sobota, 28 stycznia 2012

"BŁĘKITNY ZAMEK" LUCY MAUD MONTGOMERY

Kiedy zaznajomiłam się ze wszystkimi tomami o uroczej Ani z Zielonego Wzgórza zaczęłam szukać innych powieści Lucy Maud Montgomery. Byłam wtedy w podstawówce i szukałam klimatu podobnego do o Ani.
Na "Błękitny Zamek" trafiłam zupełnym przypadkiem. Po prostu książka stała na wystawie księgarni, a ja szłam z mamą, której długo nie trzeba było namawiać na zakupy ksiązkowe.
I tak w młodym wieku przeczytałam ksiązkę, którą Lucy Maud Montgomery pisała z myślą o dorosłych czytelnikach.


Bohaterką ksiązki jest 29 letnia Valancy Stirling. Dziewczyna mieszka ze matką i ciotką w małym miasteczku. Jej rodzina uważa się za lepszą od innych, ale sama Valancy jest bardzo zwyczajna i cała rodzina bardzo daje jej to odczuć. Doss, bo tak ją wszyscy nazywają, ciągle żyje według wytycznych ciotki i matki. Każdy przejaw samodzielnego myślenia jest mocno krytykowany.
Ucieczką dla Valancy stją ię marzenia o swoim własnym, samodzielnym życiu, które wiedzie w Błękitnym Zamku".
Pewnego dnia Valancy otrzymuje jednak wiadomość, która staje się dla niej impulsem do buntu.


Po latach książka jest cudowną rozrywką. Lucy Maud Montgomery ujawniła w niej świetny zmysła obserwatorski. Jej opisy małomiasteczkowej "elity" aż kipią od ironii. Cała zaś historia opowiedziana jest lekkim językiem i z dużym poczuciem humoru. Reakcje rodzinki na nowe życie Valancy, którą wszyscy uważali za nieciekawą starą pannę, powodują prawie nieustanne wybuchy śmiechu.

Ale humor to nie wszystko. Powieść zawsze budzie we mnie refleksję, ile z naszego życia poświęcamy na zadowolenie innych i jak to się na nas odbija. Oczywiście sytuacja opisana w "Błękitnym Zamku" jest przejaskrawiona, ale każdy z nas może wyciągnąć z niej coś dla siebie. Choćby to, że czasem warto zaryzykować i wziąść sprawy we własne ręce. A szczęściu czasem trzeba pomóc.

Opublikowane również na:
Klasyka Młodego Czytelnika

czwartek, 26 stycznia 2012

"DRZWI DO PTASZARNI" KATIE HICKMAN

Moje wizyty w bibliotece publicznej są ostatnio bardzo owocne. Książkę "Drzwi do ptaszarni" chciałam przeczytać już dosyć dawno. Ciągnie mnie do powieści histrycznych, zanurzonych w egzotyce, w czymś dla nas calkiem obcym. Obecność wątku romantycznego również nie pozostaje bez wpływu. Bo dobrze opisane wątki romantyczne lubię.
Kiedy więc zobaczyłam powieść na półce nie zwlekałam i od razu znalazła się w moim stosiku.



Elisabeth pisze doktorat o białych niewolnicach w haremach. Temat zajmujący, intrygujący, ale niestety bardzo jest trudno zdobyć jakiekolwiek relacje, czy wiadomości. Elisabeth znajduje jednak dokument potwierdzający obecność białej kobiety na sułtańskim dworze. Jak znalazła się tam Celia Lamprey, narzeczeczona bogatego angielsiego kupca i pracownika angielskiej ambasady?
Elisabeth, trochę zagubiona we wlasnym życiu, postanawia na miejscu zbadać wszystkie dostępne materiały.

Tematyka powieści jest niewątpliwie ciekawa. Autorka dużo czasu spędziła poszukując materiałów do swojej ksiązki i to się czuje. Można się dużo dowiedzieć o funkcjonowaniu haremów. Swoista hierarchia ważności, codzienne życie tych kobiet, ich zajęcia. Wszystko to jest zajmujące. Do tego dochodzą intrygi, stanowiące często śmiertelne zagrożenie, dla nieobeznanych z obowiązującymi realiami.
Celia Lamprey musi sobie poradzić w tym otoczeniu i nie wpaść w pułapkę konkurujących ze sobą kobiet.
A może jej narzeczonemu uda się ją wykraść?

Ksiązkę przeczytałam szybko, ale też szybko o niej zapomnę. Opisane realia są fantastyczne, ale bohaterów nie polubiłam wcale. Jakoś było mi obojętne, jak potoczą się losy panny Lamprey. A już wątek współczesny, perypetie Elisabeth i jej kochanków nudziły mnie bardzo. Brakowało w tym jakiejś iskry, prawdziwego zaangażowania.

Dla ciekawych dalszych losów bohaterów, ukazała sie część druga "Brylant Pindara". Kupić nie zamierzam, ale jeśli trafi do mnie w bibliotece, to dam pisarce drugą szansę.

piątek, 20 stycznia 2012

"PAŁAC PÓŁNOCY" CARLOS RUIZ ZAFON

Zafona znałam do tej pory tylko z "Cienia wiatru", książki, która mnie oczarowała na kilka dni, ale do której nie wróciłam jeszcze ani razu. Nadal jednak ciekawią mnie inne dzieła tego autora.

"Pałac Północy" został zakwalifikowany jako literatura młodzieżowa. W Polsce został wydany jako drugi tom cyklu "Książę Mgły". Książki te nie mają jednak wspólnych wątków i można je czytać osobno.

Ben, wychowanek sierocińca St. Patric w Kalkucie, kończy szesnaście lat. Jest to moment, kiedy musi opuścić swój dotychczasowy dom. Jednak zanim to się stanie stawi czoła wydarzeniom, ktore zmienią jego życie. Wraz z przyjaciółmi po raz ostatni spotykają się w opuszczonym domu, zawanym przez nich "Pałacem Północy". Nieoczekiwanie dołącza do nich Sheere. Dziewczyna opowiada im tajemniczą historię swoich rodziców. Jest to początek serii mrocznych zdarzeń. Ben odkryje dlaczego trafił do sierocińca, a przyjaźń grupki wychowanków zostanie poddana próbie.

Zafon prowadzi swoich bohaterów po tajemnicach przeszłości w pięknej scenerii Kalkuty. Miasta dusznego od upałów, pełnego zapomnianych budynków i mrocznych uliczek. I atmosfera tego miasta w powieści opisana jest świetnie. Wraz z bohaterami zagłębiamy się w intrygach przeszłości, które okazują się nadal niebezpieczne i swoim mrokiem mogą pochłonąć nieostrożnych odkrywców.

Jeśli czytaliście "Księcia Mgły" to w "Pałacu Północy" znajdziecie podobny klimat melancholii, smutku i przerażenia. Ale znajdziecie też bardzo podobny schemat opowieści i to może razić. Pod tym względem historia jest do przewidzenia.
Zafona ma jednak talent do snucia opowieści, które zajmują. Zauważamy drobne niedociągnięcia fabularne. Niektóre rozwiązania mogą okazać się nieco banalne, ale sama historia nas oczarowuje.
Wydaje mi się, że siła książek Zafona tkwi w ich atmosferze, tym, że tak łatwo jest nam się przenieść myślami do miejsc, które opisuje.

Z pewnością sięgnę po "Światła września", ale póki co na moim stoliku czeka "Marina" i pewnie niedługo opiszę wrażenia z tej lektury.

niedziela, 15 stycznia 2012

"SEKRETNY JĘZYK KWIATÓW" VANESSA DIFFENBAUGH

Dawno nie zaczytałam się tak bardzo. Korzystając z wolnego dnia nie odkładałam "Sekretnego języka kwiatów" Vanessy Diffenbaugh kilka godzina, aż przeczytałam ostatnie słowo.

Bohaterką książki jest Victoria. Poznajemy ją w dniu jej osiemnastych urodzin. Dziewczyna jest nieufna, małomówna, wydawałoby się kompletnie nieprzystosowana do dorosłego, samodzielnego życia.
Dzieciństwo spędziła w rozmaitych rodzinach zastępczych, a potem w domach dziecka. Jedynym szczęśliwym okresem życia był czas, który spędziła ze swoją matką zastępczą. Elizabeth dała jej miłość i poczucie bezpieczeństwa. Nauczyła też sztuki czytania języka kwiatów. Niestety okoliczności sprawiły, że Victoria nie mogła pozostać pod opieką Elizabeth.

Znajomośc roślin pozwala jej na układanie bukietów doskonałych. Za ich pomocą niesie pocieszenie, odmienia los ludzi. Pracując w kwiaciarni poznaje chłopaka, znającego tak jak ona mowę kwiatów. Ich spotkanie zmusza Victorię do próby pogodzenia się z własną przeszłością. Równlegle z teraźniejszością poznajemy przeszłość Victorii i wydarzenia, które doprowadziły ją tego kim jest dzisiaj. Czy dziewczyna znajdzie sposób, by przebaczyć sobie i być po prostu szczęśliwą?

"Sekretny język kwiatów" jest debiutem Vanessy Diffenbaugh. Debiutem moim zdaniem bardzo udanym.
Autorka porusza w swojej powieści trudne problemy. Trudny los dzieci pozbawionych własnego domu opisany jest z wyczuciem i subtelnością. Nie ma tu brutalnych opisów, a mimo to łatwo nam zrozumieć samotność tych osóbek, zagubionych w niezrozumiałej rzeczywistości, próbujących znaleźć kogoś, kto ich pokocha, co nie zawsze jest łatwe.

Pomimo dużego ładunku ciepła, który płynie z tej opowieści, książka nie daje łatwych rozwiązań. Nie opisuje osób jednoznacznych. Bohaterowie zarówno pierwszo, jak i drugoplanowi mają swoje dobre i złe strony. Wydaje się, że każdy szuka swojego sposobu na życie i pokonanie swoich demonów przeszłości.
Wszyscy z nich, a przede wszystkim Victoria odkrywają, że nigdy nie jest za późno, by coś naprawić. A jeżeli sami nie potrafią czegoś powiedzieć, zawsze mogą pomóc bukiety kwiatów i zawarty w nich magiczny język. Wystarczy próbować, aż się uda.

Polecam, moim zdaniem naprawdę warto. Świetna książka, która będzie znakomitą rozrywką, bo historia w niej zawarta jest wciągająca i nie pozostawia obojętnym. Sprawdzi się zarówno w długie wieczory zimowe i latem np. na plaży. 
Zawsze wiedziałam, że kwiatami można wiele powiedzieć, ale teraz zacznę naprawdę przykładać do tego większą uwagę.

piątek, 13 stycznia 2012

"SHERLOCK HOLMES: GRA CIENI" reż. GUY RITCHIE

Film, obok książek, to moja druga pasja. Bardzo też lubię adaptacje filmowe literatury. Dlatego chciałam iść do kina na "Dziewczynę z tatuażem", ale nie wyszło. Niestety mieszkam w dosyć małym mieście, gdzie są wprawdzie dwa kina, ale repetuar w nich ograniczony.
Ochota na kino jednak pozostała, padło więc na "Sherlocka Holmesa: Gra cieni".

Nie zachwycił mnie pierwszy film w reżyserii Guy'a Ritchie. Niby wszystko było w porządku: uroczy bohater, zagadka, malowniczy Londyn XIX wieku, odpowiednia doza brawury plus współczesne kino rozrywkowe, żeby się widzowi nie nudziło. I nudzić się nie nudziłam, ale nic poza tym...
Nie zrozumcie mnie źle, lubię kino czysto rozrywkowe. Po czasie stwierdzam, że naoglądałam się wtedy zwiastunów, naczytałam jaki to fajny film... I za dużo w rezultacie oczekiwałam.

Tym razem nie oglądałam ani jednego zwiastuna, za to naczytałam się masę niezbyt pochlebnych recenzji. Do tego po obejrzeniu w BBC Entertainment pierwszej serii serialu "Sherlock", byłam przekonana, że znalazłam swój ideał detektywa Holmesa.
Zasiadłam więc w kinie bez oczekiwań.

I bawiłam się przednio.

Sherlock Holmes w filmie Guy'a Ritchie jest nadal geniuszem żyjącym w swoim świecie. Goniący za wydawałoby się nieprzydatnymi wynalazkami dziwak, arogant, gbur. Nadal uroczo grany przez Roberta Downey'a Jr. Do tego niezawodny głos rozsądku w postaci doktora Watsona., który ku niezadowoleniu Sherlocka, bierze ślub. I geniusz zła - profesor Moriarty.
Intryga, niepokoje polityczne w Europie, postęp militarny tworzą wiarygodną i dosyć wciągającą fabułę. Muszę się jednak przyznać, że dla mnie była całkowicie pobocznym aspektem filmu. Ani razu serce mi mocnej nie zabiło, chociaż nasi bohaterowie nieustannie znajdują się w jakichś kryzysowych sytuacjach.

Bardziej wciągnęło mnie napawanie się XIX miejskimi krajobrazami. Świetnie to wyglądało na ekranie. Obóz cyganów, lasy, zamek (?) na skale. Cudne to było. Zdarzyło się kilka wpadek historycznych, ale jeśli nie jesteście na takie rzeczy zbyt wrażliwi, nie zakłóci wam to oglądania. U mnie okoliczności przyrody wygrały z intrygą i niedopatrzeniami.
Jako plus zapisuje też postać Cyganki, graną przez Noomi Rapace. Polubiłam ją od razu i nie bardzo mi brakowało panny Adler.

Na koniec dodam jeszcze, że po raz pierwszy zdarzyło mi się żałować, że fil nie jest kręcony w 3D. A właściwie jedna scena. Ucieczka naszych bohaterów do pociągu, wybuchy, strzelanina. Mogło to wyjść bardzo efektownie.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

SUSAN HOWATCH "PENMARRIC"

Pewnie jeszcze długo nie przeczytałabym powieśći Susan Howatch "Penmarric", gdzyby nie wyzwanie z półki.
W mojej biblioteczce jest trochę książek, których przeczytanie odkładam na później. Lubię mieć jakieś pozycje w zapasie. Kiedy zabraknie tych pożyczonych od przyjaciół, czy z biblioteki, a takie momenty czasem się zdarzają, są jak znalazł.
"Penmarric" trafiło do mnie drogą wymiany czytelniczej. Wcześniej nie czytałam żadnej powieści tej autorki. Nie mając więc absolutnie żadnych oczekiwań zasiadłam do lektury.



Bohaterami "Penmarric" są członkowie trzech pokoleń rodziny Penmarów. Ich losy są trwale związane z kornwalijską siedzibą rodu zwaną właśnie Penmarric.
Poznawanie rodziny zaczynamy z perspektywy Marka Castallacka. Z jego opowieści wiemy o utracie rezydencji i majątku, a także o walce jego matki o odzyskanie dziedzictwa. Walka ta dominuje całe jej życie stając się przyczyną jej złych stosunków z mężem i z synem.
Mark zaczyna podzielać jej obsesję, jednak nigdy nie wybacza matce, że Penmarric stał się ważniejszy od rodziny.
Kiedy dwór wraca w posiadanie rodziny, Mark sprowadza tam świeżo poślubioną, starszą o jedenaście lat małżonkę.

Na przestrzeni lat 1890 - 1945 obserwujemy losy głowy rodu i jego dzieci. Potomkowie Marka z prawego i nieprawego łoża zmuszeni są do wspólnego życia w Penmarric. Ich egzystencję wypełniają nieporozumienia i konflikty. Burzliwe kłótnie, występki, chciwość i różne rodzaje namiętności determinują ich decyzje.
Każde z nich walczy o bycie w centrum uwagi ojca, a w konsekwencji o przyszłe posiadanie siedziby rodu.
Żadnemu z nich nie przyniesie to szczęścia. W tle przewijają sie ważne wydarzenia XX wieku.

Dosyć trudno odpowiedzieć mi na zasadnicze pytanie: czy książka mi się podobała, czy nie. Odpowiedź nie jest jednoznaczna.
Lubię sagi rodzinne i zawsze chętnie sięgnę po tego typu literaturę. Lubię historie wypełnione nieporozumieniami, zmianne koleje losów. Śledzenie trzech pokoleń Penmarów dostarczyło mi dużo tego typu atrakcji. Porywcze charaktery, miłość, zdrada, nienawiść - to wszystko znajdziecie na kartach tej powieści.

Dla mnie jednak było tego jednak trochę za dużo. Czasami musiałam na trochę odłożyć lekturę. Dać sobie odpocząć od mrocznej atmosfery Kornwalii.
Muszę stwierdzić, że Penmarowie nie pochłoneli mnie całkowicie. Żadnej z postaci nie polubiła, żadnej też nie obdarzyłam jakąś szczególną antypatią. Ot, takie letnie uczucia miałam do całej powieści.
Nadal lubię sagi rodzinne i pewnie sięgnę z ciekawości po następną ksiązkę tej autorki, ale "Penmarric" przeznaczam do dalszej wymiany czytelniczej.

czwartek, 5 stycznia 2012

ALFRED SZKLARSKI seria o TOMKU WILMOWSKIM

Dołączyłam do inicjatywy blogowej "Klasyka Młodego Czytelnika". Jest to blog otwarty, na którym można publikować swoje recenzje, dotyczące książek z dzieciństwa.
Jeśli chcecie zajrzeć na samego bloga kliknijcie na baner umieszczony z prawej strony.

Trochę się zastanawiałam o jakiej ksiązce powinnam napisać najpierw. Czytanie jest moją pasją od dawna i nie był to łatwy wybór. Po namyśle zdecydowałam się opisać serię książek o Tomku Wilmowskim, autorstwa Alferda Szklarskiego. Myślałam jeszcze o Ani Shirley, ale stwierdziłam, że jest ona nadal tak popularna, że z pewnością z czasem znajdzie się i wpis o niej.
Nie jestem natomiast pewna, jaką popularnością cieszy się Tomek Wilmowski.

Alfred Szklarski rozpoczął cykl książek, wydaniem w 1957 roku "Tomka w krainie kangurów". Potem kolejno ukazywały się następne tomy, których spis znajdziecie na końcu recenzji.
Chłopca poznajemy w 1902 roku jako młodzieńca, mieszkańca
Waszawy. Wychowuje go jego wujostwo, państwo Karscy. Ojciec musiał opuścić kraj na skutek represji carskich. Tomek również buntował się. Nie chciał mówić po rosyjsku i uczyć się historii tego kraju. Jego marzeniem było dołączyć do ojca.
Pewnego dnia to marzenie ma się spełnić. Tomek ma się spotkać z ojcem w Londynie, by tam kontynuować naukę.
Andrzej Wilmowski pracuje jako łowca dzikich zwierząt do ogrodów zoologicznych. Jego towarzyszami i najbardziej zaufanymi przyjaciółmi są: Jan Smug i bosman Tadeusz Nowicki.
W ich towarzystwie Tomek przeżyje wiele niezapomnianych przygód. Na pierwszą wyprawę wyruszą do Australii, gdzie chłopiec zyska nowych przyjaciół.

Kolejne tomy opisują kolejne podróże, coraz starszego Tomka po różnych kontynetach i krajach.
Te podróżnicze ksiązki mają zawierają również duży aspekt dydaktyczny, nie zawsze sprawnie przedstawiony. Podczas długich wędrówek i odpoczynków nasi bohaterowie toczą rozmowy na temat geografii i przyrody otaczającego ich środowiska. Ich wiedza jest szalenie rozległa. Smuga i Andrzej Wilmowski, a potem sam Tomek, przedstawiają prawdziwe wykłady na różne tematy. Nie ma dla nich tajemnic niezbadanych, a na każdą węrówkę ruszają gruntownie przygotowani.
Również opiekunowie Tomka są ludźmi prawie bez skazy. Polscy emigranci, marzący o wolnej Polsce, szlachetni i honorowi. Tajemniczy Smuga i ojciec stają się dla Tomka wzorami do naśladowania. Nawet nieco rubaszny, wprowadzający aspekt humorystyczny, bosman Nowicki to człowiek, który wprawdzie czasem szybciej coś zrobi niż pomyśli, ale zawsze ma dobre pobudki.

Tomek Wilmowski był jednym z moich ulubionych bohaterów z dzieciństwa. Któż nie chciałby, przeżyć takich przygód? Nadal lubię powracać do tych lektur, choć z czasem ich dydaktyzm wydaje się nieco natrętny, a wiadomości geograficzne i przyrodnicze przemycone w sposółb trochę sztuczny.
Ale przygody są nadal wspaniałe, nadal robią wrażenie i pozwalają czasem odetchnąć od zalewu książek dziecięcych i młodzieżowych w klimacie fantasy.

Pełny cykl o Tomku Wilmowskim zawiera:

Kliknijcie na odpowiedni tytuł, żeby przeczytać notki w Wikipedii.

wtorek, 3 stycznia 2012

"OBLĘŻENIE" ARTURO PEREZ - REVERTE

Arturo Perez - Reverte to jeden z tych autorów, których nowe książki kupuję w ciemno. Poza cyklem powieści o kapitanie Alatriste. Jakoś nie mogę się przekonać do tego bohatera. Książki spoza serii kupuję jak tylko zobaczę w księgarni.

Najnowszą powieść - "Oblężenie" wypatrzyłam już jakiś czas temu w przedsprzedaży i od razu złożyłam zamówienie.

Akcja książki toczy się w Kadyksie w czasie wojen napoleońskich. Miasto otoczone jest przez wojska francuskie, które je nieustannie bombardują, próbując zmusić mieszkańców do poddania. W samym kadyksie zaś giną młode kobiety, okrutnie skatowane przed śmiercią. W pobliżu miejsca ich śmierci, wcześniej czy później, spada bomba.

Zagadka kryminalna, którą próbuje rozwiązać komisarz Rogelio Tizon jest punktem wyjścia i osnową opowieści o mieście.
Bo, to Kadyks jest głównym bohaterem książki. Arturo Perez - Reverte przedstawia miejsce, które poznajemy dzięki różnym wątkom. Mamy więc wspomniany wątek kryminalny. Śledzimy też dzieje zauroczenia bogatej właścicielki firmy handlowej i pracującego dla niej korsarza. Razem z kapitanem Desfousseux bombardujemy oblężone miasto. Poznajemy życie szpiegów, służących, biedoty, dla której wojna jest szansą na wzbogacenie się. Dzięki temu mamy obraz Kadyksu wszystkich warstw społecznych.
Widzimy miasto prężne, bogate, obeznane ze światowymi nowinkami, ale i walczące ze zmainami, jakie może przynieść uniezależnienie się hiszpańskich kolonii. Pewna epoka zaczyna się kończyć.

"Oblężenie" nie czyta się jak kryminał. Nie ma tu oszałamijących zwrotów akcji. Nie znajdujemy tu też płomiennego romansu, choć subtelne opisy uczuć już tak. To przede wszystkim powieść o ludziach, postawionych w obliczu zmian, nieraz skrępowanych tym, jaką rolę muszą grać. Wojna jest tłem, które jednak pozwala uwydatnić różne decyzje. Dla jednych jest źródłem klęśki, dla innych bogactwa. Dla nikogo jednak nie oznacza szczęścia.

To, co imponuje to znajomość i opis detalu. Czytając, czujemy się jakbyśmy, byli wraz z bohaterami w obozowisku żołnierzy, na balu, eleganckiej herbatce, czy karnawałowej zabawie.
Muszę się przyznać, że przede wszystkim chłonęłam właśnie te detale, atmosferę, często zapominając o zagadce kryminalnej.
Oczywiście myślę, że wiele niuansów może być dla nas niezrozumiałych. To powieść o Hiszpanach - inne realia, inna historia, ale to nie przeszkadza cieszyć się językim i sposobem w jakim jest napisana.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

"PÓŁNOC I POŁUDNIE" ELIZABETH GASKELL

Kiedyś, raczej już dawno, przeczytałam notkę w jakiejś gazecie o wydaniu u nas serialu "North & South". Gazetka była babska, notka z pewnością nie otarła się nawet o miano recenzji, ale mnie zaciekawiło. Z zaznajomieniem się z produkcją jeszcze jakiś czas zwlekałam, ale w końcu przyszła pora by zobaczyć co to takiego.

Oglądało się rewelacyjenie. I powstało na podstawie książki. Uwielbiam adaptacje literatury. Kocham porównywać, szukać zmian, oceniać co lepsze, choć wiem, że może nie powinno się tego robić.
Ruszyłam więc na poszukiwanie książki pani Elizabetha Gaskell "Północ i Południe". Ponieważ było to parę lat temu, srodze się zawiodłam.
Powieść nie została wydana w Polsce.

Niedawno jednak wydawnictwo "Świat Książki" nadrobiło to niedopatrzenie  i "Północ i Południe" trafiło w moje ręce, zaspokajając moje czytelnicze pragnienia na jakiś czas.

Bohaterką książki jest Margaret Hale. Niezamożna córka pastora, która jednak zdobywa obycie w większym świecie, wychowując się z córką bogatej ciotki w Londynie. Mimo to ukochanym domem pozostaje dla niej parafia, którą zajmują jej rodzice w Helstone.
Jej życie całkowicie się zmienia, kiedy na skutek nieoczekiwanej decyzji ojca o porzucenia stanu kapłańskiego, przenoszą się do przemysłowego, położonego na północy Milton.

Ojciec Margaret postanawia zarabiać na życie poprzez udzielanie wykładów. Zostaje też prywatnym nauczycielem. Jednym z jego uczniów jest John Thorton, właściciel fabryki.
Margaret od początku traktuje go nieufnie. Sądzi, że ktoś zajmujący sie handlem nie może być gentlemanem.
Zetknięcie tej dwójki osób, wychowanym w całkiem innych warunkach i otoczeniu obfituje w liczne nieporozumienia.
Margaret jest ciekawa życia, ale samotna. Matka z trudem akceptuje przeprowadzkę, choruje. Dziewczyna coraz częściej musi być tą silną w rodzinie. Coraz bardziej zbliża się do rodzin robotniczych. Zaprzyjaźnia się chorą Bessy Higgins i jej ojcem Nicholasem. W tle jednak coraz ważniejsze stają się problemy związane z rewolucją przemysłową.  Rodzą się związki zawodowe, a ich żądania prowadzą do konfliktu między pracodawcami i robotnikami. Dochodzi do strajku.

"Północ i Południe" może się kojarzyć trochę z "Dumą i uprzedzeniem". Moim zdaniem jednak podobieństwa nie są duże. Obie ksiązki łączy wątek rozkwitającego uczucia głównych bohaterów. Tak jak bohaterowie Austen, Margaret i John początkowo nie darzą się sympatią. Są do siebie uprzedzeni, są też dumni. Nie zdradzę jednak wiele pisząc, że z czasem obie strony zmienają zdanie. Nie towarzyszy jednak temu atmosfera gierek salonowych, jakie znamy z powieści Austen.

Powieść Elizabeth Gaskell jest jednak dużo bardziej skupiona na przemianach tamtych czasów. Poznajemy biedę jak towarzyszy robotnikom z fabryk. Jakie ślady pozostawia ciężka praca na ich zdrowiu. Obserwujemy codzienną walkę o byt i zysk, zarówno pracodawców, jak i pracowników.
Życie żadnego z nich nie jest łatwe i przyjemne. By istnieć muszą znaleźć płaszczyznę porozumienia. Problemy obu stron są opisane z jednakową pieczołowitością.
Margaret angażuje się w życie miasta i powoli staje sie ono jej domem.

Ksiązkę polecam z całą odpowiedzialnością. Serial na jej podstawie też. :)))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...