piątek, 16 listopada 2012

"NATALII 5" OLGA RUDNICKA

Tajemnice rodzinne bywają kłopotliwe. Szczególnie kiedy wychodzą na jaw niespodziewanie i w bardzo dziwnych okolicznościach. Ale taki punkt wyjścia może również być początkiem kryminału z zacięciem humorystycznym, a takim właśnie kryminałem jest "Natalii 5" Olgi Rudnickiej.
 
Jarosław Sucharski popełnia samobójstwo. Jako, że decyzja o tak dyrastycznym kroku, została przez niego gruntownie przemyślana, zostawia szczególowe wytyczne co do majątku, który po sobie pozostawił. Cały spadek zostaje podzielony między jego pięć córek. Szkopuł w tym, że te nic o sobie nie wiedziały, żyły swoim życiem, tylko z rzadka widując się z ojcem. Nic więc dziwnego, że w biurze notariusza wszystkie Natalie, bo pan Sucharski wszystkim im nadał jedno imię, przeżyły szok.
Spadek, niemały oczywiście, jednak przyjmują, a potem razem zamieszkują w domu pozostawionym im przez ojca. Na miejscu orientują się, że z domem związana jest tajemnica i nie tylko im zależy na jej rozwiązaniu.
 
Intryga jak z Chmielewskiej i wszystkie skojarzenia z tą pisarką są nader słuszne. Ale książka Rudnickiej broni się sama w sobie. To nie jest kryminał rodem z Agathy Christie, ale fabuła jest bardzo zgrabnie nakreślona, czyta się szybko, a wybuchy śmiechu następują na tyle często, by powieść dobrze się sprawiła jako poprawiacz humoru w jesienne wieczory.
 
Jasne, że można trochę powybrzydzać. Wszystkie córki Sucharskiego  znajdują się w takim momencie życia, że bez żalu porzucają swoje dotychczasowe miejsca zamieszkania i matki, i ochoczo przenoszą się do nowego lokum. Można też mieć zastrzeżenia do wątku policyjnych sledczych, bez których w zasadzie książka mogłaby się świetnie obyć, ale tak szczerze, to wszystko to ledwo się zauważa podczas lektury.
 
Rudnicka stworzyła powieść barwną, z humorem. Siostry prezentują skrajnie różne postawy życiowe, od karierowiczki, przez nadopiekunczą, opuszczoną przez męża matkę, po zahukaną małolatę. Ich słowne potyczki, wyznaczanie własnego "terytorium" - wszystko to obserwujemy z wielka frajdą. Tym bardziej, że dziewczyny choć różne, to jednak obdarzone w istocie podobnym temperamentem.
Historia jaką wymyśliła pisarka jest ciekawa, w kilku miejscach czeka nas zwrot akcji i parę zaskoczeń, a kulminacyjna scena rozwiązania tajemnicy mile zaskakuje szybkim tempem i sprawnym wykorzystaniem potencjału tkwiącego w poszczególnych bohaterach. Podoba mi się niewymuszony styl autorki i jej poczucie humoru i ironii. Stanowczo będę sięgać po inne książki Olgii Rudnickiej. Dobrze, że jeszcze ich kilka jest w zapasie. 
 
 

6 komentarzy:

  1. Czytałam "Martwe jezioro" i "Czy ten rudy kot to pies?" - oczywiście skojarzenia z Chmielewską pchały się drzwiami i oknami. Pokochałam panią Olgę przede wszystkim za humor. Watek kryminalny może nie jest zbyt oryginalny, ale książki czyta się szybko i przyjemnie.
    Natalii5" jeszcze przede mną, ale już powieść stoi na mojej półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Martwe jezioro" też mi się podobało. Wątek kryminalny jest raczej w cieniu humorystycznego. ciekwa jestem, czy tak jest we wszystkich powieściach tej autorki.

      Usuń
  2. Jak zobaczyłam tytuł tej książki przyszła mi na myśl piosenka Rynkowskiego "Natalie" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Póki co przeczytałam "Martwe jezioro". Dawno nie odpoczęłam przy czytaniu tak, jak przy tej książce. Nie mogłam się od niej oderwać i mimo braku czasu i czytania jej między pracą a domowymi porządkami przeczytałam ją w ciągu jednego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo książki Rudnickiej czyta się bardzo lekko. Naprawdę odstresowujące są te powieści, choć słyszałam, że najnowsza jest całkiem poważna i szczerze powiedziawszy bardzo jestem jej ciekawa.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...