest jeden z tych kryminałów Christie, które mi się bardzo średnio czytało (za to moja koleżanka wpadła w swoistą manię na punkcie "Mężczyzny w brązowym garniturze" - z powodu opisu brakchycefalicznej - dobrze pamiętam? - czaszki. Tak się zakochała w tej czaszce, że potem o każdym chłopaku, który jej się podobał, stwierdzała: on ma taką czaszkę, a o każdym, który jej się nie spodobał, mówiła z pogardą: on nie ma TEJ czaszki. Christie chyba nie spodziewałaby się, ile passusem o czaszce można narobić).
    W ogóle - poza genialnymi "Dziesięcioma Murzynkami" - niechętnie podchodzę do tych kryminałów Christie, w których nie pojawia się Poirot, panna Marple lub Tommy i Tuppence. No, jeszcze "Tajemnica siedmiu zegarów" była dobra - ale już na przykład przy "Pasażerze do Frankfurtu" od lat nie mogę przebrnąć poza pierwsze strony. Jakoś gdy zabraknie Poirota, Jane Marple lub Beresfordów, Christie popada w oklepane i irytujące schematy powieści sensacyjno-szpiegowskiej, która mi działa na nerwy.
    Polecam Ci "Wigilię Wszystkich Świętych", no i klasykę - "Dziesięciu Murzynków" (wolę to tłumaczenie od "I nie było już nikogo"). I trochę Ci zazdroszczę, że masz przed sobą tyle odkrywania Chrsitie - mnie pozostały już głównie powtórki (które robię sobie z ogromną przyjemnością).

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...