czwartek, 23 sierpnia 2012

"ŻONA DYPLOMATY" PAM JENOFF

"Żona dyplomaty" to kontynuacja powieści "Dziewczyna komendanta". Ostatnio chyba mam szczęście do czytania powiązanych ze sobą książek w odwrotnej kolejności, ale ponieważ powieści Jenoff znikają z półki w mojej ulubionej bibliotece, jak tylko tam wrócą, postanowiłam zaryzykować i przeczytać od razu drugą część.

Marta zostaje uratowana z niemieckiego obozu koncentracyjnego i trafia do obozu przejściowego, gdzie nabiera sił, by rozpocząć nowe życie w powojennej rzeczywistości. Jest szczęśliwa, że udało jej się przeżyć koszmar wojny i tortur. W szpitalu poznaje nowych ludzi, bardzo zaprzyjaźnia się młodą dziewczyną - Rose, ale szczególną więź czuje z młodym amarykańskim żołnierzem, który odnalazł ją w celi obozu. Niestety, Rose umiera, ale jej ostatnim życzeniem jest, by Marta wyjechała, wykorzystując jej dokumenty do Anglii.

Nie powiem, zaciekawiły mnie losy Marty i przeczytałam tą książkę bardzo szybko, ale prawda jest też taka, że próżno tu szukać jakiejś poważniejszej treści, czy głębszego przekazu. "Żona dyplomaty" jest połączeniem powieści sensacyjnej z romansem. O ile warstwa sensacyjna nawet mnie przekonała i trzymała w napięciu, to wątek romansowy bardzo mnie znudził. Przede wszystkim drażniły mnie wręcz niesamowite zbiegi okoliczności. W powojennym chaosie, jaki panuje w Europie, Marta praktycznie bez problemu trafia na Paula. Jenoff starała się oddać zagubienie młodej dziewczyny po naprawdę trudnych przeżyciach. Obdarzyła ją wolą przetrwania i z tej perspektywy jej uczucie do żołnierza jest w pełni zrozumiałe, ale osobowość głównej bohaterki absolutnie mnie nie przekonała. Odniosłam wrażenie, że jest zbyt naiwna i łatwowierna, a przez to wydała mi się mało wiarygodna. Z tego samego powodu nie uwierzyłam w gorącą miłość Marty i Paula, która rozwinęła się z zastraszającą wręcz prędkością.

"Żona dyplomaty" napisana jest bardzo prostym językiem. Jednak biorąc pod uwagę, że autorka posłużyła się formą pierwszoosobową, pewną nieporadność można wybaczyć. W końcu jeżeli coś komuś opowiadamy, nie silimy się na wymyślne formy, ale wrażenie niewyrobienia stylu pozostaje. Przeszkadzało mi to wczuć się w całą historię, bo dla mnie sposób pisania Jenoff jest taki suchy i pozbawiony dramatyzmu. Kolejne wydarzenia praktycznie nie zostawiły we mnie żadnego poczucia zaangażowania w koleje losów Marty. Generalnie była mi przez większość powieści obojętna.

Mam mieszane uczucia wobec tej pisarki. Z jednej strony podobają mi sie pomysły, na jakich opiera swoje powieści, z drugiej razi mnie wykonanie. W "Żonie dyplomaty" jest za dużo zwykłego romansu, a za mało realizmu. Trudno mi jednak jednoznacznie odradzić Wam przeczytanie tej powieści, bo wiem, że choć nie będę z niecierpliwością wyczekiwać następnej książki Jenoff, to jednak pewnie wezmę do domu, kiedy zobaczę ją na półce w biliotece.


Pam Jenoff
"Żona dyplomaty"
Mira
Warszawa 2009



4 komentarze:

  1. Ja czytałam "Dziewczynę komendanta" tej autorki i miałam raczej złe wrażenia. Byle jaki język, niesamowite zbiegi okoliczności, naiwne postacie. Najbardziej jednak mnie zgniewała niewiedza historyczna autorki. Kampania wrześniowa według niej trwała dwa tygodnie, z getta można było uciec bez najmniejszych trudności, itd. Co ciekawe, Pam Jenoff ukończyła studia historyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że w książce tyle uchybień - widocznie autorka nie miała pomysłu na inny przebieg akcji. Początkowo byłam zainteresowana tą pozycją, teraz trochę mniej - jeśli już sięgam po romanse, to zdecydowanie wolę te bardziej wyszukane :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I czesc IHMO jest fatalna... druga niewiele lepsza

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie, i dalej od lektury, tym bardziej nie chce mi się sięgać po kolejne książki tej autorki. Tyle jest lepszych powieści i nie tylko. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...