środa, 30 maja 2012

"BIEDNI LUDZIE Z MIASTA ŁODZI" STEVE SEM - SANDBERG

Łódzkie getto powstało w 1939 roku. Przesiedlono do niego Żydów z terenów łódzkich, z zachodniej Europy, z Pragi. Było to drugie getto po tym stworzonym w Warszawie. Zlikwidowano je ostatecznie w sierpniu 1944 roku. Przełożonym getta był Chaim Rumkowski, postać bardzo kontrowersyjna, o którą do tej pory spierają się historycy. Był katem wysługującym się Niemcom, czy kimś, kto chciał ratować rodaków za wszelką cenę?

Czytaliście "Listę Schindlera" Thomasa Keneally? Pytam, bo "Biedni ludzie z miasta Łodzi" są podobnie skonstruowani pod względem kompozycyjnym. O charakterze Rumkowskiego, tak jak i Schindlera świadczą przypadki losów ludzi, na które miał wpływ, z którymi był powiązany. niekoniecznie mogła być to bliska znajomość, wystarczy, że jego działania wpływały na losy jednostki. "Biedni ludzie z miasta Łodzi" i "Lista Schindlera" to szereg epizodów, losów kilku osób, które razem składają się na szeroki i w miarę kompletny obraz społeczności żydowskiej w warunkach wojennych, w gettcie.

Chaim Rumkowski był przekonany, że tworząc z getta niezastapioną, sprawną fabrykę dowiedzie niezbędności Żydów dla Niemców. Sam zaproponował swoje pośrednictwo między gettem, a Niemcami. W rezultacie stał się królem getta. Na jego terenie zorganizował wydajne fabryki, więzienie, policję i sądownictwo, działał nawet dom kultury. Jego najbliższe otoczenie i rodzina opływało w luksusy, podczas gdy reszta getta przymierała głodem i marzła gnieżdżąc się na bardzo małych przestrzeniach.

Steve Sem - Sanberg napisał książkę ponurą. Oczywiście nie mogło być inaczej jeśli weźmiemy pod uwagę tematykę powieści. Ale tu nie ma nawet iskierki nadziei. Świat getta jest światem wynaturzonym, gdzie trzeba wybierać między życiem własnym, a innych. Gdzie opieka nad najbliższymi, nad dziećmi może przynieść śmierć. Gdzie właśnie dzieci i chorzy okazują się zbędni. Trzeba się pozbyć ciężaru, który obciąża getto. To stało się w 1942 roku, kiedy to podczas kilku wrześniowych dni wysiedlono starych, chorych i dzieci do 10 roku życia, które nie mogły pracować.
Rumkowski sam o to apelował, przekonując, że pozwoli to innym przetrwać.

Z książki Sem - Senberga wyłania obraz człowieka chorego. Rumkowski zdaje się być osobą niedowartościowaną. nigdy nie odniósł sukcesu, w dzieciństwie wyszydzany, w gettcie znajduje warunki, by zakosztować władzy i skwapliwie z tego korzysta. Jednocześnie zdaje się naprawdę wierzyć, że swoimi decyzjami pomaga rodakom. Faktem jest jednak, że getto łódzkie było podzielone na warstwy uprzywilejowane i te, które cierpiały niedostatek. Warstwa kierownicza miała dostęp do większych przydziałów jedzenia, mogła odpoczywać na "Marysinie" i uczęszczać na przedstawienia teatralne. Chaim Rumkowski był niepodzielnym władcą getta. Wojna sprawiła, że ziścił swoje pragnienia, mógł bezkarnie zaspokajać swoje chore zachcianki, również te seksualne. Przejmujące są zwłaszcza fragmenty opisujące sytuacje między Rumkowskim, a jego adoptowanym synem. Chwilami trudne do przebrnięcia. 
Rumkowski skazał się na rolę konfidenta już na początku, oferując Niemcom pomoc. Stał się tym samym narzędziem, tym groźniejszym, że wierzył w dobre skutki swoich działań. Czy się wahał? Jeśli tak, nigdy nie zaowocowało to stanowczym sprzeciwem wobec żądań okupanta.

Tej książki nie czyta się szybko, nie czyta się łatwo i na pewno nie czyta się przyjemnie. Poszczególne historie zieją pesymizmem, bezsilnością, tutaj wola przetrwania przegrywa ze sprawnie zoragnizowaną machiną śmierci. Jedni uciekają w szaleństwo inni dostosowują się, wstępując do policji, próbując jakoś się urządzić w nieludzkich warunkach. Niektórzy próbują zachować godność, spisując historię getta, są i tacy, którzy wybierają śmierć samobójczą. Jakie wyjście w tej sytuacji jest dobre? Książka ta jest świadectwem codziennego życia w obrębie getta. Walki o przetrwanie. Na przykładzie kilku ludzi autor opisuje trud zdobywania dodatkowej żywności, opału, radzenie sobie z chorobami. Są to obrazy niezwykle sugestywne, plastyczne, od których nie można uciec. Na własnej skórze odczuwamy strach tych ludzi, głód i przejmujące zimno, które stanowi ich codzienność.

Przeczytajcie.


Steve Sem - Sandberg
"Biedni ludzie z miasta Łodzi
Wydawnictwo literackie
Kraków 2011


sobota, 26 maja 2012

"POD PRZECHYTRZONYM LISEM" MARTHA GRIMES

Po świetnie spędzonym czasie przy lekturze "Pod Huncwotem", wiedziałam, że tylko kwestią czasu bedzie kiedy sięgnę po następną część cyklu. "Pod Przechytrzonym Lisem" zakupiłam podczas pobytu w Warszawie podczas Targów. I prawie od razu wzięłam się za czytanie.

Tym razem wraz z inspektorem Jurym badamy przypadek morderstwa w Rackmoor nad morzem Północnym. Ofiarą jest kobieta, a zagadką nie tylko kto ją zabił, ale też to kim naprawdę była. Kobieta przedstawiała sie jako Gemma Temple, ale znała wiele faktów z życia domu płukownika Carela. Czy możliwe jest, żeby była jego wychowanką, która dawno temu zniknęła z miasteczka i od tego czasu nie dawała znaku życia? Dlaczego zginęła, czy ma to związek z testamentem bogatego płukownika?
Na te pytania odpowiedż stara sie znaleźć inspektor Jury i Melrose Plant, który jest krewnym Carela i przebywa u niego w odwiedzinach.

Przy pisaniu o "Pod Huncwotem" wspominałam, że zagadka kryminalna była trochę na drugim planie, przy wspaniałych opisach postaci. Tutaj jednak na pierwszym miejscu jest zagadka i wielbiciele kryminałów w starym, dobrym stylu, gdzie morderca ukrywa się w sciśle okreslonej grupie ludzi, powinni być bardzo zadowoleni. Ja byłam. Podobał mi się klimat morderstwa i otoczenie. Angielskość, taka jaką sobie ją najczęściej wyobrażamy. Bogaci lordowie, zamknięci w swoich zamkach, celebracja polowań, skomplikowane kwestie dziedziczenia, tragiczne zgony, to coś co tygrysy, w tym i ja lubią najbardziej. Do tego gęsty, mroczny klimat niedopowiedzeń, krajobraz pogrążony we mgle, puste wrzosowiska i strome klify, z których łatwo spaść w odmety morza. Odrobinę ponuro rysuje się tym razem opowieść jaką poznajemy w "Pod Przechytrzonym Lisem".

Ale nie zabraknie i szczypty humoru znanego z części pierwszej. Ponownie więc inspektorowi Juremu towarzyszy Wiggins, którego hipochondria chyba wkroczyła w nowe stadium rozwoju. Również Plant ma swoje genialne śledcze momenty, choć najbardziej wykazuje się kiedy, knuje intrygę mającą zająć ciotkę Agathę, by ta nie mogła podążyć z nim na miejsce zbrodni. Cudnie humorystyczne epizody. Stanowczo chcę więcej ciotki Agathy w następnej części.

A rozwiązanie zagadki? Dla mnie zaskakujące.


Martha Grimes
"Pod Przechytrzonym Lisem"
W.A.B.
Warszawa 2008

czwartek, 24 maja 2012

"MAGICZNY OGRÓD" SARAH ADDISON ALLEN

Jedną z pierwszych opisywanych przeze mnie książek na blogu był "Sekretny język kwiatów" Vanessy Diffenbaugh. Dlaczego  o tym wspominam? Bo bohaterka, o której wtedy pisałam porozumiewała się i wpływała na rzeczywistość poprzez język kwiatów". Claire z "Magicznego ogrodu" prowadzi firmę cateringową, a sporządzane przez nią potrawy z kwiatów wpływają na postrzeganie świata, przez ludzi, którzy je zjedzą.

Claire Waverley mieszka w miasteczku na południu USA. Miasteczko jest z pozoru całkiem zwyczjne. Ma swoją uczelnię, sklepy, zakłady fryzjerskie. Swoją "elitę", czyli osoby, które zawsze muszą patrzeć na kogoś z góry. W tym miasteczku "z góry" patrzy się właśnie na rodzinę Claire, postrzeganą w kategorii dziwaków. Jej matka swego czasu uciekła z miasteczka i włóczyła się po kraju z małym dzieckiem. Po latach wróciła, by urodzić następną dziewczynkę. Claire w przeciwieństwie do matki i młodszej siostry od razu aakceptowała dom rodzinny. Od razu poczuła się tutaj jak u siebie, trafiajac pod opiekuńcze skrzydła babki, która odkryła w niej ten dar przygotowywania niezwykłych potraw, co claire potrafiła przekuć w dochodowy sposób zarabiania na życie. Niestety jej siostra nigdy nie mogła się odnaleźć w tym porządku. Przekonana, że nigdy nie miała swojego daru, odrzucona przez równieśników poszła w ślady swojej matki. Teraz warca, aby zapenić bezpieczeństwo swojej córce. Wita ją nieufność ze strony równieśników. Dawna przyjaciółka boi się, czy Sydney nie odbierze jej męża, a reszata znajmych wręcz pluje jadem. Jednak tym razem Sydney chce po prostu odnaleźć swoje miejsce i dać wszystko co najlepsze swojej córce. A mała od pierwszej chwili kocha ciocię Claire i ich wielki, stray dom otoczony pięknym, zdającym sie zyć swoim właśnym zyciem ogrodem.

"Magiczny ogród" to opowieść pełna niezwykłego klimatu. Czytając ją miałam wrażenie, jakby wokół mnie rozpościerał się ogród Waverleyów z najważniejszą w nim czarodziejską jabłonką, której owoce przepowiadają decydujący moment w zyciu. Pokusa poznania tego momentu jest czasem silniejsza od głosu rozsądku, ale nie zawsze wynikają z tego dobre rzeczy. Chciałam, by i mnie ciotka Evanelle podarowała jakiś przedmiot, bym mogła się domyślać kiedy okarze się przydatny i jaką rolę odegra w przyszłości. Ta książka otacza swoim magicznym klimatem, pogodą ducha, wszechobecnym słońcem. Sprawia, że wsiakamy w ten nastrój i nie chcemy żeby się skończyła. Trzymamy kciuki za Claire, żeby w końcu odważyła się zaufać przystojnemu i fascynującemu mężczyźnie, który nie może przestać o niej myśleć. Trzymamy kciuki za Sydney, by przestały ją dręczyć koszmary przeszłości i by ona wreszcie odnalazła swój dar. Trzymamy kciuki za wszystkich niezwykłych mieszkańców miasteczka, żeby ich problemy przestały ich dręczyć.

Za tą magiczną zasłoną Sarah Addison Allen przemyca obraz nieszczęśliwych ludzi. Dzieci wychowanych przez nieodpowiedzialnych rodziców, które później w dorosłym zyciu zmagają sie z lękami, pozostałymi po wspomnieniach niepewnego jutra. Pokazuje jednak, że zaufanie, wiara w lepszą przyszłość i optymizm może wiele zdziałać. A prawdziwa siła tkwi w miłości i rodzinie, i nie można się wachać by czerpać z tych opok.
Wątek romantyczny jest przedstawiony w sposób typowo harlequinowy. I to może być zarzut, tyle że klimat całej historii sprawia, że przyjmujemy, że tak powinno być. Ani przez chwile nie jest za słodko, nie dpada nas irytacja, nie czytamy tego z poczuciem wyższości, że takie rzeczy to tylko w książkach.
Poza tym powieść ta pozostaje miłym czytadłem zanużonym w słonecznym świetle, ciepłym wietrze, zapachu jabłoni i pysznych wypieków. Jest to opowieść przepełniona optymizmem i dobrymi wibracjami. idealna w momentach złego nastroju, kiedy dopada nas jakiś nieokreślony smutek.

Nie wiem czy lubicie takie powieści. Takie nierealistyczne, ale przepełnione ciepłem i dobrymi fluidami. Osobiście mam do takich duzy dystans, bo pomimo tego, że lubię literaturę fantasy, to w zyciu codziennym raczej twardo stąpam po ziemi. Ale ta powieśc mnie oczarowała. Czytałam i chciałam jeszcze. Mam zamiar zapolować na następne książki tej autrki. Jedna już czeka na mnie w bibliotece, druga przyjdzie kiedy Empik zrealizuje zamównienie, a i "Magiczny ogród" pewnie wyląduje w końcu na mojej półce.


Sarah Addison Allen
"Magiczny ogród'
Świat Ksiązki
Warszawa 2008

poniedziałek, 21 maja 2012

"ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA" JANE AUSTEN

"Rozważna i romantyczna" z początku wydawała mi się nudna. Podczas pierwszej próby przeczytania tej powieści Jane Austen nie przebrnęłam przez kilka pierwszych rozdziałów. Nie mam pojęcia dlaczego. Oglądałam przecież wcześniej film, na podstawie scenariusza Emmy Thomson, który bardzo mi się podobał. Teoretycznie z książką powinno być tak samo. ale ni było. Dopiero po kliku latach, kiedy miałam już przeczytane wszystkie książki Austen, sięgnęłam ponownie po tę pierwszą, opublikowaną w 1811 roku powieść angielskiej autorki. Zanim zaczniecie czytać z góry uprzedzam przed SPOILERAMI.

Fabuła jest prosta. Ojciec Eleonory, Marianny i ich młodszej siostry - Margaret umiera. Przed śmiercią uzyskuje od swojego syna z poprzedniego małżeństwa obietnicę pomocy dla macochy i sióstr, sam nie może im wiele zostawić, gdyż majątek jest zarezerwowany dla syna. Niestety John Dashwood jest człowiekiem całkowicie podporządkowanym swojej żonie, a ta bardzo pragnie zachować majątek w całości dla siebie. Obietnica pomocy zostaje więc sprowadzona do czysto symbolicznych działań. Kobiety muszą sobie radzić same. Oczywiście głównym tematem powieści są perypetie miłosne obu sióstr, tak różne, jak różne są ich charaktery. Marianna jest romantyczką, szczytem ideału jest dla niej śmierć w wyniku niespełnionego uczucia. Wkrótce poznaje pana Willoughby'ego, który wydaje jej się ideałem. Zgodnie ze swoim żywiołowym charakterem rzuca się w to uczucie za nic mając konwenanse. Chce żyć pełnią życia.
Odwrotnie Eleonora. Ta jeszcze w rodzinnym domu poznaje brata swojej bratowej. Oboje czują do siebie sympatię, jednak ich pełne rozwagi charaktery i nieśmiałość Edwarda nie pozwalają manifestować otwarcie delikatnej więzi, która zaczyna ich łączyć.
Sympatia autorki wydaje się stać po stronie rozważnej Eleonory. Jej rozsądek, umiarkowanie i powściągliwość, a jednocześnie głębokie uczucie do Edwarda zostaje nagrodzone szczęśliwym zakończeniem. To rozważna wyszła za mąż z prawdziwego, romantycznego uczucia, które było pragnieniem Marianny.
Romantyczna młodsza siostra musiała się zadowolić czymś na kształt małżeństwa z rozsądku. Bo choć dużo starszy pułkownik Brandon darzy ją głęboką miłością to dla niej jest z początku tylko bladym odbiciem pierwszego namiętnego sentymentu. Marianna z czasem uczy się rozważnego podejścia do życia i końcowe zdania utwierdzają nas w myśli, że i ona odnalazła szczęście w małżeństwie. nie było jednak ono oparte na wyobrażeniach, którymi się kierowała.

Choć tej powieści Austen blisko do romansu, to jednak autorka mocno akcentuje ówczesne warunki społeczne jakie miały wpływ na młode panny. Brak możliwości edukacji, a tym samym zarabiania na własne utrzymanie skazują kobiety na szukanie męża i ocenianie kandydatów również pod względem możliwości finansowych. Pieniądz w tej powieści jest potęgą. On kieruje wyborem Willoughby'ego. On też określa podrzędną rolę panien Dashwood, jako ubogich krewnych swojego majętnego brata. Niesprawiedliwe, ale bardzo realne. Na szczęście Jane Austen lubiła szczęśliwe zakończenia. Obok tych obrazków realizmu nie brakuje w powieści humoru. Swoje miejsce znajdują tu postacie śmieszne, ale dobroduszne. Można odnieść wrażenie, że to dobrotliwe, choć nie zawsze zgodne z zasadami dobrego wychowania zachowanie, Austen darzy większym uznaniem. To pani Jennings  i lord Middleton, osoby na pierwszy rzut oka nieokrzesane, są zdolne do bezinteresownej pomocy. Karty powieści wypełniają postacie różnorodne. Śmieszne, zabawne, oschłe, godne pogardy. Choć autorka skupia się na życiu szlachty, to jednak skazując siostry Dashwood na życie w biednej wiejskiej chatce i liczenie się z każdym groszem, pokazuje różnice między poszczególnymi warstwami społecznymi. Życie bogatej szlachty wypełnione jest polowaniami i przyjęciami, rozrywki to bale, pikniki i wieczory przy muzyce. Próżno tu szukać ciężko pracujących osób. Majątek dziedziczy najstarszy syn, a kaprys rodziców może młodsze rodzeństwo skazać na ubóstwo. Kariera duchownego bądź wojskowego nie jest wielkim wyborem, ale pozwala zarabiać na zycie. Jeszcze gorzej jest w przypadku młodych panien, gdzie dowodem dobrego wykształcenia jest dobrze wykonana robótka ręczna.

Po jakiej stronie stoję ja, jako czytelniczka?. Czy większą sympatię czuję do tej romantycznej, czy do tej rozważnej? Trudno mi tu to jasno określić, bo moje wrażenia są skażone filmem z 1995 roku, który obejrzałam najpierw. Podejrzewam, że fakt, że pułkownika Brandona gra wspaniale Alan Rickman, wpływa na to, że od początku nie mogę polubić Willougby'ego. Jednak w postawie Marianny jest coś pociągającego. Jej zachowanie, mimo że charakteryzuje się zaślepieniem w raz obranej postawie, tchnie jakąś świeżością i optymizmem. Eleonora wydaje się trochę nierealna w swojej cichej niezłomności, ale i godna szacunku. Szczęśliwe zakończenie dla obu sióstr jest tym, o czym czytelnik marzy i co otrzymuje. Czyni to z powieści Austen lekturę niepozbawioną wartości dydaktycznych, ale lekką i sympatyczną w odbiorze.


Jane Austen
"Rozważna i romantyczna"
Prószyński i S-ka
Warszawa 2002

piątek, 18 maja 2012

TARGI KSIĄŻKI WARSZAWA 2012

Od kilku lat miałam ochotę odwiedzić jakąś imprezę książkową. W tym roku stwierdziłam, że skoro jestem w Warszawie w czasie trwania Targów Książki, to po prostu nie można tego przegapić. I poszłam. Byłam w sumie dwa dni. W piątek najlepiej chodziło się po wszystkich ekspozycjach, ruch był stosunkowo niewielki. W sobotę Targi gościły wielu pisarzy, a że jest to też dzień weekendowy tłok był bardzo duży i mnie osobiście przeszkadzał. Niestety nie mogłam swojego pobytu przedłużyć na sobotnie popołudnie i niedzielę, a szkoda. Może w przyszłym roku.

Poniżej kilka zdjęć i książki, które przywiozłam. Byłam bardzo przezorna i nie zabrałam dużej ilości gotówki. Karta też została w domu. Tym samym udało mi się nie zbankrutować. :)))


Widok z góry.



Moje zakupy.



Beata Pawlikowska

Jarosław Grzędowicz. Czwarty tom "Pana Lodowego Ogrodu" chyba ma się ukazać jesienią.

Jarosław Kret

Daniel Passent



Andrzej Ziemiański


 Andrzej Sapkowski



środa, 16 maja 2012

"POD NOCNYM NIEBEM" RACHEL HORE

Po raz pierwszy po entuzjastycznych recenzjach na blogach, kupiłam od razu dwie książki nieznanej mi wcześniej autorki. Lektura "Pod nocnym niebem" karze mi się zastanawiać, czy dobrze zrobiłam, choć powody by dać pisarce drugą szansę ewidentnie istnieją.

Jude, mimo że już jakiś czas temu straciła męża w wypadku podczas wspinaczki górskiej, nadal go opłakuje i nie może się pogodzić ze stratą. Niby podejmuje próby ułożenia sobie życia, zaczyna się spotykać z pewnym mężczyzną, ale ciągle ma poczucie, że to nie to. Pamięć o Marku towarzyszy jej codziennie, wystarczy wspomnienie, by łzy napłynęły do oczu. Prawdziwym wytchnieniem jest pracą, którą lubi i ceni. Pewnego dnia przez przypadek odbiera telefon, skierowany do kolegi i przyjmuje zlecenie oszacowania książek oiemnastowiecznego astronoma Anthony'ego Wickhama. Oferta jest tym bardziej kusząca, że kolekcja znajduje się w jej rodzinnych stronach. Daje jej to możliwość odwiedzenia babci, siostry i siostrzenicy. Na miejscu dowiaduje się, że małą Summer dręczą tajemnicze sny. Jest to o tyle dziwne, że podobne sny nawiedzały i ją w dzieciństwie. Badając kolekcję Wickhama odkrywa istnienie nie uwzględnionej w żadnych drzewach genealogicznych adoptowanej córki astronoma - Esther. Od początku ma przeczucie, że jej losy są jakoś powiązane ze snami.

"Pod nocnym niebem" jest powieścią, która roztacza wokół aurę niedopowiedzenia. Sny to coś czego nie możemy do końca rozszyfrować, podporządkować określonym interpretacjom. Również astronomia i astrologia większości z nas kojarzy się nie z nauką, a z czymś wręcz metafizycznym. Autorka wykorzystuje te skojarzenia budując klimat powieści. Tajemnicze, zaginione pamiętniki, budowla obserwacyjna "folly", która fascynuje swoją mroczną atmosferą. Rachel Hore udało się otoczyć opowiadaną historię magią. Tu nic nie jest do końca racjonalne, bohaterowie muszą zawierzyć swoim uczuciom i intuicji. Pomimo to, trzeba przyznać, że sama historia jest przemyślana i nie ma w niej luk. W rezultacie otrzymujemy powieść wielowątkową, w której teraźniejszość miesza się z przeszłością i tanowi nierozerwalną całość.

Jednak czegoś w tej powieści brakuje. W połowie wyraźnie traci tempo, a historia utyka na jakiś czas w martwym punkcie. Już myślałam, że dobry początek i intrygująca fabuła została zmarnowana, ale na szczęście nie do końca. Można się przyczepić do papierowych postaci i odrobinę drętwych dialogów. Warstwa obyczajowa powieści sprawia wrażenie niedopracowanej. Relacje Jude z siostrą i uczucie do Euana potraktowane zostały po macoszemu i moim zdaniem należało im się solidne rozwinięcie.
Autorce bardzo trafnie natomiast udaje się odmalować piękną okolicę, w której toczy się akcja i badania astronomiczne.
Oczywiście wyjaśnienie całej historii jest aż gęste od odpowiednich zbiegów okoliczności, ale tak to już bywa w tego rodzaju książkach, a my jesteśmy mocno zainteresowani rozwiązaniem całej intrygi.

Powieść Rachel Hore nie jet wiekopomnym dziełem, pozostaje jednak przyzwoitą rozrywką ze świetnym pomysłem, ale odrobinę gorszym wykonaniem.


Rachel Hore
"Pod nocnym niebem"
Prószyński i S-ka
Warszawa 2012


Zdjęcie: Lubimy czytać



poniedziałek, 14 maja 2012

"KRONIKI WARDSTONE" JOSEPH DELANEY

Kiedy bibliotekarka poleciła mi cykl "Kroniki Wardstone" nie byłam zachwycona. Wzięłam, bo wcześniej kilka razy miałyśmy podobne zdanie o książkach, ale adnotacja na okładce polecająca pierwszy tom, "Zemstę czarownicy" dzieciom powyżej dziesiątego roku życia, bardzo mnie zniechęciła. Byłam przekonana, że zanudzę się na śmierć i tak nie przeczytam nic poza pierwszą częścią. Później okazało się, że dobrze zrobiłam dając się namówić na wzięcie od razu wszystkich dostępnych tomów.
Ale od początku.

Tom jest siódmym synem siódmego syna. To czyni go szczególnie odpowiednim do wykonywania zawodu stracharza. I rzeczywiście, kiedy przychodzi odpowiedni czas, chłopiec zostaje oddany na naukę do pana Gregory'ego. opuszcza spokojny i bezpieczny dom rodzinny i wraz ze swoim mistrzem zamieszkuje poza wsią. Stracharz żyje w odosobnieniu, ludzie go potrzebują, ale i się boją. Zaczyna się uczyć przeciwko Mrokowi, jak poskramiać widma, boginy i czarownice. Z czasem dowiaduje się, że jego matka miała kierowała się specjalnymi względami wychodząc za jego ojca i dając mu siedmiu synów, a jego nauka jest bardzo ważna dla bezpieczeństwa hrabstwa i całego świata.

Tom jest solidny, pracowity i wytrwały. Ale jego posłuszeństwo wobec stracharza zostaje wystawione na próbę. Poznaje Alice, dziewczynkę wychowaną wśród czarownic, której charakter budzi wątpliwości. Jednak okoliczności sprawią, że ta dwójka zaprzyjaźni się, choć dziewczynka nie zawsze taje po stronie Dobra.
Nie zmienia to jednak faktu, że główni bohaterowie są sympatyczni. Autor pozwala im popełniać błędy, zmieniać zdanie, żyć i reagować na otaczający ich świat.

Joseph Delaney sięga po sprawdzone schematy. Młody uczeń, którego przeznaczenie jest z góry określone, oddany pod opiekę doświadczonego mistrza, u którego ma się uczyć zawodu, przechodzi szkolenie i drogę wtajemniczenia, to znany motyw w fantasy. W Polsce jak do tej pory ukazało się siedem tomów opowieści o przygodach Toma. Każda z nich posuwa akcję naprzód i kreśli szersze ramy stworzonego przez autora świata. Im dalej tym robi się ciekawiej i bardziej mroczno, a klimat gęstnieje od niebezpieczeństw czyhających na naszych bohaterów. Pomimo wykorzystania znanych elementów odkrywamy kolejne książki z rosnącym zainteresowaniem.
Choć książki te są oznaczone przedziałem wiekowym, powyżej lat dziesięciu, to nie wiem, czy tej granicy nie należałoby podnieść. Bo choć postacie i fabuła nakreślone są raczej prostym i nieskomplikowanym językiem, odpowiednim dla dzieci, to opisy radzenia sobie z Mrokiem, a przede wszystkim z wiedźmami są momentami naprawdę sugestywne i trochę przerażające, a zamiast klimatu fantasy otrzymujemy coś w rodzaju literatury grozy i horroru. Całość jest zgrabnie opowiedzianą historią, która potrafi wciągnąć czytelnika na kilka godzin, gwarantując brak poczucia straconego czasu.


Joseph Delaney
"Zemsta czarownicy"
"Klątwa z przeszłości"
"Tajemnica starego mistrza"
"Wiedźmi spisek'
"Pomyłka stracharza"
"Starcie demonów"
"Koszmar stracharza"
Wydawnictwo Jaguar S.J.

Zdjęcie: Lubimy czytać

piątek, 11 maja 2012

"POD HUNCWOTEM" MARTHA GRIMES

Jeśli można nazwać kryminał, ze sporą ilością trupów uroczym, to "Pod Huncwotem" z pewnością do takich należy. Co więcej okazał się idealną lekturą na majówkę. A miałam pewne wątpliwości, bo po dobrych recenzjach, na blogach, które cenię, natrafiłam na informację, że autorka jest amerykanką. I poczułam się oszukana. Okazało się, że całkiem niesłusznie.

Boże Narodzenie, spokojna angielska prowincja, zaśnieżone wrzosowiska. Wśród nich piękne domy i prawdziwe rezydencje, zadymione, klimatyczne puby, drobne intrygi, małe skandaliki. Człowiek aż chce spakować walizki i natychmiast wyjechać w takie miejsce. W tej sielskim czasie i krajobrazie zostają popełnione dwa morderstwa, których okoliczności są przynajmniej dziwne. Otóż pierwsza ofiara zostaje znaleziona w piwnicy pubu "Pod Huncwotem" z głową w beczce z piwem. Następna zaś zostaje powieszona przed "Pod Jackiem i Młotem". Wkrótce też na miejsce przybywa Richard Jury ze Scotland Yardu, którego zadaniem jest odnalezienie mordercy, lub morderców.

Inspektor obdarzony jest doskonałym zmysłem obserwacji, towarzyszy mu cierpiący na hipochondrię podwładny, a na miejscu znajduje inteligentnego kompana w osobie Melrose'a Planta. Nie spodziewa się, że oprócz mordercy będzie sobie musiał poradzić również ze wścibskimi, małostkowymi mieszkańcami miasteczka i własnym, nie lepszym, zwierzchnikiem.
Zagadka kryminalna jest odpowiednio wciągająca, ale pozbawiona makabryzmu, bez dużej ilości krwi, a jednak przemyślana i odpowiednio niepasująca swym rozmachem do skromnego otoczenia. Taka w starym stylu, gdzie mordercy należy szukać wśród zamkniętego grona podejrzanych. Dodatkowo dostajemy zaś świetnie nakreśloną warstwę obyczajową.
Wśród mieszkańców Long Piddleton znajdujemy postacie barwne, niektóre całkiem zwyczajne, inne ekscentryczne, a jeszcze inne śmieszne. Skrywają swoje małe tajemnice, grzeszki i grzechy, nierzadko powiązani zdarzeniami z przeszłości. I wszyscy mają swoje teorie o mordercy, do których z pasją próbują przekonać inspektora. Prym wśród nich wiedzie, pragnąca uchodzić za bardziej angielską od prawdziwych anglików ciotka Planta, amerykanka Agatha. Rewelacyjnie irytująca postać, zresztą nie jedyna w tym gronie. Nie będę się zresztą upierać, ale jej zapędy do pisania powieści kryminalnych i żądza odnalezienia sprawcy morderstw, sprawia, że zastanawiam się, czy autorka nie puszcza oka w kierunku swojej znakomitej poprzedniczki na gruncie kryminału. Wszak Christie też było Agatha.

To jest kryminał i co do zagadki nie mam żadnych zastrzeżeń. Jednak jej rozwiązanie mimo, że ciekawiło było, na drugim planie przy wspaniałych, pełnych smaczków opisach społeczności tego małego miasteczka. Co chwila wybuchałam śmiechem przy celnych komentarzach autorki, a już wykład pastora o pochodzeniu nazw poszczególnych pubów wprawił mnie w cudownie dobry nastrój.  Martha Grimes okrasza to  językiem iskrzącym dobrym humorem i ironią. Ten kryminał naprawdę poprawia humor.  Po prostu muszę przeczytać następne części.


Martha Grimes
"Pod Huncwotem"
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2008


Zdjęcie: Lubimy czytać

środa, 9 maja 2012

"MARCOWE FIOŁKI" SARAH JIO

Ostatnio widziałam tą książkę na wielu Waszych stosikach. Czytałam również pozytywne recenzje, kiedy więc zobaczyłam ja na allegro w bardzo zachęcającej cenie, niewiele myśląc kliknęłam i kupiłam.

Emily jest na życiowym zakręcie. Właśnie rozstała się z mężem. Jej kariera pisarska po opublikowanym lata temu bestsellerze, stoi w miejscu, a ona bezskutecznie próbuje napisać ciąg dalszy. Co gorsza zdrada i odejście męża do innej kobiety, tak naprawdę niewiele ją obchodzi. Emily czuje, że musi przemyśleć swoje życie. Postanawia wyjechać z Nowego Jorku do swoje ciotki, w miejsce gdzie spędzała w dzieciństwie wakacje i gdzie czuje się bezpiecznie.

Zaczyna się schematycznie. Ile to już bohaterek jechało w miejsce, które kojarzy im się ze spokojem i ciepłem, by odzyskać spokój ducha i uporządkować własne życie. Dużo, ale przyznam szczerze, że mnie nadal do takich opowieści ciągnie. A jeśli dodamy do tego tajemnicę z przeszłości, to ja jestem już w połowie drogi do polubienia książki.

Tutaj też sekret kryje się w historii rodziny Emily, a ona sama musi doprowadzić niezamkniete sprawy do końca. W szufladzie swojego pokoju znajduje stary pamiętnik z lat 40 - tych. Czytając go poznaje połączonych nieszczęśliwą miłością Esther i Eliotta. Czuje, że wydarzenia opisane w pamiętniku łączy się w jakiś sposób z teraźniejszością i osobami, które zna. Od początku odczuwa też więź z Esther i chce wiedzieć co się z nią stało. Jednocześnie Emily stara się rozpocząć nowe zycie. Poznaje Jacka, artystę mieszkającego niedaleko jej ciotki, który ją pociąga. On też w jakiś sposób związany jest z relacją z dziennika Esther.

Nie jest to powieść, która porusza głębokie życiowe problemy, czy odkrywa prawdy, bez których nie można żyć. Nie ma w niej jakichś skomplikowanych opisów przeżyć, portretów psychologicznych. Postacie są raczej prosto scharakteryzowane, a ich wybory nie zaskakują. Właściwie nic w tej powieści nie jest zaskakujące.
Czy mi się podobało, to trudno powiedzieć. Nie odwracałam niecierpliwie kartek, by poznać zakończenie, ale też nie nudziłam się podczas czytania. Powieść napisana jest językiem lekkim i płynnym, może aż za bardzo. Przynajmniej ja to tak odebrałam. Ani bohaterowie, ani ich rozterki, czy nieporozumienia nie sprawiły, że zaangażowałam się w tą powieść.

Ot książka, którą można przeczytać, której akcja dzieje się w milej okolicy, ale która nie pozostaje w pamięci, przynajmniej w mojej. Jednak bardzo podobało mi się małe miasteczko jakie autorka wybrała na miejsce akcji. Takie miejsca mnie ciekawią. Czytając o nich zawsze się zastanawiam, czy tak wyglądają naprawdę, czy są tak spokojne i klimatyczne. Może kiedyś się przekonam.
Tak więc polecam na piątkowy, czy sobotni wieczór, ku odprężeniu, bo przeczytanie książki zajmuje raptem kilka godzin. Nie zawsze trzeba czytać powieści z tzw. przesłaniem. Ja lubię czasem wziąść do ręki coś, co po prostu pozwoli mi w miarę przyjemnie spędzić czas. I w takim celu polecam tą powieść.


Sarah Jio
"Marcowe fiołki"
Spoleczny Instytut Wydawniczy Znak
Kraków 2012

Zdjęcie: Lubimy czytać


poniedziałek, 7 maja 2012

"WSZYSTKIE MOJE MATKI" LUIZA PIOTROWICZ

Weronika została adoptowana jako niemowlę. Po latach podczas wizyty w domu, przypadkowo odnajduje list od swojej biologicznej matki. Jej uporządkowane życie nie pozwala na niespodzianki, chwile zwątpienia. Wie, że to kobieta, która ją wychowała jest jej prawdziwą matką, ale z trochę niezrozumiałych dla siebie powodów, można powiedzieć pod wpływem impulsu, decyduje się odwiedzić kobietę, która ją urodziła.
Na miejscu zastaje całkiem inne warunki, do jakich przywykła w mieście. Uprzedzona o tym, że urodziła się podczas pobytu swojej matki w szpitalu psychiatrycznym, ciągle upatruje w niej oznak choroby, zastanawiając się, czy nie odziedziczyła jej i ona sama.

Proza autorki "Wszystkie moje matki" przywodzi mi na myśl twórczość Majgull Axelsson. Potrzeba akceptacji, miłości, pustka rzeczywistości podporządkowanej pracy. Weronika jest wyobcowana w tym świecie, chociaż rozpaczliwie próbuje się dopasować. Robi to trochę nieświadomie, przekonana, że wszystko jest w porządku, ale tak naprawdę brakuje jej pewności siebie, odrzuca możliwość związku z drugim człowiekiem. Żyje w świecie pozbawionym głębszych emocji, wręcz sterylnym. Unika myśli o swojej fizyczności. Kryje się za makijażem i podporządkowuje schematowi nowoczesnej, robiącej karierę kobiety, dla której seks jest tylko zaspokojeniem chwilowej potrzeby, ale absolutnie nie kojarzy się z bliskością.

Weronika poznając świat swojej matki, w którym nadal jest miejsce na stare wierzenia, przesądy, mądrość ludową, doznaje oczyszczenia. Znajduje swoje miejsce w łańcuchu kobiet, które kiedyś nazywano czarownicami. Powoli, buntując się, akceptuje go.

Proza Luizy Piotrowicz przepojona jest magią, opowieściami na wpół legendarnymi, prostą mądrością. Na jej stronach trwa świat, taki jak przed wiekami, w którym dobro nadal walczy ze złem, w którym to co rzeczywiste miesza się z nierzeczywistym, w którym śmierć jest nadal pełnym tajemniczości misterium, a nie pozbawionym uczucia, sterylnym faktem. Mężczyźni są w tym świecie na drugim planie. To kobiety zostały obdarzone wiedzą o odwiecznych prawach natury, demonach, które dręczą ludzi i sposobach na ich pokonanie. Mężczyźni przychodzą i odchodzą.

Nie wszystko mi się w tej powieści podobało. Wydaje mi się, że niektóre postaci pojawiły się tam bez określonego celu. Chwilami miałam też dosyć czytania przemyśleń Weroniki, bo miałam wrażenie, że mimo wszystko za bardzo się nad sobą użala. Ale całość ujęła mnie atmosferą tajemnicy, snu. Przeświadczeniem, że świat trwa od lat niezmieniony, a my pochłonięci codziennością nie zauważamy najważniejszych spraw. Zamykamy się na to, czego do końca nie rozumiemy, bo przecież to nie jest racjonalne. Nie mieści się w naszym życiu. To powieść o akceptacji, do której trzeba dojrzeć. O poznaniu swoich korzeniu i odnalezieniu swojego miejsca. To również powieść o niezwykłych relacjach, jakie potrafią połączyć matkę i córkę. Na szczęście też nie daje łatwych odpowiedzi, nie podaje gotowych rozwiązań i nie epatuje ładnymi, pokrzepiającymi obrazkami.


Luiza Piotrowicz
"Wszystkie moje matki"
Replika
2011

Zdjęcie: Lubimy czytać

piątek, 4 maja 2012

"DUMA, UPRZEDZENIE I GRA POZORÓW" MELISSA NATHAN

Trudno jest dorównać ideałowi. A "Duma i uprzedzenie" Jane Austen jest dla mnie książką idealną. To druga po Lucy Maud Montgomery autorka, której książki kupowałam po kolei, żeby mieć w swojej bliblioteczce. Od 15 już lat wracam nich nieustannie i ciągle jestem zachwycona.
Melissa Nathan pokusiła się o przeniesienie historii Elizabeth i Darcy'ego w czasy nam współczesne.

Jasmin jest dziennikarką, piszącą felietony dla popularnej gazety. Opisuje w nich życie swojej rodziny a w szczególności młodszej siostry - Josie. Nieoczekiwanie dla samej siebie, wygrywa casting do roli Elizabeth Bennett w scenicznej adaptacji "Dumy i uprzedzenia". Spektakl, z którego dochód będzie przeznaczony na cele charytatywne, ma wyreżyserować sławny aktor Harry Noble. Po pewnym czasie przejmuje on również rolę pana Darcy'ego. A dalej wszystko toczy się torem podobnym jak w pierwowzorze.

Jeśli miałabym oceniać, czy "Duma, uprzedzenie i gra pozorów" jest równie fascynująca jak "Duma i uprzedzenie", to muszę powiedzieć stanowcze nie. Powieść Jane Austen nie jest tylko romansem. Austen patrzy z ciepłą ironią na ludzkie wady, ale i bezlitośnie je opisuje.
Melissa Nathan pozostawiła z oryginału sam szkielet fabularny i dopasowała go tak, by pasował do teraźniejszości, doprawiając sporą ilością humoru sytacyjnego. Nie zawarła w swojej książce jakiś ważnych treści, ale zrobiła to na tyle umiejętnie, że całość czyta się miło i bez większych zgrzytów. A jak przestaniemy stale porównywać obie książki, możemy sympatycznie spędzić czas przy sprawnie napisanej komedii romantycznej. W pewnej chwili zaczęłam mysleć, że chętnie bym obejrzała filmową wersję tej powieści.

Muszę przyznać, że wciągnęło mnie zgadywanie w jaki sposób autorka sprawi, że jej bohaterowie staną przed takimi samymi rozterkami, jak bohaterowie Austen. Dobrym wyborem okazało się też umieszczenie akcji w środowisku aktorsko - dziennikarskim. W końcu, kto jak kto, ale bardzo popularny i uwielbiany aktor może spoglądać z góry na dziennikarkę. Spodobało mi się też, że Melissa Nathan nie trzyma się niewolniczo pierwowzoru. Zmienia go wprawdzie w tych mniej znaczących epizodach, ale przecież nie chcielibyśmy, by sama opowieść uległa całkowitej zmianie. I choć tym, którzy znają "Dumę i uprzedzenie" odebrana jest możliwość śledzenia fabuły z zaskoczeniem, to jednak można się przy niej dobrze bawić i polubić współczesną Elizabeth i Darcy'ego w postaciach Jass i Harry'ego.

Pomimo tych zalet "Duma, uprzedzenie i gra pozorów" może się okazać dla niektórych powieścią jednorazową. Ja jednak nie wykluczę, że do niej wrócę w chwilach złego humoru, bo na poprawę nastroju nadaje się idealnie. Wolę takie czerpanie z dorobku Jane Austen niż rozczarowujące kontynuacje, w których nawet charaktery postaci się nie zgadzają.
Jeśli szukacie czegoś lekkiego i zajmującego, polecam z czystym sumieniem.



Melissa Nathan
"Duma, uprzedzenie i gra pozorów"
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz
Warszawa 2011


Zdjęcie: Lubimy czytać


środa, 2 maja 2012

"NIESPOKOJNY CZŁOWIEK" HENING MANKELL

Niedawno w ramach wyzwania Z półkiprzeczytałam powieść Heninga Mankella "Biała lwica". Nie przypadła mi do gustu. Zwyczjnie nudziłam się podczas jej czytania i z trudem dobrnęłam do końca. Szczęśliwie nie było to moje pierwsze spotkanie z Kurtem Wallanderem, bo pewnie bym nie sięgła po inne książki Mankella. A tak pamiętając, dobrze spędzony czas przy "O krok", przeczytałam "Niespokojnego człowieka". I nie żałuję.

"Niespokojny człowiek" to ostatnia powieść, której bohaterem jest Wallander. Komisarz nie jest już najmłodszy i co gorsza czuje to coraz bardziej. Wyprowadza się na wieś, kupuje dom i psa. Nieoczekiwanie jego córka mówi mu, że jest w ciąży. Kurt jest pełen obaw co do przyszłego zięcia, który zajmuje się finansami i reprezentuje świat, z którym policjant niewiele ma wspólnego. Ale dla córki chce okazać dobrą wolę. Ku swojemu zdziwieniu znajduje wspólny język z teściami Lindy. Podczas przyjęcia urodzinowego ojca Hansa - Hakan, opowiada mu historię wtargnięcia obcych łodzi podwodnych na terytorium Szwecji. Von Enke, wtedy kapitan marynarki wojennej, otrzymał rozkaz nie podjęcia ataku. Przyczyna wydania nietypowego polecenia staje się dla niego zagadką, która dręczy go od lat.
Wkrótce po urodzinach Hakan von Enke znika w tajemniczych okolicznościach. Po kilku dniach ślad ginie również po jego żonie. Kurt podejmuje prywatne śledztwo, by dowiedzieć się, co stoi za tymi zniknięciami. Śledztwo ujawni rodzinne tajemnice i zaskakujące szpiegowskie intrygi.

Zagadka kryminalna była bardzo wciągająca, choć jej zakończenia domyśliłam się po pewnym czasie. Jednak nie przeszkodziło mi to w śledzeniu działań Wallandera. To co drażniło, to nachalny sposób w jaki Mankell przekazuje swoje poglądy polityczne. Czasami miałam wrażenie, jakbym czytała broszurkę propagandową.

Jednak tym razem dochodzenie Kurta odgrywało dla mnie rolę drugoplanową. Na pierwszy plan wyszło pożegnanie pisarza ze swoim bohaterem. Wallander zawsze był zmęczony, przepracowany, ale tutaj wyraźnie czujemy, że jego przyszłość nie rysuje się różowo. Zdarzają mu się zaniki pamięci, jego przyjaciele odchodzą, a on sam czuje się coraz bardziej samotny. Coraz częściej wspomina, podsumowuje, często żałuje niewykorzystanych szans.
Smutna to powieść, bo o przemijaniu. Starość u Mankella nie jest ciepłą, spokojną przystanią. Jest trudna i obca, prawie niemożliwa do zaakceptowania. Strasznie to wszystko prawdziwe. I choć daleko mi do wieku Wallandera, a on sam nigdy nie był moją ulubioną postacią literacka, to bardzo mu współczułam i do końca trzymałam kciuki, by autor podarował mu szczęśliwe zakończenie.

Polecam.


Hening Mankell
"Niespokojny człowiek"
WAB
Warszawa 2011


Zdjęcie: Lubimy czytać

wtorek, 1 maja 2012

CZYTAMY FANTASTYKĘ

Nika i Felicja79 wyszły z inicjatywą stworzenia blogu, na którym zbierane będą recenzje książek z gatunku fantastyki. I tak powstało:


Fantastykę lubię i czytuję już od dłuższego czasu, dlatego z wielką radością przyłączę się do tego projektu.

Z bliższymi szczegółami możecie się zapoznać klikając odpowiedni banner na moim blogu.


Jakie są moje ulubione książki z fantastyki?

Do ulubionych z pewnością muszę zaliczyć Andrzeja Sapkowskiego. Wiem, że to raczej standard, ale to jego "Wiedźmin" sprawił, że fantastykę polubiłam. I to był impuls, by czytać dalej.
Nie mogę też nie wspomnieć o Annie Brzezińskiej, o której "Sadze o zbóju Twardokęsku" pisałam już wcześniej na blogu. Pod tym wpisem znajdziecie linka do odpowiedniego posta.
Z polskiej fantastyki mogę dodać jeszcze Annę Kańtoch, Jarosława Grzędowicza, Maję Lidię Kossakowską .
Właściwie nie czytuję science - fiction, ale może to się niedługo zmieni.

Z zagranicznych autorów do najbardziej ulubionych należą: George R. R. Martin, Guy Gavriel Kay.
Bardzo żałuję, że na język polski nie są już tłumaczone przygody Thursday Next Jaspera Fforde. Chyba w końcu będę musiała spróbować po angielsku.

Jakie książki fantastyczne zrecenzowałaś na swoim blogu?

Gail Carriger, "Bezduszna"

Sarwat Chadda "Bogini Ciemności"

Anna Brzezińska, "Saga o zbóju Twardokęsku"

Andrzej Pilipiuk, "Wampir z M -3"


Jakie książki fantastyczne zamierzasz niedługo przeczytać?

Zamierzam dokończyć zapoznawanie się z twórczością Andrzeja Pilipiuka, dokończyć wszystkie zaczęte cykle, ale tu wiele, a właściwie wszystko leży po stronie autorów, którzy mam nadzieję nie będą długo kazać nam czekać na następne książki. A co do reszty, to po prostu zobaczymy co mi wpadnie w ręce.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...