środa, 29 sierpnia 2012

"LUCIA, LUCIA" ADRIANA TRIGIANI

Słodka, różowa okładka, z dziewczyną wyglądającą na prawdziwą elegantkę. Myślałam, że bedzie to powieść o perypetiach młodej dziewczyny i jej kolejnych miłościach. W pewnym sensie miałam rację, ale nazwanie tej książki romansem byłoby wielką pomyłką.
 
Lucia Sartori jest córką zamożnych emigrantów z Włoch. Jej ojciec wraz z jej braćmi prowadzi bardzo popularny sklep spożywczy, a ona sama pracuje jako krawcowa w domu towarowym B. Altmana. Poznajemy ją w takim momencie, który powinien stać się jednym z najszczęśliwszych wspomnień. Tego dnia mają być ustalone szczegóły jej ślubu z najprzystojniejszym chłopakiem z dzielnicy - Dante DeMartino. W trakcie uroczystej kolacji dziewczyna orientuje się jednak, że życie, jakie będzie wiodła u boku przyszłego męża, jej nie odpowiada. Decyduje się zerwać zaręczyny. Niedługo potem w pracy poznaje fascynującego mężczyznę, całkiem innego od znanych jej synów włoskich emigrantów. Całym sercem angażuje się w nowy związek, ale jednocześnie cieszy się poczuciem niezależności, jakie daje jej praca. Wkrótce okazuje się, że życie zgotowało dla niej jeszcze niejedną niespodziankę.
 
Adriana Trigiani zabiera nas w podróż do Nowego Jorku lat 50 - tych, w środowisko emigrantów. Kreśli obraz społeczności, która pragnie wtopić się w otoczenie kraju, który stał się ich ojczyzną, ale jednocześnie zachować tradycje i obyczaje jakie pamięta z Włoch. Rodziny szanujące przede wszystkim ojcowskie decyzje, kobiety czuwające nad ciepłem domowego ogniska, synowie pracujący i rozwijający rodzinne firmy, wreszcie ciągle obecne w pamięci wspomnienia jeszcze nie tak dawno aranżowanych małżeństw. Ten obraz tchnie spokojem i stałością, ale młodzi chcą żyć innym życiem. Pojawiaja się chęć szukania swojej własnej drogi. Taką właśnie przedstawicielką nowego pokolenia jest Lucia.
 
Jej pragnieniem jest kontynuowanie pracy zawodowej, która daje jej poczucie wolności i satysfakcji. Jak każda młoda dziewczyna pragnie też miłości, ale ma odwagę oczekiwać, że ktoś uszanuje jej plany i marzenia. Chce, by ślub nie przekreslił jej dotychczasowych osiągnięć. I zdaje się, że taki właśnie upragniony mężczyzna, prawdziwy ideał pojawia się na horyzoncie.
 
Powieść Trigiani jest pełną uroku i ciepła opowieścią o dojrzewaniu do podejmowania wąznych decyzji, które zmieniają życie na zawsze. Lucia to dziewczyna pełna werwy, świadoma swojej wartości, chce połączyć tradycje wyniesione z rodzinnego domu z nowoczesnością, która nieustannie ją kusi. Ta młoda dziewczyna jest przykladem jak zmieniła się rola kobiety. I choć jej postać przedstawiona jest z sympatią, autorka nie ocenia wyborów innych kobiet. Koleżanki Lucii z pracy wychodzą szczęśliwie za mąż i poświęcają się rodzinie. Młode kobiety zaczynają mieć wybór i korzystają z tego.
 
"Lucia, Lucia" miała być miłym romansem na jedno popołudnie. Zamiast tego otrzymałam jednak powieść obyczajową, od której naprawdę trudno się oderwać. Razem z bohaterką przeżywałam zerwane zaręczyny, kolejne randki, planowanie przyszłości, sukcesy zawodowe. A po ostaniej stronie żałowałam, że nie będzie nastepnych. Wydaje mi się, że jest to książka, w której wiele czyteliczek znajdzie coś dla siebie.
Oprócz dobrze nakreślonych bohaterów tych pierwszo, jak i drugoplanowcych, Adriana Trigiani sporo pracy włóżyła w osadzenie swojej powieści w wiarygodnym i świetnie skonstruowanym tle. Przemiany jakie przechodzi amerykanskie społeczeństwo, dodatkowo podkreślone jest konserwatyzmem środowiska włoskich emigrantów. Jednocześnie Trigiani zdaje się podkreślać, że choć nowoczesne podejście jest dobre, to jednak istnieją w życiu wartości, o których nie można zapomnieć, takie jak rodzina, miłość i przyjaźń. I to przede wszystkim powinno zostać niezmienione.
 
 
 
 
 
 

2 komentarze:

  1. Książkę kupiłam dawno temu, wygrzebałam ją z jednego z wielkich hipermarketowych koszy. Nie spodziewałam się wiele. Zwykły romans do przeczytania dla zabicia czasu. Tymczasem wciągnęła mnie niesamowicie, rozbawiła i wzruszyła.
    Bardzo podobał mi się styl i sposób w jaki autorka nakreśliła włoską rodzinę. Fakt, że możemy mieć różne korzenie, ale wobec miłości jesteśmy tak samo bezbronni.
    Do tego jeszcze przepisy, które zostały umieszczone... Od razu zaznaczyłam karteczkami samoprzylepnymi i po wypróbowaniu również się nie zawiodłam.
    Po tylu miłych wspomnieniach przy nadarzającej się okazji sięgnęłam po kolejną książkę pani Trigiani i niestety bardzo się zawiodłam. Było już stereotypowo, nudno. Klimat dawnych lat zastąpiła współczesna nijakość. Szkoda.

    Pozdrawiam serdecznie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też sięgnęłam po inne ksiązki Trigiani i o to już niestety nie było to.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...