czwartek, 12 kwietnia 2012

"KSIĘŻNICZKA" ZOFIA URBANOWSKA

Wracacie do książek z lat dzieciństwa? Ja czasami tak. "Księżniczka" Zofii Urbanowskiej była powrotem o tyle ciekawym, że z pierwszego czytanie niewiele pamiętałam. Kołatały mi się jakieś wątki, jakieś pojedyńcze sceny, ale w całość tego złożyć nie mogłam, więc przeczytałam raz jeszcze.

Helenka kończy właśnie siedemnaście lat. Niestety zaraz po wielkim balu, który przyniósł jej wiele radości, dowiaduje się o przykrych faktach. Jej ojciec, zubożały szlachcic traci pracę, a na skutek niezbyt trafnych decyzji finansowych, byt całej rodziny jest zagrożony.
Helenka całe życie była trzymana z dala od problemów, ale w tej sytuacji widzi, że rodzice bez niej nie dadzą sobie rady. Postanawia znaleźć sobie pracę. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafia do firmy i domu państwa Radliczów. Tam poznaje całkiem inny tryb życia oparty na pracy i samodzielności. Początkowo pełna niechęci do wszystkiego, co spotyka ją w tym domu, z czasem zaczyna dostrzegać zalety wartości, jakimi kierują się Radliczowie i ich dzieci.

Książka została po raz pierwszy wydana w roku 1886 i charakteryzuje się dużą dozą dydaktyzmu. Autorka wskazuje wady wychowania dziewcząt, które prowadzą do trywializacji życia kobiety. Porównuje tu zwłaszcza matkę Helenki, która cierpi na szereg wymyślonych dolegliwości, nie interesuje się sytuacją finansową, dla której realia prawdziwego życia są po prostu obce, i panią Radzicz. Ta druga wszystkiego w domu dogląda sama, a córki wychowała , tak aby w przyszłości mogły być samodzielne, a nie polegać na bogatym mężu.
W czasie pobytu i pracy u Radliczów Helenka przechodzi metamorfozę. Pod wpływem komentarzy i rad, zarówno starszych, jak i dzieci, a w szczególności syna pracodawców - Stefana, zaczyna inaczej spoglądać na otaczający ją świat.

Kiedy pierwszy raz czytałam tą powieść nie dostrzegłam wplecionych w nią szeregu odwołań do historii Polski. Zakamuflowane pojawiają się tam nawiązania do zrywów powstańczych i zesłań. Zapamiętałam właściwie tylko wątek romansowy, który generalnie zajmuje miejsce raczej drugoplanowe.

Początkowo drażnił mnie wyglądający prawie zza każdego zdania moralizatorski ton autorki, ale po pewnym czasie przywykłam i przestałam zwracać na to uwagę. Zaciekawiła mnie opowieść o Helence i jej staraniach o uratowanie rodziny. Tym bardziej, że jej przemiana ukazana jest bardzo trafnie i wydaje mi się wiarygodnie, choć rodzina Radliczów, jako obraz wszelkich cnót i zalet trochę drażni.

Niemniej "Księżniczka" Zofii Urbanowskiej pozostaje książką wartą przeczytania, a ja chyba odświeżę sobie więcej lektur z podstawówki.


Zofia Urbanowska
"Księżniczka"
wydawnictwo Tenten
Warszawa 1991


3 komentarze:

  1. Wkradł się Pani błąd merytoryczny - syn Radliczów to Andrzej. Stefn, to męźczyzna, którego Helenka poznała na balu. I zamiast "tą powieść" piszemy "tę powieść". Poza tym przyjemny tekst. Proszę nie publikować kometarza - piszę tylko, bo wkradły się błędy, a pewnie nie chce mieć Pani na blogu tekstów z błędami. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musze odpowiedzieć, bo zauważony został błąd, którego nie wychwyciłam przy sprawdzaniu notki. Dziekuję, poprawię.

      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Dla samego czasu powstania mam ochotę tę powieść przeczytać, tak z sympatii dla końcówki XIX wieku :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...