wtorek, 21 sierpnia 2012

"ZŁOTO ZOI" PHILIP SINGTON

Kocham kupować książki, kocham czytać nowości, ale uwielbiam też mój sobotni rytuał chodzenia po bibliotece i powolne decydowanie, co wziąść tym razem do domu.

Czasy wojen, przewrotów, rewolucji są świetnym tłem dla powieści. Nic tak nie dodaje dramtyzmu jak umieszczenie fabuły w momencie przełomowym, kiedy konczy się stary porządek świata, a zaczyna coś nowego, jeszcze nie do końca ukształtowanego i znanego. Historie miłosne, życie zwykłych ludzi wydaje się wtedy bardziej intrygujące, bo nikt nie wie, co przyniesie następny dzień.

Zoję poznajemy, kiedy tej wydaje się, że już wie co ją czeka. Zamknięta w bolszewickim więzieniu, brutalnie przesłuchiwana, codziennie obserwuje kolejne kobiety wyprowadzane na śmierć. Nieuchronnym znakiem końca jest rozkaz, by pozbierać swoje rzeczy. Pewnego dnia i ona słyszy takie polecenie. Jest przerażona, a ja razem z nią, bo przez te kilka stron zdążyłam się przywiązać do tej młodej dziewczyny przetrzymywanej w nieludzkich warunkach.
Zaczyna się nastepny rozdział i już wiem, że Zoja się uratowała. Została malarką, której intrygujące obrazy fascynują kolekcjonerów i krytyków sztuki. Zainteresowanie budzi nie tylko jej niezwykła technika malowania na złocie, ale i burzliwe, pełne zagadek i tajemnic życie.
Jedno i drugie bada były marszand Marcus Elliot, człowiek, ktorego życie jest na krawędzi. Zlecenie napisania artykułu o Zoi miało być nowym początkiem, punktem zaczepienia. Przeglądając papiery, listy i dokumenty odkrywa nowe fakty z życia sławnej malarki.

Zoja przedstawiona jest jako kobieta pełna sprzeczności. Wychowana w bogatym domu związanym z dworem Romanowów, zmuszona jest pożegnać się z życiem, ktore dla niej zaplanowno. Jednak śmierć carskiej rodziny i rządy bolszewików oferują jej też pewną wolność. Dziewczyna rzuca się w wir ryzykownych zabaw złotej młodzieży. Jest pełna życia i energii, żyje dniem dzisiejszym nie przejmując się co przyniesie jutro. Postać, którą stworzył Philip Sington intryguje. Jej przeszłość poznajemy w epizodach. Składamy ją wraz z Marcusem z pomocą niechronologicznych listów, wspomnień osób, które ją znały, z obrazów. Powoli wyłania się portret osoby pełnej sprzeczności, której chyba nikt nie poznał do końca. Ten barwny obraz psychologiczny jest jednym z wątków tej powieści.
Drugi to proces odkrywania tajemnic Zoi przez Marcusa Elliota i jego własne problemy, które przegrywają z tym osobliwem śledztwem, stającym się isotą jego życia. Próba dotarcia do prawdy o malarce, zmusza go do przeanalizowania swojego życia.

"Złoto Zoi" to po trosze powieść detektywistyna. Elliot błądzi wśród poplątanych wskazówek, próbuje poskaładać luźne epizody, listy od byłych kochanków, wspomnienia w spójną całość. Dosyć szybko orientuje się, że zlecenie wcale nie jest okazją do szybkiego zarobku. Czytelnik zostaje razem z nim wplątany w sieć domysłów, coraz bardziej sensacyjnych scenariuszy, aż w końcu zaczynamy się zastanawiać, co tak naprawdę w tej opowieści jest prawdą, a co świadomą kreacją artystki.

Z dwóch wątków powieści dużo bardziej zainteresowało mnie życie Zoi, jej wybory i tajemnice. Rozwiązanie wątków jest bardzo satysfakcjonujące i z rosnącą niecierpliwością składałam wszystkie wskazówki, a mimo to zakończenie mnie zaskoczyło. Zoja wzbudziła moją sympatię, kiedy już wydawało mi się, że wiem o co chodzi w jej życiu, autor mnie zaskakiwał i musiałam zweryfikować wszystkie swoje założenia. Wątek współczesny natomiast mnie znudził. Odniosłam wrażenie, że Sington nie może się zdecydować w jakim kierunku pchnąć fabułę w czasach współczesnych. Z jednej strony dużo tu powieści detektywistycznej, z drugiej w pewnym momencie wszystko zaczyna skręcać ku powieści sensacyjnej. W połączeniu z osobą bohatera, którego tak daleko idące zaangażowanie staje się w koncu obsesją, sprawia wrażenie niewiarygodnego. Autor karze się motać Marcusowi pomiędzy pragnieniem poznania prawdy o Zoi, a chęcią wyprowadzenia swojego życia na proste tory, wpątując go przy okazji w sensacyjne rozgrywki rodem z thillerów. Za dużo tego wszystkiego. Kolejne pietrzące się przed Marcusem trudności zaczynały mnie nużyć. Z tym większą chęcią wracałam do spokojniejszego wątku Zoi, który niósł jednak ze sobą dużo większy ładunek emocjonalny, pozwalający się zaangażować w losy bohaterki.

Powieść Singtona niełatwo zaszufladkować, choć moim zdaniem nie jest to jej atut, mimo to polecam, bo autorowi udało się stworzyć postać, która zapada w pamięć i wymyka się łatwym osądom.


Philip Sington
"Złoto Zoi"
Muza
Warszawa 2007




1 komentarz:

  1. Ja również uwielbiam kupować książki, ale biblioteki oferują perełki, które nigdzie nie można już dostać i to jest ich ogromny plus :) Widzę, że trafiłaś na ciekawą powieść - osobiście lubię historie o kobietach pełnych sprzeczności, a jej malarska kariera to kolejny wabik, gdyż mam słabość do artystów ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...