poniedziałek, 10 grudnia 2012

"BĄDŹ ZDROWA, LIZBONO" ANA VELOSO

Czasem potrzebna jest chwila oddechu. Książka, w której akcja płynie wartko, fabuła cudownie się plącze. Coś co fajnie poczytać, gdy za oknem szybko robi się ciemno, przy dużym kubku herbaty z cytryną.
 
Juliana, zdrobniale nazywana Juju, jest córką bogatego plantatora dębów korkowych. Jej rodzina mieszka w dużym domu, ojciec pochłonięty jest interesami, zaś główne zmartwienie matki, to chęć jak najkorzystniejszego wydania za mąż swoich córek. W chwili, gdy poznajemy Juju, dwie jej siostry są zamężne.
Dziewczyna potajemnie spotyka się z Fernandem, biednym, ale bardzo ambitnym chłopcem z wioski. Dla Juju różnice klasowe pomiedzy nimi nie mają znaczenia, ale pewnego wieczoru, rodzice chcieliby, żeby znalazła sobie znacznie korzystniejszą partię. Okazaja niebawem się nadarza i choć Juju nadal czuje coś do Fernanda, to jednak uświadamia sobie, że być może dzieli ich przepść. Co więcej, daje to odczuć młodemu mężczyźnie. Fernando wyjażdża, a Juliana poślubia kogoś z jej sfery. Po latach jednak spotykają się ponownie.
 
Dawno nie czytałam tak irytującej mnie książki. Będąc w połowie myślałam, że nie przebrnę do końca, ale się zawzięłam. I mogę tylko powiedzieć, że nic się nie zmieniło.
"Bądź zdrowa, Lizbono", to saga rodzinna, obserwujemy więc życie trzech pokoleń, na przestrzeni lat i wydarzeń, które zmieniły oblicze świata. Tylko, że na stronach tej powieści praktycznie tego nie odczuwamy. Obie wojny są skwitowany zaledwie paroma zdaniami, bohaterowie niby awansują do sfer politycznych Portugali, ale tak naprawdę nie ma to praktycznie żadnego wpływu na ich życie.
 
Poza tym w tej powieści nie ma sympatycznej postaci. Juju, którą początkowo postrzegałam jako młodą, niezależną kobietę, okazała się samolubną i interesowną kobietą. Cała historia miłosna między nią, a Fernandem jest rozciągnięta do granic możliwości i wywołuje tylko uczucie zniecierpliwienia, a wielkiej miłości i porozumienia między nimi tak naprawdę nie widać. Ich działania ranią nie tylko ich współmałżonków, ale również i dzieci.
Ponadto autorka wykazuje wyjątkowe niezdecydowanie co do cech charakteru postaci, które stworzyła. Po dużych przeskokach czasowych zachodzą w poszczególnych bohaterach tak wielkie zmiany, np. w dzieciach Juju, że w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy Ana Veloso miała jakieś założenia na początku pisania, czy po prostu zmieniała koncepcję w trakcie. Wiele na to wskazuje, bo nawet obiecujące wątki, autorka porzuca, lub rozwiązuje w sposób naprawdę banalny i nic nie wnoszący do akcji.
 
Rozczarowałam się okrutnie i naprawdę nie polecam.
 
 

7 komentarzy:

  1. No patrz, a to jedna z bardziej lubianych przeze mnie książek. Widać styl pisarski Veloso nie odpowiada tobie. Mnie też nieraz irytują książki, którymi ktoś inny się zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było moje drugie podejście do Veloso. "Zapach kawy" mnie nie oczarował, ale też nie rozczarował. "Bądź zdrowa, Lizbono" to jednak całkiem inna bajka.

      Usuń
  2. Lubię romanse, ale nie te ciągnące się jak flaki z olejem, a witać, ta książka do takich należy. Może kiedyś jak będę się bardzo nudzić przeczytam, by sama się przekonać, czy jest aż taka zła.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij, jak będziesz miała czas. Czytałam dużo pochlebnych opinii o ksiązkach Veloso. Niestety ja ich nie podzielam. :)

      Usuń
  3. Oj, rozciągnięta jak gumka historia miłosna brzmi okropnie. Szkoda, gdy książka pozostawia po sobie takie kiepskie wrażenia - człowiek wtedy żałuje czasu, który mógł poświęcić czemuś ciekawszemu.
    Mam wrażenie, że granica między pokazaniem radykalnych zmian w charakterze bohatera a niekonsekwencją w kreacji postaci jest bardzo cienka. Tu, sądząc po Twoim opisie, najwyraźniej autorka granicę tę przekroczyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka razy miałam odłozyć tą książkę, ale stwierdziłam, że przeczytam. Miałam nadzieję, że może coś się zmieni.

      Tutaj miałam wrażenie, że autorka tak modyfikuje charaktery postaci, jak jej to akurat jest potrzebne. Nie lubię czegoś takiego, bo moim zdaniem świadczy to o niedopracowaniu pomysłu.

      Usuń
    2. Brzmi trochę jak "opkoblogaskowe naginania charakterów" ;) Dla mnie to zdecydowana nieumiejętność oddania i psychiki bohaterów, i przekonującego pokazania zmian w tej psychice. W każdym razie - szkoda nieudanej lektury.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...