niedziela, 5 lutego 2012

"ŻONY I CÓRKI" ELIZABETH GASKELL

Po długo oczekiwanym "Północ i Południe", przyszła kolej na inną książkę Elizabeth Gaskell: "Żony i córki". Musiałam ją dostać, jak tylko wyszła. Przesyłka dotarła bezpiecznie i przez następne dni moje wieczory i każda inna wolan chwial należała znowu do pani Gaskell.

W małym angielskim miasteczku Hollingfort mieszka sobie Molly Gibson. Jej życie, mimo braku matki, jest bardzo szczęśliwe. Ma kochającego ojca, szanowanego w okolicy lekarza. Mieszkańcy miasteczka bardzo ją lubią. Molly zaprzyjaźnia się też z ziemiańską rodziną Hamley'ów. Chorej pani Hamley zastępuje córkę, a w jej synach odnajduje prawdziwych przyjaciół.
Niestety jej ojciec postanawia się drugi raz ożenić z guwernatką Clare Kickpatrick. Dla dziewczyny jest to szok. Nagle ma nową matkę i siostrę. W trudnym dla niej momencie pocieszenie oferuje jej Roger Hamley. Molly powoli godzi się z decyzją ojca, choć macocha nie jest kobietą, którą można łatwo polubić. Przyrodnią siostra jednak zaskarbia sobie ciepłe uczucia Molly i młodzieńców Hamley, w szczególności Rogera.

"Żony i córki" były dla mnie cudownym odprężeniem od codziennych zmartwień. Otwierałam książkę i znikałam w tym świecie. Wiktoriańskie społeczeństwo na angielskiej prowincji staje się dla nas bliskie na wyciągnięcie ręki. Poznajemy wszystkie warstwy społeczne. Od wyżych sfer, przez ziemiaństwo, po mieszkańców miasteczka. Przekrojowi temu towarzyszy dogłębny opis psychologiczny postaci. Mają oni swoje wady i zalety, a nieustanne kontrasty są siłą napędową tej powieści. Czyste, szlachetne uczucia zderzają się z prymitywnymi zachciankami, a efektem tego są liczne nieporozumienia.

"Żony i córki" nie obfitują w nagłe zwroty akcji. Jest to raczej obraz spokojnej społeczności, która żyje pochłonięta swoimi problemami i małymi skandalikami. Szeroko zakrojony opis społeczeństwa i różnych typów charakterów i postaw wybija się na pierwszy plan powieści. Natomiast wątek romansowy pozostaje trochę na drugim planie. Nie przeszkadza to jednak w rozkoszowaniu się atmosferą Hollingfordu.

Polecam tą ksiązkę wszystkim wielbicielkom Jane Austen. Ta ksiązka Gaskell jest zbliżona do nich charakterem znacznie bardziej od "Północ i Południe".

4 komentarze:

  1. Nareszcie!!! Witaj mi!!


    I zmotywowałaś mnie... niby mam jeszcze ksiażki recenzyjne w stosie na luty a wiem, że takie tomiszcze mi zajmie chwilę, ale jak tylko skończe tą co czytam biorę się za Żony natychmiast.

    A powiedz z kwestii technicznych ta ksiażka się nie rozwalila?

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie, pomimo gabarytów, zareagowała na czytanie bardzo dobrze. Nawet się grzbiet jakoś nie połamał. Rysy są, ale to wszystko. Także ja jestem bardzo zadowolona.

    A czu zajmuje dużo mniej niż myślałam. Czyta się świetnie.

    Cieszę się, że zajrzałaś. :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio odkrywam książki Jane Austen, więc skoro piszesz, że ta jest zbliżona, chcę ją przeczytać. A jeśli faktycznie można zatracić w jej klimacie to chcę ją jeszcze bardziej. Mimo, że absolutnie nie chciałabym żyć w tamtych czasach, to chętnie o nich czytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli Austen Ci się podoba, myslę, że "Żony i córki" też mogą Ci się spodobać. Ja naprawdę świetnie się bawiłam czytająć tę ksiązkę. Dużo ironi, ale też takiej ciepłej sympatii do każdej opisywanej postaci.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...