wtorek, 30 października 2012

"ZIMOWY MONARCHA" BERNARD CORNWELL

Legenda arturiańska jest pełna magii i niezwykłych wydarzeń. Temat nośny zarówno książkowo, jak i filmowo. Wystarczy wspomnieć "Excalibur", "Rycerza Okrągłego Stołu", "Króla Artura", "Merlina", czy ostatnio serial "Camelot".
Atmosfera nierealności to coś, co zawsze mnie pociągało w legendach o Arturze, Lancelocie i Ginewrze. Swego czasu z wypiekami na twarzy przeczytałam "Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley i cykl "Pendragon" Stephena Lawheada.
 
"Zimowy monarcha" przyciągnął mnie właśnie tym, że podobnie jak wcześniej wspomniane ksiązki "pisze" historię arturiańską na nowo. Szkielet całego nurtu jest ogólnie znany, od cudownych narodzin Artura, przez zdobycie władzy, panowanie, małżeństwo z Ginewrą i jej późniejszy romans z Lancelotem, po śmierć króla. Szkopuł w tym by ten zarys fabuły przedstawić w inny, może bardziej interesujący sposób.
Cornwell opowiada legendę z punku widzenia Derfela - sieroty przygarniętej przez Merlina, który później staje się jednym z zołnierzy Artura. Po latach spisuje swoje wspomnienia.
 
Wersja Cornwella jest z intrygująca, bo odarta z magii. Owszem pojawia się Merlin, jest i wyznająca wiarę w dawne bóstwa Morgana, ale ich działania to tylko kuglarskie sztuczki, bo jak przyznają sami bohaterowie krążą tylko pogłoski o ich wspaniałych czynach. "Zimowy monarcha" nie przedstawia świata pełnego piękna i nadziei. To wszechobecny brud i obawa o przyszłość Brytanii, ktora pogrąża się w wewnętrznych wojnach, a dawny porządek zastepuje coraz bardziej inwazyjne chrześcijaństwo.
 
Cornwell postawił na realizm, czyniąc ze swoich bohaterów zwykłych ludzi, którzy bardzo często się mylą, a szlachetność ich decyzji stoi pod znakiem zapytania. Po pierwszym tomie, rozpisanej na trzy częsci opowieści, trudno znaleźć tam czysto pozytywny charakter. Autor z pewnością wykorzystuje znaną linię fabularną, ale generalnie karze czytelnikowi weryfikować swoje wyobrażenia. To dobrze, bo lektura zaskakuje.
 
Powieść jest napisana bardzo dobrym stylem, czerpie inspirację, ale nie odtwarza bezmyślnie schematów. A mimo to przeleżała u mnie na pólce dobrych kilkanaście  miesięcy i przeleżały by jeszcze kilka, gdyby nie wyzwanie.
Z tego co tej pory napisałam, nie wynika, czy "Zimowy monarcha" mi się podobał. Odpowiedź na to pytanie dla mnie jest prosta.
Obiektywnie rzecz oceniając, to bardzo dobra książka. Wciągająca, trzymająca w napięciu. Ale nie dla mnie. Chyba za bardzo jestem przywiązana do pełnej magii wersji legendy arturiańskiej, by tak po prostu porzucić swoje wyobrażenia.
Czekałam kiedy mnie zaczaruje Cornwell, a to niestety nie nastapiło, dlatego bez żalu porzucam ten cukl i nie przeczytam następnych tomów. Ale rozumiem wszystkich, którym się podobało.

3 komentarze:

  1. Ja jestem rozdarta Autor mnie zauroczył, pokochałam całą trylogię, ale mimo to Merlin ma dla mnie twarz Colina, Artur jest Bradleyem. Paranoja :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja książki jeszcze nie czytałam, choć zastanawiam się nad zakupem. Ciekawe czy podczas lektury miałabym podobne wrażenie, bo uwielbiam ten serial i Merlin w mojej wyobraźni zawsze będzie młodym, pociesznym chłopakiem o twarzy Colina ;)

      Usuń
  2. Nie oglądam serialu, więc nie będę miała rozterek podobnych do Kasiek ;) Myślę, że dam szansę tej książce.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...