środa, 29 lutego 2012

"ŚWIATŁA WRZEŚNIA" CARLOS RUIZ ZAFON

Przeczytałam "Światła września" Zafona i tym samym do nadrobienia została mi już tylko jedna ksiązka tego autora: "Ga anioła". Czeka już sobie na stoliku, wypożyczona z biblioteki, więc pewnie niedługo się nią zabiorę. I pozostanie czekać na nową powieść, której zapowiedzi już się pojawiły...

"Światła września" są jedną z tych książek, które pozostaną ze mną na dłużej. Razem z "Księciem mgły" i "Pałacem Północy" zaliczane są do utworów dla młodzieży, czego jednak ja jakoś mocniej nie odczułam. Podobały mi się znacznie bardziej od "Mariny" na przykład.

Ale od początku...

Pani Simone Sauvelle zostaje wdową. Ma dwójkę dzieci, Irene i Doriana, a mąż pozostawił jej długi, które pochłaniają cały zgromadzony majątek. Aby polepszyć swój los, przyjmuje posadę u twórcy zabawek. Lazarus Jann wita ich bardzo serdecznie w swojej rezydencji, która jest wypełniona przeróżnymi poruszającymi się manekinami.
Dzieci szybko znajdują przyjaciół, a nadmorska miejscowość jest po prostu piękna, cicha i spokojna.
Wkrótce to się zmienia, bo ginie przyjaciółka Hannah, przyjaciółka Irene. Wraz z jej śmiercią zostaje uwolniona tajemnicza siła, która zaczyna zagrażać pani Sauvelle i jej dzieciom.
Co takiego kryje się się w przeszłości Lazarusa Janna? I czy dzieci zdołają powstrzymać zagrożenie?

Zafon jak zwykle sięgnął po atmosferę grozy i horroru. I przedstawił ją bardzo sugestywnie. Cienie, zabawki, które ożywają i zwracają się przeciwko swojemu twórcy, samotność i tęsknota człowieka, który kiedyś zaufał niewłaściwej osobie. A wśród tego wszystkiego dzieci, odważne, potrafiące się zdobyć na poświęcenie, silne dzięki przyjaźni i miłości.
Własnie siła przyjaźni i miłości jest wspólnym mianownikiem łączącym młodzieżowe powieści Zafona.

Bardzo mi się podobała ta książka. Idealna na jeszcze zimne wieczory, przy kubku dobrej herbaty.

I jeszcze cytat, który mi utkwił w pamięci:

- No niech sama pani pomyśli, pani Simone - powiedziała jej przy jakiejś okazji Pascale Lelouch, aptekarzowa - samotny mężczyzna, no dobrze, praktycznie samotny... w takim domu... z taką ilością książek...
Wobec tak przenikliwie odkrywczych uwag Simone nauczyła się potakiwać z uśmiechem, bez słowa komentarza. Jak mawiał jej zmarły mąż, szkoda czasu na jakiekolwiek próby zmieniania świata, wystarczy uważać, by świat nie zmienił ciebie.*


* Carlos Ruiz Zafon, "Światła września", Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, str. 39

piątek, 24 lutego 2012

"ŻONA GODNA ZAUFANIA" ROBERT GOOLRICK

Ralph Truitt jest bogatym przedsiębiocą z Winsconsin, początku XX wieku. Od niego zależy życie wielu ludzi. Jest w końcu największym pracodawcą w okolicy. Szacunek i dystans z jakim traktują go inni, zostaje jednak pewnego dnia wystawiony na próbę.
Jest mroźny, zimowy dzień. Ralph czeka na pociąg, który się spóźnia. Pociągiem tym ma przybyć jego przyszła żona, znaleziona przez ogłoszenie matrymonialne. Mężczyzna ma bolesną świadomość, że wraz z nim na pociąg czeka z ciekawością całe miasteczko.

Wreszcie pociąg przyjeżdża i wysiada z niego kobieta. Tylko, że nie jest to skromna szara myszka, której oczekiwał Ralph. Catherine jest od niego dużo młodsza i piękna. Nie pozostaje mu jednak nic innego, jak zabrać ją do domu. W drodze zdarza się wypadek, Ralph jest ranny, a Catherine ratuje mu życie.
Truitt postanawia jej zaufać.

Tyle, że każde z nich, jak się z czasem okazuje ma swoje tajemnice. I każde z nich wykorzystuje drugie od samego początku do własnych celów. A kiedy do domu wraca syn Ralpha, okazuje się, że bohaterowie prowadzą swoje własne gry, w których nic nie jest jasne.

Nie wiedziałam nic o tej książce, kiedy brałam ją z półki w bibliotece. Ale po prostu musiałam ją przeczytać. I to ze względu na okładkę. Piękny, zimny krajobraz, pociąg i kobieta w bogato zdobionej, bordowej sukni. Bardzo intrygująca.
I taka też jest książka.
Narracja prowadzona z dwóch punktów widzenia, daje nam wgląd w psychikę osób skrzywdzonych przez życie. Nieraz z własnej winy. Bohaterowie są przeraźliwie samotni i szukają przede wszystkim ucieczki z tego stanu. Prowadzi to nieraz do desperackich działań, z których żadne z nich nie wyjdzie bez szwanku. Jedynym wyjściem z sytuacji okazuje się zapomnienie, porzucienie zdradliwej przeszłości i zwrot ku przyszłości.
Tylko, czy potrafią się na to zdobyć...

"Opowieść o tak palącym pożądaniu, że trzeba ją czytać pod zimnym prysznicem"
The Washington Post"

Faktycznie, to pożądanie jest tu siłą napędową. Motorem, który pcha bohaterów naprzód. Ale nie tylko. Na wszystkich odcisnęła swoje piętno zdrada, gniew, decyzje sprzed lat.
Ja polecam.

środa, 22 lutego 2012

"BEZDUSZNA" GAIL CARRIGER

Mimo, że ostatnio chodzę do bliblioteki z listą książek, które chcę przeczytać, jeszcze nigdy nie ograniczyłam się tylko do zapisanych tytułów. Zawsze nawinie się coś jeszcze. Tym razem wyszłam z "Bezduszną" Gail Carriger. Coś tam mi się plątało po głowie na temat tej książki, ale raczej mgliście. Pamiętałam tylko, że wrażenia czytelników były raczej pochlebne.

Zacznijmy może od tego, że raczej nie odczułam na własnej skórze natłoku literatury nawiązującej do "Zmierzchu" Stephenie Meyer. Owszem, przeczytałam cały cykl z umiarkowaną ciekawością, ale fanką to ja raczej nie zostanę. Ale jestem zwolenniczka literatury fantasy. Kiedy więc na okładce przeczytałam, że będziemy mieli do czynienia z wilkołakami, wampirami i innymi nadprzyrodzonymi w czasach królowej Wiktorii, wiedziałam, że muszę sprawdzić, czy mi się to spodoba osobiście.

Z przyjemnością piszę, że się spodobało.

Alexia Tarabotti jest starą panną. Właściwie utrapieniem dla swojej rodziny. Oczywiście kochają ją, ale całkowicie nie rozumieją. No, bo jak rozumieć kogoś, kto interesuje się nauką i kocha książki. Jej uroda pozostaje w sprzeczności z obowiązującymi kanonami, a zmarły ojciec był Włochem, co samo w sobie jest podobno wystarczająco skandaliczne. Jej matka wychodzi powtórnie za mąż, ma dwie powszechnie uznawane za urocze córki i tylko Alexia burzy spokój rodziny.
Na dodatek nie posiada duszy, a każdy nadprzyrodzony dotykając jej traci swoje "umiejętności". Dlaczego więc na przyjęciu atakuje ją wampir? Przecież jej zdolności są znane wilkołakom i wampirom z Londynu. Panna Tarabotti zmuszona bronić się przed absolutnie niewychowanym krwiopijcą, zabija go swoją parasolką. Okazuje się to jednak, tylko wierzchołkiem góry problemów.
Do rozwiązania zagadki przystępuje lord Maccon, gburowaty, tajemniczy i bardzo przystojny wilkołak.

"Bezduszna" jest pierwszą częścią z czterech zaplanowanych tomów "Protekturatu parasola". Połączenie wampirów, wilkołaków i innych nadprzyrodzonych z wiktoriańską epoką dało naprawdę intrygujący i ciekawy rezultat. Społeczeństwo jest powszechnie zaznajomione z faktem ich istnienia, królowa Wiktoria ma ich nawet w swoim najbliższym otoczeniu, jako cenionych i potrzebnych doradców. Istnieje też BUR, czyli Biuro Ultranaturalnych Rzeczy, które ma pilnować porządku wśród przedstawicieli nieludzi. A wszystko to wśród cudownych, eleganckich strojów. No i te obowiązujące maniery... Wilkołakom czasem trudno się do nich stosować. Alexia też ma z tym problemy...
Szczególnie, że lord Maccon po bliższym poznaniu okazuje się fascynującym osobnikiem.

W pierwszym tomie otrzymujemy mieszankę fantasy, steampunku i romansu. Wszystko w odpowiedznich proporcjach. Dawno już tak dobrze nie bawiłam się przy książce. Polubiłam świetnie zarysowane postacie. Również te drugoplanowe: lokaja, który wie więcej o domownikach, niż oni sami, starego trzymającego się na uboczu ekscentryczny wampira, całkowicie pozbawioną gustu przyjaciółkę głównej bohaterki. Watek romantyczny obfitował w "momenty", ale był opisany tak lekkim i zabawnym językiem, że ani przez chwilę nie poczułam się tym zmęczona. Może przez to wszystko trochę zaginęła główna zagadka powieści, a jej rozwiązanie nie obeszło mnie za szczególnie, ale barwność książki wynagrodziła mi to całkowicie.

W kolejnych tomach Alexię i lorda Maccona czekają inne szalone przygody, a ja już wiem, że na pewno o nich przeczytam.

"KSIĘŻNICZKA Z LODU" CAMILLA LÄCKBERG

Czas na kryminał. Nie będę oryginalna pisząc o kryminale skandynawskim. Ale nic nie poradzę na to, że po prostu mi się podobają. Po Larssonie i Mankellu przyszła kolej na Camillę Lackberg i jej cykl powieści o Erice Falck i Patricku Hedströmie.

Erica Falck wraca do rodzinnego domu, żeby uporządkować rzeczy zmarłych rodziców. Próbuje również skupić się na napisaniu kolejnej książki biograficznej. Czuje jednak, że traci zapał do tego zajęcia. Dni upływają jej na oglądaniu pamiątek i wspominaniu dzieciństwa. W spokojnym miasteczku niewiele się dzieje. Fjallbacka tętni życiem w sezonie letnim. Zimą raczej nie dzieje się nic ciekawego.

Senną atmosferę przerywa śmierć młodej, pięknej kobiety. Początkowo policja podejrzewa samobójstwo, ale szybko akazuje się to pomyłką. Zamordowana jest dawną koleżanką Erici. W dzieciństwie były sobie bardzo bliskie, ale kontakt nagle się urwał. Zaintrygowana Erica zgadza się, na prośbę rodziców, by napisać wspomnienie o ich córce. Zbierając materiały dowiaduje się kilku interesujących rzeczy i dzieli się nimi z prowadzącym śledztwo Patrickiem. Razem odsłaniają tajermnice sprzed lat.

Poza watkiem kryminalnym autorka przedstawia również tło zdarzenia. Poznajemy mieszkańców miasteczka i ich czasem niecodzienne marzenia. Siostra Erici boryka się z problemem przemocy w rodzinie. Wszystko to daje nam obraz jakiejś społeczności. Zagadka kryminalna nie jest oderwana od rzeczywistości.
Uważam jednak, że "Księżniczka z lodu" jest powieścią głównie dla kobiet. A to, z powodu silnego wątku romansowego między Patrickiem a Ericą. Nie przeszkadzał mi, ale chwilami miałam wrażenie, że jest trochę za bardzo wyeksponowany i kryminał schodzi na dużo dalszy plan.

Rozwiązanie całej zagadki satysfakcjonuje mnie na tyle, że sięgnę po następne ksiązki z cyklu.. Dostałam odpowiednią dozę tajemnic z przeszłości i mam nadzieję, że w nastepnych tomach będzie podobnie. Poza tym jestem trochę ciekawa jak dalej rozwinie się wspólne zycie Erici i Patrica. I jak ze swoimi rozterkami poradzi sobie Anna.


wtorek, 14 lutego 2012

"DZIEWCZYNA Z MUSZLĄ" TRACY CHEVALIER

Tracy Chevalier jest u nas znana przede wszystkim z powieści "Dziewczyna z perłą". Niewątpliwie przyczyniła się do tego świetna ekranizacja z Scarlett Johansson i Colinem Firthem w rolach głównych. Ja sama przeczytałam książkę po obejrzeniu tego filmu. A potem przyszedł czas na kolejne ksiązki Chevalier. Spotkania z żadną z nich nie żałowałam.

"Dziewczyna z muszlą" jest próbą przybliżenia nam losów niezwykłej kobiety. Mary Anning to postać autentyczna. Żyła w XIX wieku w Anglii. Jej ojcem był zwykły rzemieślnik. Po jego śmierci rodzina znalazła się w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Wtedy to Mary zaczyna wykorzystywać swoją pasję, aby zapewnić byt rodzinie. Od dziecka pociąga ją zbieranie skamielin. Razem z bratem znajduje pierwszy kompletny szkielet ichtiozaura. Potem odkryła równej plejozaura i pterozaura.

W wieku 12 lat zaprzyjaźnia się ze starszą od siebie o 20 lat Elizabeth Philpot, która po ożenku brata, zamieszkała wraz z siostrami w hrabstwie Dorset. Mimo różnic wynikających z ich pochodzenia, połączyło je zamiłowanie do "dziwów". Mary uczy Elizabeth podstaw zbierania i oczyszczania znalezisk. A Elizabeth nakłania dziewczynę do katalogowania wszystkich eksponatów. Po latach Elizabeth zgromadzi wspaniała kolekcję skamielin ryb. Ich przyjaźń zostaje zakłócona, kiedy obie zakochują się w tym samym mężczyźnie.

Sama warstwa obyczajowa książki jest ciekawa. Ale fascynująca jest przede wszystkim opis przełomu naukowego, którego dokonała niewykształcona kobieta, pochłonięta prawdziwą fascynacją. Początkowo Mary sadzi, że znajduje szkielety zwierząt, które nadal są obecne na świecie. Z czasem jednak ona i Elizabeth zaczynają mieć wątpliwości. A nie było to proste w tamtych czasach. Nauka była związana z religijnością. Jak wytłumaczyć istnienie szkieletów, które nie mają swoich odpowiedników wśród znanych zwierząt? Co się z nimi stało? Pracy Mary zaczyna towarzyszyć nieustanne potępienie mieszkańców miasteczka, ale dziewczyna nie potrafi przestać.

Tracy Chevalier kreśli obraz przyjaźni dwóch kobiet, które kierując się instynktem zmieniają naukę. Pokazuje, że czasem talent znaczy więcej niż wiedza. Szkoda, że Mary nie miała dostępu do wykształcenia jakie mógłby zdobyć mężczyzna. To, że była kobietą przez długi czas pozwalało podpisywać się pod jej odkryciami tym, którzy nie mieli w ich zbieraniu praktycznie żadnego udziału.

Nietrafiony w tej powieści jest tylko tytuł. Rozumiem zabieg promocyjny. Dobrze jeśli książka się sprzedaje, ale Mary nie zajmowała się muszlami.

sobota, 11 lutego 2012

"KRUCJATA W DŻINSACH" THEA BECKMAN

I znowu historycznie... Ale całkiem inaczej niż w poprzednio opisywanej książce.
Po dzisiejszym dniu potrzebowałam rozrywki. Po prostu sympatycznej, zajmującej ksiązki. A przede wszystkim nie miałam ochoty na nic nowego. Niestety i takie chwile się zdarzają. Mnie wtedy pomagają lektury sprawdzone. Takie, do których można często wracać...

Nastoletni Dolf mieszka w Amsterdamie. W czasie wakacji zwiedza laboratorium, gdzie budowany jest wehikuł do podróży w czasie. Konstruktorzy wehikułu są zaprzyjaźnieni z rodzicami Dolfa. Chłopak jest bardzo zainteresowany urządzeniem. Chcąc wypróbować urządzenia namawia uczonych, by wysłali go w przeszłość. Podróż ma trwać tylko jeden dzień...
Ale nieprzewidziany bieg zdarzeń sprawia, że Dolf zostaje w średniowiecznej Europie na dłużej.
Jest rok 1212 i z Kolonii wyrusza własnie dziecięca krucjata do Jerozolimy. Poruszony i zafascynowany, ale przede wszystkim zagubiony chłopak, przyłącza się do wędrówki gromady dzieci.
Podczas tej podróży stanie się dla nich kimś bardzo ważnym. Znajdzie przyjaciół, ale i kilku wrogów. Poznaje co, to poczucie odpowiedzialności i bezsilności. Jednym słowem: staje się dorosłym człowiekiem.

"Krucjatę w dżinsach" po raz pierwszy przeczytałam w podstawówce i często do niej wracam.
Autorka bardzo dobrze oddała mentalność i realia życia w średniowieczu. Siłą tej ksiązki są też bohaterowie, których można polubić od pierwszego zdania. Dolf posiadający wiedzę z XX wieku staje się niekwestionowanym, choć przez niektórych niechętnie uznanym, liderem krucjaty. Pomaga tym dzieciom, choć tak naprawdę nie wierzy w cel ich wędrówki. Jego współczesny rozsądek nieustannie zderza się ze średniowieczną czystą wiarą w powodzenie misji.
Ale czy cel wędrówki jest naprawdę taki, jak oczekują tego uczestnicy krucjaty?

Polecam wszystkim lubiącym lektury historyczne i książki pełne przygód. Poza tym jest to też powieść z bardzo pozytywnym, ale nie nachalnym, przesłaniem, o tym, że przyjaźń i wsparcie najbliższych jest jedną z cenniejszych rzeczy w życiu.

Książkę jakiś czas temu zekranizowano, ale z tego co pamiętam film różni się od ksiązki w kilku fragmentach. I chociaż przyjemnie spędziłam przed nim czas, to bardziej polecam powieść.

Wpis został opublikowany również na:

Klasyka Młodego Czytelnika

piątek, 10 lutego 2012

"SEKRETNY WATEK" KYLIE FITZPATRICK

Madeleine jest młodą wykładowczynią historii średniowiecznej. Pewnego dnia otrzymuje list od matki, która mieszka w Anglii. Do listu dołączony jest fragment łacińskiego tekstu. Madeleine zaczyna go tłumaczyć i  stopniowo jest nim coraz bardziej zafascynowana.
Niestety jej matka umiera. Dziewczyna jedzie na jej pogrzeb. Poznaje wtedy dwie ekscentryczne kuzynki. To one przekazują jej tajemnicze zapiski sprzed wieków. Wkrótce okazuje się, że niezykły pamiętnik jest dziełem kobiety, hafciarki. Jego czytanie staje się dla Madeleine czymś bardzo ważnym.

Książka podzielona jest na dwa wątki. Współczesny przedstawia Madeleine i jej próby tłumaczenia i potwierdzenia relacji przedstawionych w pamiętniku. Drugim wątkiem są oczywiście wydarzenia historyczne. Za sprawą pamiętnika hafciarki przenosimy się na dwór króla Edwarda i poznajemy intrygi targające otoczeniem władcy.
Kto ma odziedziczyć tron po umierającym władcy? Wszystkie te niepokoje znajdują swoje odwzorowanie na tkaninie z Bayeux, którego współtwórczynią okazuje się autorka pamiętnika.

Część historyczna "Sekretnego wątku" jest niewątpliwie ciekawa. Niewiele wiedziałam o tym fragmencie średniowiecznej historii. Nie wiedziałam nawet, że to płótno istnieje. Jednak same spiski nie zajęły mojej uwagi. Nie potrafiłam się wciągnąć w tę opowieść. Absolutnie nie interesowało mnie co się stanie z utlantowaną pamiętnikarką.
Również wątek współczesny nie zajął moich myśli. Chwilami wydawał mi się bardzo szblonowy i po prostu banalny. Madeleine poznajemy w smutnym momencie. Śmierć matki i wciąż ciążący na jej życiu zawód miłosny, powoduje, że tym chętniej zagłebia się w relacji sprzed wieków. odkrywanie tajemnic płótna i poszukiwanie tożsamości hafciarki staje się dla niej ucieczką od problemów i żałoby. Nie jest zaskoczeniem, że przygoda ta odmienia życie dziewczyny.

Mimo ciekawego pomysłu książka była dla mnie raczej męcząca. Chyba skończyłam lekturę tylko dlatego, że nie chciałam o niej pisać, bez przeczytania do końca.
Nie wykluczm jednak, że może być ona ciekawa dla tych, którzy fascynują się średniowiecznymi tematami w literaturze i historycznymi zagadkami. Do tej pory myślałam, że lubię takie książki, ale "Sekretny wątek" widocznie nie jest dla mnie.

niedziela, 5 lutego 2012

"ŻONY I CÓRKI" ELIZABETH GASKELL

Po długo oczekiwanym "Północ i Południe", przyszła kolej na inną książkę Elizabeth Gaskell: "Żony i córki". Musiałam ją dostać, jak tylko wyszła. Przesyłka dotarła bezpiecznie i przez następne dni moje wieczory i każda inna wolan chwial należała znowu do pani Gaskell.

W małym angielskim miasteczku Hollingfort mieszka sobie Molly Gibson. Jej życie, mimo braku matki, jest bardzo szczęśliwe. Ma kochającego ojca, szanowanego w okolicy lekarza. Mieszkańcy miasteczka bardzo ją lubią. Molly zaprzyjaźnia się też z ziemiańską rodziną Hamley'ów. Chorej pani Hamley zastępuje córkę, a w jej synach odnajduje prawdziwych przyjaciół.
Niestety jej ojciec postanawia się drugi raz ożenić z guwernatką Clare Kickpatrick. Dla dziewczyny jest to szok. Nagle ma nową matkę i siostrę. W trudnym dla niej momencie pocieszenie oferuje jej Roger Hamley. Molly powoli godzi się z decyzją ojca, choć macocha nie jest kobietą, którą można łatwo polubić. Przyrodnią siostra jednak zaskarbia sobie ciepłe uczucia Molly i młodzieńców Hamley, w szczególności Rogera.

"Żony i córki" były dla mnie cudownym odprężeniem od codziennych zmartwień. Otwierałam książkę i znikałam w tym świecie. Wiktoriańskie społeczeństwo na angielskiej prowincji staje się dla nas bliskie na wyciągnięcie ręki. Poznajemy wszystkie warstwy społeczne. Od wyżych sfer, przez ziemiaństwo, po mieszkańców miasteczka. Przekrojowi temu towarzyszy dogłębny opis psychologiczny postaci. Mają oni swoje wady i zalety, a nieustanne kontrasty są siłą napędową tej powieści. Czyste, szlachetne uczucia zderzają się z prymitywnymi zachciankami, a efektem tego są liczne nieporozumienia.

"Żony i córki" nie obfitują w nagłe zwroty akcji. Jest to raczej obraz spokojnej społeczności, która żyje pochłonięta swoimi problemami i małymi skandalikami. Szeroko zakrojony opis społeczeństwa i różnych typów charakterów i postaw wybija się na pierwszy plan powieści. Natomiast wątek romansowy pozostaje trochę na drugim planie. Nie przeszkadza to jednak w rozkoszowaniu się atmosferą Hollingfordu.

Polecam tą ksiązkę wszystkim wielbicielkom Jane Austen. Ta ksiązka Gaskell jest zbliżona do nich charakterem znacznie bardziej od "Północ i Południe".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...