poniedziałek, 18 czerwca 2012

"SASZEŃKA" SIMON MONTEFIORE

Simon Montefiore jest brytyjskim dziennikarzem i pisarzem. Jest autorem m. in. książki o Stalinie i ludziach z jego bliskiego otoczenia: "Stalin. Dwór Czerwonego Cara". Studiował historię w Cambridge. W latach dziewięćdziesiątych podróżował po byłym terenie Związku Radzieckiego. Jest też prezenterem filmów dokumentalnych, a prywatnie mężem pisarki Santy Montefiore.


Od dawna mam ochotę przeczytać jego monumentalną książkę o Stalinie, a i "Saszeńka" swego czasu kusiła mnie w księgarniach. Kocham książki osadzone w historii. Lubię czuć podczas czytania ten oddech odległych wydarzeń, mieć poczucie, że zaglądam pod poszewkę suchych historycznych faktów. Mam wtedy wrażenie, że odkrywam coś nowego.
A "Saszeńka" z tego punktu widzenia jest bardzo intrygująca. Rewolucja w Rosji, obalenie Mikołaja II, komunizm to fascynujące i nadal nośne literacko tematy.

Simon Montefiore wykorzystuje swoją wiedzę historyczną i przenosi nas w te burzliwe czasy. Saszeńka pochodzi z dobrego domu. Jej rodzina jest pochodzenia żydowskiego, ale nie kontynuuje tradycji związanych z tą wiarą. Ojciec jest cenionym przedsiębiorcą, a matka to kobieta pochłonięta zabawami, strojami, pogrążona w depresji, która próbuje zagłuszyć kolejnymi romansami. Saszeńka nie jest związana z nią, cieplejsze uczucia żywi do ojca, a przede wszystkim do swojej guwernantki, z którą jest bardzo zaprzyjaźniona. Na wakacjach w letnim domu bliżej poznaje swojego wuja, gorącego zwolennika bolszewizmu. Pod jego kierunkiem przekonuje się do tych idei i po powrocie do miasta zaczyna konspirować przeciwko caratowi. Po pewnym czasie wychodzi za mąż, staje się jedną z przykładowych kobiet radzieckich. Jej mąż ma dostęp do ścisłego kręgu władzy. Wydaje się, że Saszeńka jest szczęśliwa, w końcu uczestniczy aktywnie w procesie budowania ustroju, za który walczyła. Jednak Stalin jest człowiekiem nieobliczalnym, a karta i dla jej rodziny może się odwrócić.

"Saszeńka" jest próbą odpowiedzi na pytanie jak tyle ludzi mogło dać się zaślepić i nie dostrzegać terroru jaki panuje w ich otoczeniu. Ci ludzie po prostu chcą wierzyć, że to o co walczyli, jest słuszne. Sami siebie przekonują, że kolejne czystki są usprawiedliwione, a nawet konieczne, że trzeba się pozbyć wrogów. Problem w tym, że każdy w końcu staje się tym wrogiem. Saszeńka po latach odkrywa, że tak naprawdę nie różni się od swoich rodziców. Sama żyje w domu, który pewnie odebrano komuś za karę. Tu nie ma miejsca na wyrzuty sumienia, wola Stalina i Partii, to coś z czym się absolutnie nie dyskutuje. To coś, co przyjmuje się za pewnik. Może dlatego nie potrafiłam polubić głównej bohaterki. Irytowało mnie jej podejście do życia. Pojmuję, że matka nie była dla niej wzorem, że dostrzegała wady rzeczywistości, w której żyła, ale nie mogę zrozumieć dlaczego tak szybko i z taką żarliwością poparła bolszewizm, a potem trwała w swoim wygodnym świecie, nie pojmując, że tak naprawdę jest tak daleko od rzeczywistości, jak niegdyś jej matka.

Montefiore nie jest powieściopisarzem i to się czuje czytając tą książkę. Moim zdaniem trochę brakuje psychologicznych niuansów w poszczególnych postaciach. Ale jeśli chodzi o tło historyczne, wtedy autor naprawdę wie, co pisze. Jego opisy Rosji czasów stalinizmu i po transformacji są bardzo trafne. Warto tę książkę przeczytać dla samych obrazów rosyjskiej rewolucji, życia w warunkach komunizmu i potem. Warstwa obyczajowa sprawia wiele przyjemności przy czytaniu tej powieści. Stykając fikcyjnych bohaterów z autentycznymi postaciami epoki, sprawia, że zaglądamy za kulisy państwa opartego na przemocy i chorych zasadach, w którym nikt nie może się czuć bezpiecznie. Widać, że autor posiada dużą wiedzę na te tematy i chce się nią podzielić w formie, która na pewno jest bardziej dostępna niż książka dokumentalna. Sama historia Saszeńki jest ciekawa, choć główną bohaterkę trudno polubić. To trochę przeszkadza, ale moim zdaniem jest to jedna z tych książek, które pozwalają dowiedzieć się czegoś nowego, poczuć, że czytamy coś nie tylko dla rozrywki, że lektura zostawia po sobie ślad w naszym sposobie myślenia. Lubie to uczucie i choćby dlatego cieszę się, że przeczytałam "Saszeńkę". Tym bardziej też czuję się zachęcona do wypożyczenia innych, tym razem dokumentalych książek Montefiore.


Simon Montefiore
"Saszeńka"
Magnum
Warszawa 2008

3 komentarze:

  1. Muszę przyznać, że naprawdę mnie zaciekawiłaś tą książką, więc zacznę się za nią rozglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja właśnie czytam "W cieniu pałacu zimowego" Boyne'a, akcja dzieje się w ciągu ostatnich kilku lat panowania cara Mikołaja II - bardzo dobrze się czyta.

    Lubię taką tematykę, więc być może i "Saszeńkę" przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się w ogole nie podobało...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...